Nowy Knog Frog już tu jest. Ten gadżet uratuje Ci skórę i przeżyje niejeden rower

W świecie rowerowych gadżetów łatwo zachwycić się kolejną rewolucją, która po dwóch sezonach kończy życie gdzieś na dnie szuflady. Prawdziwą wartość mają jednak te drobiazgi, o których na co dzień się nie myśli, bo po prostu robią swoje. Nie generują problemów, nie proszą o uwagę i nie udają sprzętu z kosmicznego laboratorium, a Knog Frog od lat należy dokładnie do tej kategorii.
...

Knog Frog to lampki rowerowe, które są znane rowerzystom od ponad dziesięciu lat i właśnie doczekały się istotnej aktualizacji. Australijski producent postanowił bowiem odświeżyć swój sztandarowy produkt, co zawsze jest ryzykownym posunięciem, gdy mamy do czynienia z czymś, co już osiągnęło status wręcz kultowego.

Nowe wydanie lampki rowerowej Knog Frog idzie z duchem nowych czasów

Najważniejszą nowością nowego Knog Frog jest przejście na ładowanie przez port USB-C. To zmiana, na którą wielu użytkowników czekało od lat, bo standard micro-USB powoli odchodzi do lamusa, ale naturalnie nie jest jedyną nowością. Producent postarał się też o rozbudowanie trybów świecenia do dziewięciu oraz dodanie praktycznego wskaźnika stanu akumulatora, którego ładowanie trwa około dwóch i pół godziny. Producent deklaruje imponujący czas pracy wynoszący do 80 godzin dla lampy przedniej i do 60 godzin dla tylnej, choć w najjaśniejszych trybach wartości te są oczywiście znacznie niższe.

Czytaj też: Ten rower wyprzedał się w chwilę. Co było w nim tak unikalnego?

Sam wygląd i konstrukcja obudowy pozostały niemal niezmienione. Można to jednak uznać nie za lenistwo, a przejaw pewności siebie, bo po co zmieniać coś, co przez dekadę sprawdziło się w terenie? Ma to bardzo dobre uzasadnienie, bo kluczem do sukcesu oryginalnego Froga była i nadal jest jego uniwersalność. Elastyczna silikonowa opaska pozwala w kilka sekund przypiąć lampkę do praktycznie każdego elementu roweru: kierownicy, sztycy, rury podsiodłowej, a nawet do elementu plecaka. Demontaż jest równie błyskawiczny, co ma oczywiście drugą stronę medalu.

Parametry świetlne nie uległy drastycznej zmianie. Przedni model emituje białe światło o mocy 40 lumenów, a tylny czerwone o mocy 20 lumenów. Knog Frog to więc przede wszystkim gadżet do bycia widzianym, a nie do oświetlania sobie drogi. Obydwa światła wykorzystują zakrzywione soczewki, które rozpraszają światło na boki, zwiększając widoczność rowerzysty nie tylko z przodu i z tyłu, ale także z boków. Nie bez znaczenia jest też stopień ochrony IP65, który gwarantuje odporność na zachlapania i ulewne deszcze.

Czytaj też: Dwa rowery w jednym, a cena nie z kosmosu. Czy to przyszłość e-bike?

Jeśli chodzi o wagę, to przednia lampka waży zaledwie 20 gramów, a tylna 19 gramów. To tak niewiele, że podczas jazdy praktycznie się ich nie czuje. Obsługa została zaprojektowana z myślą o maksymalnej prostocie. Całość sterowana jest jednym przyciskiem, długie naciśnięcie włącza lub wyłącza lampkę, a krótkie pozwala przełączać się między wspomnianymi dziewięcioma trybami pracy, które obejmują różne warianty światła stałego i migającego. Gdy urządzenie jest wyłączone, szybkie stuknięcie w przycisk aktywuje wskaźnik poziomu naładowania akumulatora.

Czytaj też: Audiofile irytują? No to patrz na kolejny gadżet dla rowerofilów

Zestaw dwóch lampek dostępnych w sześciu różnych kolorach obudowy kosztuje aktualnie 35,99 euro, czyli nieco ponad 150 zł, a do tego dochodzi dwuletnia gwarancja. To oczywiście więcej, niż zapłacimy za najtańsze lapki rowerowe z popularnych serwisów aukcyjnych, ale wedle opinii w Internecie różnica w jakości wykonania, trwałości i niezawodności jest wyraźnie odczuwalna. Knog Frog to bowiem produkt, który ma szanse służyć przez lata, a nie trafić do kosza po jednym sezonie.