
Jak liczni są międzygwiezdni wędrowcy?
Astrofizyk Avi Loeb z Uniwersytetu Harvarda spróbował oszacować, jak powszechne mogą być takie obiekty. Jego wyliczenia są oszałamiające. Jeśli 3I/ATLAS jest typową, naturalną kometą, to w Drodze Mlecznej może się ich znajdować aż 10 do potęgi 23. Ta niewyobrażalna liczba oznacza, iż na każdą pojedynczą gwiazdę w naszej galaktyce przypadałoby średnio około biliona podobnych ciał. Łączna masa tej hipotetycznej populacji stanowiłaby mniej więcej 17% masy Ziemi. Loeb podkreśla, że aby wytworzyć taką ilość materii, miliardy gwiazd przez ostatnie dziesięć miliardów lat musiałyby przetworzyć materiał o masie odpowiadającej trzem milionom Słońc. Gdyby te szacunki były trafne, w ciągu całej historii Ziemi mogło nas odwiedzić nawet miliard takich międzygwiezdnych tułaczy.
Czytaj też: Międzygwiezdny wędrowiec 3I/ATLAS coraz mniej przypomina kometę. Nowe zdjęcia ujawniają jego dżety
Taka perspektywa zdecydowanie umniejsza wyjątkowość obecnego odkrycia. Zamiast niezwykłego zdarzenia, obserwujemy prawdopodobnie przejaw kosmicznej statystyki, która działa na nieporównywalnie większą skalę, niż sobie wyobrażamy. Loeb rozważa jednak też zupełnie inną możliwość, która diametralnie zmienia interpretację tego spotkania. Gdyby 3I/ATLAS okazał się wytworem obcej technologii, celowo skierowanym w okolice wewnętrznego Układu Słonecznego, jego znaczenie byłoby zupełnie inne. W tym scenariuszu jego populacja byłaby z pewnością dużo mniejsza, a nasze sąsiedztwo stałoby się miejscem szczególnego zainteresowania. Różnica między tymi dwiema opcjami jest fundamentalna. Pierwsza sprowadza gościa do roli jednego z niezliczonych, przypadkowych ziaren kosmicznego pyłu. Druga czyniłaby z niego potencjalnie celowy sygnał lub sondę, zasługującą na maksymalną uwagę nauki. Problem w tym, że nasze obecne instrumenty obserwacyjne nie są w stanie wiarygodnie rozstrzygnąć, który scenariusz jest prawdziwy.
Trzy warstwy systemu obrony
Loeb proponuje stworzenie wielostopniowego systemu, który pozwoliłby lepiej badać przyszłych międzygwiezdnych wędrowców. Pierwszy szczebel to sieć teleskopów przeglądowych, których zadaniem byłoby wczesne wykrywanie kandydatów. Kolejny etap obejmowałby zaawansowane obserwacje wysokiej rozdzielczości, na przykład przy użyciu stumetrowego interferometru optycznego umieszczonego na Księżycu, który mógłby odróżnić zwykłą skałę od struktury stworzonej inteligentnie.
Najambitniejszym, trzecim elementem byłyby misje przechwytujące. Wysłane w pościg sondy kosmiczne mogłyby realizować dwa cele: lądowanie na naturalnych obiektach w poszukiwaniu organicznych związków oraz neutralizację potencjalnego zagrożenia, gdyby obiekt okazał się artefaktem. Decyzja o wystrzeleniu takiej misji miałaby zapadać w oparciu o specjalną skalę klasyfikacji, oceniającą prawdopodobieństwo sztucznego pochodzenia obiektu. Zdjęcia z Hubble’a i naziemnych teleskopów, ukazujące charakterystyczny strumień materii zwany anty-ogonem, mocno wskazują na kometarną, naturalną genezę 3I/ATLAS. To jednak nie zamyka całkowicie dyskusji – w nauce zawsze warto pozostawić margines na niespodziankę.
Mam nadzieję, że dożyję wystarczająco długo, aby zobaczyć, co te trzy warstwy przesiewowe znajdą dla naszych międzygwiezdnych partnerów randkowych. Po wielu spotkaniach będziemy mieli dobre pojęcie o tym, co stanowi wyjątkowy ‘połów’ – podsumowuje
Wizyta 3I/ATLAS dobitnie pokazuje, jak bardzo nasze możliwości poznawania kosmosu wciąż ustępują kosmicznej skali zjawisk. Czy był to jeden z miliardów przypadkowych gości, czy może coś więcej? Odpowiedź na to pytanie wymaga nie tylko lepszego sprzętu, ale przede wszystkim nowego sposobu myślenia o naszej roli w galaktyce.