
Honor Magic8 Lite i seria Xiaomi Redmi Note 15 zaskakują bardzo odpornymi obudowami

Dzień po dniu miałem okazję być na polskich premierach nowych smartfonów Honor i Xiaomi. Choć mniej więcej wiedziałem, co tam zobaczę, nie spodziewałem się tak dużego nacisku na odporność obudów. Konkretnie Honora Magic8 Lite oraz serii Xiaomi Redmi Note 15.
Nie chodzi tu o wzmianki o wodoodporności. Ta, nawet wśród smartfonów ze średniej półki, staje się już standardem. Jakąś tam, mniejszą lub większą, w zasadzie już zawsze znajdziemy w smartfonie za ponad 1 000 zł i jest to zazwyczaj potwierdzone zgodnością z którąś z norm IP. W modelach droższych dochodzi do tego zgodność z normą MIL-STD810, czyli szeregiem testów militarnych. Tymczasem Honor i Xiaomi przedstawili swoje smartfony tak, jakbym oglądał niemalże prezentację kolejnego smartfonu z gatunku wszystkoodpornych w stylu Hammera, CAT-a, czy nowego Galaxy Xcovera.

Nawet wchodząc na stronę internetową Honora, pierwszymi wymienianymi cechami modelu Magic8 Lite jest odporność na upadki z wysokości 2,5 metra, następnie zgodność z normą IP68 oraz IP69K, a dopiero na kolejnym miejscu mamy mocarną baterię 7500 mAh, aparat 108 Mpix czy funkcje AI. Do tego Honor chwali się pierwszym w branży certyfikatem SSG Triple-Resistant Premium Performance. Przyznaję bez bicia, że nie mam zielonego pojęcia co to jest, więc pogrzebałem w sieci, żeby się dowiedzieć, czy to faktycznie jest coś, co można uznać za potwierdzenie odporności smartfonu.
Wygląda na to, że to całkiem legitna sprawa. Certyfikat wydaje firma Société Générale de Surveillance ze Szwajcarii, która przez 145 lat działalności trochę sprzętu przetestowała. Ma akredytacje, spełnia normy ISO i chwali się, że jest światowym benchmarkiem dla jakości uczciwości. Także tak, testy, którymi chwali się Honor, możemy brać na poważnie, poza nazwą. Prawdopodobnie nie ma czegoś takiego jak Triple-Resistant Premium Performance i jest to zwyczajnie nazwa marketingowa przejścia testów wymyślona przez producenta, a nie przez organizatora testów.

O serii Redmi Note 15 Xiaomi mówi – tytani wytrzymałości. Nie zliczę, ile razy słyszałem to podczas prezentacji. Xiaomi chwali się między innymi długim działaniem baterii w temperaturze -20 stopni Celsjusza, odpornością na upadki, zginanie i nacisk, a konkretnie w przypadku upadków chodzi o upadek z wysokości 2,5 metra. Brzmi znajomo? Tak, dokładnie jak Honor Magic8 Lite i Xiaomi może się pochwalić tymi samymi certyfikatami SSG, ale już bez wymyślnej nazwy. Xiadomi dokłada do tego certyfikaty TÜV dotyczące wodoodporności, obok zgodnością z normą IP66 oraz IP68 w Redmi Note 15 Pro+ 5G. Producent dodaje do tego, że odporność smartfonu wynika ze specjalnej, wielowarstwowej, wzmocnionej konstrukcji.
Czytaj też: Test Xiaomi Redmi Note 15 Pro+ – reklamę, milordzie?
Klasyczne smartfony do tej pory aż tak nie chwaliły się odpornością. Poza jednym wyjątkiem

Klasyczne smartfony, nie te ogromne narzędzia samoobrony z pancernymi konstrukcjami, nie miały do tej pory aż takiego nacisku na odporność. Poza jednym wyjątkiem, jakim były Motorole – Droid Turbo, Moto X Force oraz Moto Z Force. Ich odporność wynikała z wielowarstwowego ekranu Moto ShatterShield, a pomimo dużej odporność na uszkodzenia mechaniczne były to smartfony z obudowami o grubości ok 7 mm.
Co ważne, ta odporność ekranów wynikała z dwóch rzeczy. Pierwszą był fakt, że nie były to ekrany szklane. A drugą ich konstrukcja. Mieliśmy tu sztywny, aluminiowy rdzeń, elastyczny ekran AMOLED lub P-OLED, podwójną warstwę dotykową, wewnętrzną przezroczystą soczewkę odporną na pęknięcia oraz zewnętrzną, plastikową powłokę z opcją wymiany w przypadku zarysowania. Wadą tych ekranów, jak i plastikowej powierzchnie było to, że one faktycznie mocno się rysowały.

Tak poza tym nie kojarzę innych modeli, które tak mocno stawiały na odporność konstrukcji. Poza oczywiście markami pancernymi lub seriami, takimi jak Galaxy Xcover Samsunga.
Czytaj też: Wiemy, co Gemini zmieni w Siri. Będzie mądrzejsza?
Marketingowa moda, czy faktyczna ochrona?

Możemy się zastanawiać, czy nowy trend wśród producentów smartfonów to faktycznie realna zmiana, czy kolejna marketingowa wydmuszka. O ile wspomniane modele Motoroli faktycznie można było nazwać wyjątkowo odpornymi, tak w przypadku współczesnych smartfonów mam mieszane uczucia.
Motorola była odporna ze względu na plastikowy ekran. Honor Magic8 Lite i seria Xiaomi Redmi Note 15 mają ekrany szklane. I tak, widziałem już nagrania z rzucania tymi modelami, które wypadły pomyślnie. To jednak zwykła loteria. Szkło jest szkłem i wystarczy minimalnie inny kąt upadku, mały kamień na chodniku, dosłownie splot nieszczęśliwych zdarzeń i wzmocniona obudowa nic tu nie pomoże.
Oczywiście, warto i trzeba docenić ogólne podnoszenie wytrzymałości smartfonów. Lepszą odporność na wodę, działanie w niższych temperaturach, tylko trzeba znać umiar i nie reklamować ich jako cyborgi, które wszystko zniosą. Przynajmniej póki szkło jest materiałem, który łatwo można rozbić.
Czytaj też: Google Pixel 10a na horyzoncie. Rewolucja czy powtórka z rozrywki?
Przyszłość najbardziej odpornych smartfonów staje pod znakiem zapytania

Na rynku smartfonów zaszły spore zmiany. Oprócz coraz bardziej odpornych obudów znacznie urosły pojemności akumulatorów, a grubość konstrukcji nie wzrosła. Smartfony mają już baterie o pojemności 7 000 czy nawet 10 000 mAh, a ich grubość kręci się wokół 8 mm. Tymczasem modele firm specjalizujących się w pancernym sprzęcie nadal są wielkości solidnej cegły, są grube i ciężkie. Do tej pory usprawiedliwieniem tego były pojemne akumulatory, ale ten argument powoli traci na wartości.
Dlatego też bardzo czekam na targi Mobile World Congress, żeby zobaczyć, czy czekają nas jakieś rewolucyjne zmiany w tym segmencie rynku. Sprawdzę i wrócę do Was z informacjami na temat na początku marca.