
Tym razem zamiast kolejnego, czysto elektrycznego modelu do Europy, Volkswagen przygotował specjalnie dla Chin nowy pojazd (ponownie zresztą), który sugeruje, że czasem lepiej na nowo przemyśleć definicję napędu elektrycznego. To podejście jest o tyle ciekawe, że w momencie, gdy wszyscy gonimy za coraz większymi akumulatorami, Niemcy proponują rozwiązanie z przeszłości. Nie oznacza to jednak, że jest ono gorsze z perspektywy użytkownika, bo tak naprawdę może okazać się znacznie bardziej praktyczne dla wielu osób. Szczególnie tam, gdzie infrastruktura ładowania wciąż pozostawia wiele do życzenia.

Volkswagen ID. Era 9X wyznacza nowy język projektowania dla Chin
Pod względem gabarytów nowy model Volkswagena nie pozostawia złudzeń – to kolos, a nie byle samochodzik. ID. Era 9X mierzy 5207 mm długości, będąc wyraźnie większym zarówno od Audi Q7, jak i od swojego krewniaka, znanego w Chinach jako Teramont Pro. Jego masywna konstrukcja, która w najcięższej wersji waży aż 2700 kg, to efekt współpracy koncernu z lokalnym partnerem SAIC. Auto wprowadza też zupełnie nowy styl, który ma zdefiniować przyszły wygląd modeli Volkswagena stworzonych specjalnie dla chińskiego odbiorcy.


Czytaj też: Hot hatch, jakiego jeszcze nie było. Nissan Aura Nismo RS to dziwny, ale szybki potworek
Sercem ID. Era 9X jest turbodoładowany silnik benzynowy o pojemności 1,5 litra, pochodzący z dobrze znanej rodziny EA211. Jego moc wynosi 141 koni mechanicznych, ale w tym akurat przypadku kluczowa jest jego rola, a nie osiągi. Ta jednostka nie jest bowiem w ogóle połączona z kołami, bo jej jedynym zadaniem jest praca jako generator prądu dla akumulatora. Dzięki takiemu odseparowaniu może działać w ściśle określonym, najbardziej optymalnym i ekonomicznym zakresie obrotów, co jest niemożliwe w klasycznej hybrydzie.

Dwie wersje mocy i ponad 400 km na prądzie. Czy to wystarczy nabywcy ID. Era 9X?
Kupujący ID. Era 9X mogą wybierać pomiędzy dwoma układami napędowymi. Podstawowy wariant wyposażony jest w pojedynczy silnik elektryczny z tyłu o mocy 295 KM. Dla tych, którzy potrzebują jeszcze więcej, marka przygotowała wersję z dwoma silnikami, oferującą napęd na wszystkie koła i łączną moc rzędu 510 KM. Akumulatory również występują w dwóch pojemnościach: 51,1 kWh oraz 65,2 kWh, która jest standardem w mocniejszej wersji.
Czytaj też: Niczym mini pickup na dwóch kołach. Co wyjątkowego drzemie w motocyklu Imber125?

Producent deklaruje zasięg na samym prądzie przekraczający 400 kilometrów… ale według chińskiego cyklu CLTC, a nie bardziej wymagającego WLTP. Niemniej jednak, dla większości codziennych przejazdów taka odległość jest zupełnie wystarczająca, pozwalając na jazdę bez uruchamiania generatora benzynowego. Kiedy jednak ten wkroczy do gry, to całkowity zasięg z naładowanym akumulatorem i pełnym bakiem paliwa (pojemności nie znamy) ma przekraczać 965 kilometrów.
Globalna ekspansja technologii. Range-extender wraca do łask
Mimo że ID. Era 9X został stworzony z myślą wyłącznie o Chinach, to koncern Volkswagen już otwarcie rozważa wprowadzenie technologii range-extender na rynek europejski i amerykański. Pierwszymi ambasadorami tej koncepcji “dla nas” mają być modele submarki Scout. Pickup Terra i SUV Traveler z opcją Harvester zaoferują podobny układ, gwarantujący szacunkowy całkowity zasięg około 805 km, z czego 241 km ma przypadać na jazdę czysto elektryczną. Jest to jednak pojazdy o ramowej konstrukcji, skierowane głównie do tych klientów, dla których codziennością jest pokonywanie trudnego terenu.
Czytaj też: Tak wysoko silnik Wankla jeszcze nie był. Mazda może tylko zazdrośnie patrzeć
Z biznesowego punktu widzenia sens takiego rozwiązania w dzisiejszych czasach jest jasny. Samochód z generatorem spalinowym na pokładzie łagodzi główną obawę klientów, jednocześnie pozwalając uniknąć montażu ogromnego, ciężkiego i bardzo kosztownego akumulatora, który która byłby potrzebny w klasycznym elektryku o porównywalnym całkowitym zasięgu. Stanowi to ogromny kompromis, który ma szansę trafić do osób wahających się przed całkowitym przejściem na prąd.
Volkswagen nie jest zresztą osamotniony w tym pomyśle. BMW również powraca do koncepcji range-extenderów, którą testowało lata temu w kultowym już i3. Wygląda tym samym na to, że technologia, często uznawana za przejściową, może odgrywać w elektryfikacji znacznie poważniejszą rolę, niż ktokolwiek się spodziewał. Być może właśnie takie, mniej rewolucyjne, a bardziej pragmatyczne podejście, okaże się kluczem do szerszej akceptacji samochodów z napędem elektrycznym.