Smartfonowa marka upokorzyła Ferrari. SF90 XX rozjechane na drobny mak

Co dokładnie porównanie Ferrari SF90 XX i Xiaomi SU7 Ultra powiedziało światu o obu samochodach? Nie jest to byle zestawienie “elektryka z modelem spalinowym”, bo w tym akurat Ferrari drzemie hybrydowa potęga.
...

Na papierze ten pojedynek nie powinien się wydarzyć. Z jednej stanęło dzieło marki, która przez dekady budowała swoją legendę na torach wyścigowych i obsesją na punkcie prowadzenia, a z drugiej owoc pracy firmy kojarzonej głównie z elektroniką użytkową. Oto jednak do tego doszło, a w całej tej historii najciekawsze nie jest samo kto wygrał, tylko dlaczego akurat tam i w takich warunkach. Gdy nawierzchnia jest daleka od ideału, a o wyniku decydują ułamki sekund i algorytmy kontroli trakcji, to do głosu dochodzą cechy, których nie da się streścić samymi liczbami.

Ferrari za grube miliony kontra Xiaomi za około 300000 zł

Carwow zorganizował proste porównanie Xiaomi SU7 Ultra oraz Ferrari SF90 XX na torze w Abu Zabi krótko po przejściu burzy piaskowej. Taki detal brzmi jak tło fabularne, ale w praktyce jest kluczowy dla tego sprawdzianu, bo drobny piasek potrafi zamienić start w loterię, a wtedy przewagę zyskuje nie tyle charakter układu napędowego, ile zdolność do błyskawicznego zarządzania przyczepnością. Na sam początek rzućmy jednak i tak okiem na to, czym mogą pochwalić się w surowych danych oba samochody.

Czytaj też: Technologia weryfikuje ludzką słabość za kierownicą

Ważące około 2360 kg Xiaomi SU7 Ultra w ruch wprawiają dwa silniki z przodu i jeden z tyłu o łącznej mocy ponad 1500 koni mechanicznych, więc w grę wchodzą wartości rodem z segmentu hipersamochodów. Ferrari SF90 XX to z kolei około 1660-kilogramowa hybryda z podwójnie doładowanym silnikiem spalinowym V8 o pojemności 4,0 litra, którego wspierają trzy silniki elektryczne, przekładając się na moc rzędu nieco ponad 1000 koni mechanicznych.

Różnica jest więc prosta – Xiaomi ma przewagę brutalnej mocy i natychmiastowego momentu, a Ferrari odpowiada niższą masą i swoją wypracowywaną przez dekady “magią”. W praktyce jednak relacja mocy do masy wypada na korzyść Xiaomi, choć nie jest to żaden wyznacznik tego, który samochód okaże się szybszy.

Jak wypadło Ferrari SF90 XX i Xiaomi SU7 Ultra na jednym torze?

Gdy oba auta ruszyły ze startu, Xiaomi SU7 Ultra od początku złapało przewagę i utrzymało ją do końca dystansu rzędu 1/4 mili, czyli około 402 metrów. Czas rzędu 9,3 sekundy dla SU7 Ultra i 10,2 sekundy dla SF90 XX oznacza prawie sekundową, około 10-procentową różnicę, a w tak krótkim sprincie to istna przepaść. Gdyby tego było mało, ma dystansie około 805 metrów, przewaga Xiaomi urosła. SU7 Ultra przejechał taki odcinek w czasie 14,5 sekundy, a Ferrari 15,7 sekundy, czyli o całe 1,2 sekundy szybciej.

Czytaj też: Od odkurzacza do hiperauta. Kosmera Nebula 1 to elektryczny samochód, którego nikt się nie spodziewał

Tego typu różnica na takim dystansie sugeruje, że wraz ze wzrostem prędkości Xiaomi potrafiło dłużej utrzymywać efektywne przeniesienie mocy na asfalt, podczas gdy Ferrari częściej walczyło z uślizgiem. W czystym elektryku rozdział momentu na osie i koła może następować niemal natychmiast, a więc bez wpływu przełożeń, bez opóźnień wynikających z pracy skrzyni i charakterystyki silnika spalinowego. W skrócie więc, jeśli na drodze robi się ślisko, to przewagę ma ten, kto po prostu więcej kontroluje i w tym akurat scenariuszu Ferrari SF90 XX nie wypadło najlepiej.

Czytaj też: Hot hatch, jakiego jeszcze nie było. Nissan Aura Nismo RS to dziwny, ale szybki potworek

Żeby test nie był jednostronną historią o upokorzeniu, organizatorzy podjęli się też próby hamowania z prędkości około 161 km/h. W tej akurat konkurencji lepsze okazało się Ferrari, zatrzymując się o więcej niż długość auta wcześniej. W praktyce to logiczne, bo niższa masa pomaga nie tylko w zakrętach, ale też w wytracaniu prędkości, a Ferrari od lat buduje przewagę w doborze hamulców, chłodzeniu i powtarzalności pracy układu przy dużych obciążeniach. Innymi słowy, chociaż ten test pokazał, że choć elektryki zmieniają definicję szybkości w prostych konkurencjach, to jednocześnie daleko im do kosztujących kilkukrotnie więcej arcydzieł motoryzacyjnych, które spisują się lepiej w zakresie hamowania, prowadzenia oraz powtarzalności.