Test Xiaomi Redmi Note 15 Pro+ – reklamę, milordzie?

Xiaomi Redmi Note 15 Pro+ to typowy przedstawiciel średniej klasy smartfonów, ale z aspiracjami. Stoi przed nim niemałe wyzwanie – przekonać do siebie użytkownika, który w tej klasie cenowej ma spory wybór. Na pierwszy rzut oka sporo przemawia za wyborem właśnie Redmi, jednak czas i testy potrafi weryfikować taką papierową przewagę. Jak było tym razem?
...

Redmi Note 15 Pro+ – parametry

ParametrWartość
ProcesorQualcomm SM7635-AC Snapdragon 7s Gen 4 (1×2,7 GHz Cortex A720 & 3×2,4 GHz Cortex A720 & 4×1,8 GHz Cortex A520, 4 nm)
GPUAdreno 810
Ekran6,83″, 1280 × 2772 px, 19,5:9, 447 ppi, AMOLED, 12-bit, Dolby Vision, HDR10+, 120 Hz, 600 nit typowa, 1500 w trybie wysokiej jasności, 3200 nit szczytowa HDR, Gorilla Glass 2
Pamięć RAM12 GB LPDDR4X
Pamięć Flash512 GB UFS 2.2
Aparat główny– 200 Mpix, f/1.7, 23 mm (szerokokątny), 86°, 1/1,4”, wielokierunkowy PDAF, OIS
– 8 Mpix, f/2.2, 15 mm (ultraszerokokątny), 120°, 1/4”
Aparat przedni– 32 Mpix, f/2.2, 20 mm, 1/3″
Audiostereo, Dolby ATMOS, BT (SBC, AAC, LDAC, AptX HD)
Łączność5G, LTE+ HSPA, (nano+eSIM lub 2×nano), Wi-Fi 6E dwuzakresowe, Bluetooth 5.4, NFC, USB-C 2.0
LokalizacjaA-GPS, GLONASS, GALILEO, BDS, QZSS
AkumulatorSi-C 6500 mAh, szybkie ładowanie 100 W HyperCharge, przewodowe zwrotne 22,5 W
Waga207 g
Rozmiary163,3 × 78,3 × 8,2 mm
CertyfikatyIP68/IP69K (odporność na strugi pod wysokim ciśnieniem, zanurzenie do 1,5 m na 30 minut), test producenta 2 m / 24 godziny
System operacyjnyHyperOS 2 / Android 15
Cena12/512 GB – 2299 zł

Wzornictwo i konstrukcja

Rozpakowywanie współczesnych smartfonów to totalna nuda. W pudełkach przeważnie bowiem nic nie ma poza totalnym minimum – smartfon, wymagane przepisami papierki i kabel, choć ten też nie jest już regułą. Pewnym zaskoczeniem było zatem, że po wyjęciu z pudełka Redmi Note 15 Pro+ znalazłem tam etui – szare, proste i paskudnie wyglądające, ale zapewniające jakąś tam ochronę.

Telefon testowy dotarł do mnie w wersji kolorystycznej zwanej „glacier blue”. Lodowcowy błękit (bo tak należy tłumaczyć nazwę) jest delikatny, dość ładny i zapewne zupełnie przypadkowo bardzo podobny, choć nieidentyczny, do błękitnego MacBooka Air. Wzornictwo pozbawione jest ekstrawagancji – prosta ramka, plastikowe plecki z zaokrąglonymi krawędziami, podobnie osadzony ekran no i spora, symetryczna wyspa aparatów z lekko wystającymi metalowymi rantami chroniącymi obiektywy.

Redmi Note 15 Pro+

Rozkład elementów jest klasyczny – po prawej znalazł się łączony przycisk głośności, poniżej niego przycisk wybudzania, na dole głośnik, port USB-C, mikrofon i tacka na karty SIM, na górze dodatkowa kratka do głośnika oraz typowa dla Xiaomi dioda IR pozwalająca na użycie smartfonu w roli programowalnego pilota. Smartfon jest porządnie wykonany, wszystko jest dobrze spasowane, ale z półką superpremium nikt go raczej nie pomyli.

Czytaj też: Test Google Pixel 10 – smartfon nie topowy, za to bezproblemowy

Wyświetlacz

Xiaomi przyzwyczaiło użytkowników i recenzentów, że nawet urządzenia ze średniej półki mają doskonałe wyświetlacze. Tak jest także w przypadku Redmi Note 15 Pro+ – panel o przekątnej 6,83″ i rozdzielczości 1280 × 2772 co prawda nie został wykonany w technologii LTPO, gwarantującej najniższe zużycie energii i dynamiczne odświeżanie, ale zapewnia obsługę 12-bitowego koloru, Dolby Vision i HDR10+ – co prawda jak na razie HDR działał wyłącznie w Netflixie i YouTube, pozostałe serwisy VOD nie pozwalały na pełne wykorzystanie możliwości wyświetlacza.

Możliwości regulacji pracy ekranu są typowe dla urządzeń Xiaomi – mamy do dyspozycji 4 schematy kolorów – żywe (który jest zalecany i domyślny), nasycone, oryginalny kolor Pro i ustawienia zaawansowane z możliwością wyboru przestrzeni barwnej sRGB lub P3. Kwestia wyboru właściwego pozostawiam użytkownikom, najlepszą zgodność barw z kalibrowanym monitorem OLED osiągnąłem przy ustawieniu żywym ze zmienioną temperaturą barwową bieli na ciepłą.

Redmi Note 15 Pro+

Odświeżanie ekranu można ustawić na 60 lub 120 Hz, bez wartości pośrednich. Można też pozostawić ustawienie domyślne, w którym to system decyduje o właściwym ustawieniu w zależności od potrzeb. Jasność maksymalna ciągła może sięgnąć 1500 nit w trybie HBM, a w szczycie dla HDR nawet 3200 nit – nie ma tu żadnych rekordów, ale ekran pozostaje doskonale czytelny także w słońcu.

W ustawieniach znaleźć można także tryb czytania (kryje się pod nim możliwość ręcznego lub automatycznego redukowania błękitnej składowej) oraz wybór jasnego lub ciemnego motywu dla systemu. Jednym słowem, standard, podobnie jak w przypadku ustawień zawsze włączonego wyświetlacza.

Czytaj też: Recenzja POCO F8 Ultra. Boombox w jeansach wszedł na salony

Oprogramowanie

Xiaomi Redmi Note 15 Pro+ pracuje pod kontrolą systemu HyperOS 2 bazowanej na Androidzie 15. Po pół roku od premiery 16 wersji można by się spodziewać jednak czegoś nowocześniejszego, prawda? System zresztą ma wątpliwą aktualność także pod innymi względami – aktualizacja systemowa Google Play datowana jest na 1 listopada 2025 roku, a poprawki bezpieczeństwa są z 1 października 2025 i już po napisaniu recenzji aktualizacja podniosła wersję do 1 listopada. Słabo. Xiaomi obiecuje 4 duże aktualizacje systemu oraz 6 poprawek bezpieczeństwa, ale jeśli tak się będzie do tego przykładać, jak zaraz po premierze, to jest to niewielkim pocieszeniem.

Redmi Note 15 Pro+

Z systemem Redmi Note 15 Pro+ mam zresztą poważniejszy problem – wraz z nim przychodzi tona bloatware, samych gier i aplikacji do natychmiastowego usunięcia naliczyłem łącznie 20. Jakby tego było mało, Xiaomi domyślnie włączyło powiadomienia push z Temu w swojej przeglądarce Mi, zatem system nieustannie bombardował mnie reklamami do momentu, gdy ręcznie usunąłem taką możliwość. Także inne aplikacje (App Mall, Motywy) prowadziły agresywną działalność zachęcającą do instalacji tego i włączania owego.

Nie da się tego powiedzieć delikatnie: Hyper OS 2 zaraz po instalacji po prostu nie nadaje się do użytku, przypomina bowiem ogarnięty pożarem burdel. Aby móc sensownie korzystać z urządzenia trzeba niestety sporo pracy oraz intensywnego i niestety dość długotrwałego czyszczenia oprogramowania ogniem i mieczem. Nawet po czyszczeniu system odbieram jako mało przejrzysty, chaotyczny i niewygodny, trudno go lubić, łatwo znienawidzić, a powrót do czystości Pixela jest przyjemnością. Jedyny plus jest taki, że przynajmniej na testowym urządzeniu Hyper OS działał w miarę płynnie i bez zacięć, ale już w smartfonie w wersji 8 GB RAM naprawdę nie dam za niego głowy.

Czytaj też: Test realme GT 8 Pro – najbardziej wyczekiwany smartfon tego roku. Z czasem go doceniłem

Łączność

Xiaomi Redmi Note 15 Pro+ wyposażony został w łączność 5G, LTE+, oraz w Wi-Fi 6E w wersji korzystającej tylko z pasm 2,4 GHz i 5 GHz, bez obsługi 6 GHz. Obsługiwane są dwie fizyczne karty nanoSIM, można też używać duetu nanoSIM + eSIM. Do testów użyłem eSIM Orange Flex, którą aktywowałem kodem QR – smartfon automatycznie aktywował VoLTE oraz ViLTE (połączenia wideo), zapytał także o zgodę na aktywowanie VoWiFi.

W zasięgu pasma C (3,6 GHz) 5G transfery zbliżały się do 500 Mbps – kontrolny test z innego urządzenia pozwalał na zbliżenie się do 600 Mbps, zatem Redmi nie wykorzystuje wszystkich możliwości operatora, ale wyniki wciąż są bardzo przyzwoite. Natomiast Wi-Fi pracuje bardzo dobrze, mimo braku obsługi pasma 6 GHz smartfon łączył się z prędkością teoretyczną 2402 Mbps, natomiast rzeczywiste wyniki zbliżały się do znakomitego poziomu 1,7 Gbps przy pobieraniu plików. Łączność bezprzewodową uzupełnia NFC do płatności i tagów oraz Bluetooth 5,4 z obsługą AptX HD i LDAC.

Redmi Note 15 Pro+

Działanie lokalizacji satelitarnej nie budzi zastrzeżeń – programy do nawigacji łapią fix błyskawicznie, prowadzą jak po sznurku, a rejestrowane ślady wyglądają dobrze. Szybkie sprawdzenie co się dzieje na niebie za pomocą podglądu w Locus Maps 4 wykazało, że smartfon łapał sygnał z 47 satelitów różnych konstelacji, także nadających sygnały w więcej niż jednym paśmie.

Czytaj też: Test OnePlus 15. Panie Sulu, Warp 9 i prosto, aż do rana

Wydajność

Sercem Redmi Note 15 Pro+ jest układ Snapdragon 7s Gen 4 współpracujący z 12 GB pamięci LPDDR4X i 512 GB flash w muealnym standardzie UFS 2.2 – nie wiem, czy obserwujemy tu efekty kryzysu na rynku pamięci, ale nie jest to recepta na wysoką wydajność. Nie udało mi się też przeprowadzić wszystkich testów syntetycznych, Xiaomi bowiem z sobie tylko znanych powodów zablokował możliwość pobrania poszczególnych benchmarków przez program główny 3DMark – program wyświetlał tylko informację „unable to connet to UL servers”.

  • Geekbench 6 Single Core: 1232 pkt
  • Geekbench 6 Multi Core: 3218 pkt
  • Geekbench 6 GPU OpenCL: 3530 pkt
  • Geekbench 6 GPU Vulcan: 4720 pkt
  • Geekbench AI CPU: 1162 / 1086 / 2223 pkt
  • Geekbench AI GPU: 493 / 894 / 706 pkt
  • Geekbench AI NNAPI: 228 / 229 / 529 pkt
  • Geekbench AI QNN:  230 / 231 / 11778 pkt
  • Wild Life: test zablokowany przez Xiaomi
  • Wild Life Extreme Stress Test: test zablokowany przez Xiaomi
  • Steel Nomad Light: test zablokowany przez Xiaomi
  • PCMark Work 3.0: 13641 pkt

Testy syntetyczne Redmi Note 15 Pro+ przynoszą spodziewany wynik – smartfon w benchmarkach jest nieznacznie szybszy niż jego poprzednik, Redmi Note 14 Pro+ lub Nothing Phone (3a) Pro,l oba zbudowane wyposażone w starszą wersję Snapragona 7s Gen 3. Różnice są bardzo małe i w praktyce zupełnie niewidoczne podczas normalnego użytkowania. Brak możliwości przeprowadzenia testu 3DMark nic tu specjalnie nie zmienia – nawet jeśli chodzi o test obciążeniowy – poprzednik się nie przegrzewał i tu też nic takiego nie zauważyłem.

Redmi Note 15 Pro+
  • szybkość ciągłego zapisu danych: 514,58 GB/s,
  • szybkość ciągłego odczytu danych: 793,70 GB/s,
  • szybkość losowego zapisu danych: 13,02 MB/s,
  • szybkość losowego odczytu danych: 20,05 MB/s
  • kopiowanie pamięci: 5,93 GB/s

Wyniki testu pamięci są przeciętne jak na 2026 rok, ale zarazem typowe dla lepszych zestawów UFS 2.2. Na co dzień bardziej liczy się pojemność niż wydajność, a w kontekście problemów z dostępnością szybkich pamięci RAM i tak nie mamy na co narzekać.

Liczby liczbami, na co dzień Redmi chodzi całkiem nieźle. System jest responsywny – oczywiście nie na miarę Pixela, ale jest nieźle, o ile akurat nie próbuje wcisnąć kolejnej reklamy. Sądzę jednak, że rozważając zakup, zdecydowanie warto wybrać wariant smartfonu z 12 GB RAM, a nie 8 GB, mimo możliwości oszczędzenia pewnej sumki. Przy dość niechlujnym systemie się to na pewno opłaci.

Dźwięk

Xiaomi Redmi Note 15 Pro+ został wyposażony w głośniki stereo w tradycyjnym układzie z jednym przetwornikiem na dole grającym w bok i słabszym głośnikiem do rozmów grającym do przodu – ten orzymał także dodatkową boczną kratkę, równoważąc nieco dźwięk. Smartfon wyposażony został w system Dolby ATMOS zapewniający dźwięk przestrzenny i podstawową korekcję – alternatywnie można wybrać także własne rozwiązanie „dźwięk Xiaomi”.

Redmi Note 15 Pro+

O ile nie mam większych zastrzeżeń do głośników podczas oglądania filmów, to już próba posłuchania na nich muzyki jest przykrym przeżyciem. Zrównoważenie kanałów jest niezłe, ale domyślne brzmienie cechuje się bardzo wysokim wytłumieniem środkowej części pasma, co przy niemal nieobecnym basie daje efekt bardzo podkreślonych, syczących wysokich tonów. Kombinacją korektora i dodatkowego uprzestrzenniania dźwięku można trochę poprawić sytuację, jednak ogólne wrażenie jest negatywne – no i dawno nie miałem w rękach smartfonu, który z marszu wymagał takich kombinacji.

Sam system Dolby ATMOS działa dobrze w Stage+ i Apple Music, ale w części VOD nie jest dostępny – tak jest choćby w Netflixie, który zamiast niego proponuje własny system. Redmi i ATMOS generalnie na słuchawkach robią znacznie lepszą robotę, niż na głośnikach, poza wymaganym standardem dostępne są kodeki aptX HD oraz LDAC z obsługą strumieni 24 bit / 96 kHz, będący standardem dla muzyki Hi-Res audio. Tu zastrzeżeń żadnych nie mam.

Czas pracy

Redmi Note 15 Pro+ uzbrojony został w krzemowo-węglową baterię o pojemności 6500 mAh. Przy dość mało wymagającym SoC pozwala to na 2-3 dni lekkiej pracy, przy mocnym obciążeniu na 9-9 godzin SoT. To całkiem dobry wynik, choć do rekordzistów z ostatniego roku sporo brakuje.

Redmi Note 15 Pro+

Smartfon obsługuje oczywiście szybkie ładowanie, przy czym ku mojemu zdziwieniu nowszy model obsługuje standard 100 W, a starszy 120 W, co przy większej baterii oczywiście wpłynęło na czas ładowania. Sami niestety musimy się zatroszczyć o zdobycie kompatybilnej kostki, w zestawie jej bowiem nie znajdziemy, a że nie mam jej także w swoim posiadaniu, to niestety czas ładowania mogę podać tylko za źródłami zewnętrznymi – pełne ładowanie zajmuje około 50 minut, a pół godziny pozwala na dobicie do ~80%.

Po podłączeniu Redmi Note 15 Pro+ do firmowanej przez 3mk ładowarki Power Delivery o mocy maksymalnej na jednym porcie 140 W udało mi się naładować pustą baterię w godzinę, a pół godziny dało 65% naładowania. Całkiem nieźle.

W ustawieniach baterii można znaleźć parę opcji dotyczących sposobu eksploatacji – można wpłynąć na wydajność urządzenia, by starczyło na dłużej energii, można spowolnić proces ładowania, włączyć inteligentne ładowanie, spowalniające proces tak, by 100% osiągnąć w czasie kiedy zwykle odpinamy telefon, można też włączyć limit ładowania na poziomie 80%. Nie znalazłem natomiast coraz popularniejszej opcji zasilania urządzenia z pominięciem ładowania.

Redmi Note 15 Pro+

Biometria – pokaż mi paluszek, a powiem ci, kim jesteś

Redmi Note 15 Pro+ wyposażony został w typowy dla smartfonów ze średniej półki optyczny skaner linii papilarnych. Ma też typowe bolączki takich sensorów – pole skanera jest położone tuż nad dolną ramką, w miejscu zdecydowanie mało wygodnym dla użytkowników o dużych dłoniach. Skuteczność czytnika jest niezła, szybkość także, choć w obu aspektach Redmi nie dorównuje wysokiej klasy czytnikom ultradźwiękowym.

Drugą metodą autoryzacji jest rozpoznawanie twarzy i oczywiście jest to metoda bazowana na obrazie 2D z przedniego aparatu. System nie jest dostatecznie zabezpieczony, by można było odbezpieczyć z jego pomocą aplikacje bankowe czy menedżera haseł, nie autoryzujemy także płatności. Na plus, nie udało mi się oszukać skanera zdjęciem, ale też nie bardzo się starałem – kto ma polec na tym teście i tak na nim polegnie. Przy braku światła rozpoznawanie twarzy w Redmi niestety całkowicie zawodzi, zabrakło bowiem możliwości doświetlenia za pomocą ekranu.

Czytaj też: Test Vivo X300 Pro – Zeiss na okrągło

Fotografia

Hasło „New 200 Mpix ultimate-clarity camera” jest jednym z tych, które producent umieścił na pudełku, musi to być zatem atut urządzenia. Tylko czy na pewno?

Redmi Note 15 Pro+

Zajrzyjmy do środka:

– 200 Mpix, f/1.7, 23 mm (szerokokątny), 86°, 1/1,4” (Samsung ISOCELL S5KHPE), wielokierunkowy PDAF, OIS
– 8 Mpix, f/2.2, 15 mm (ultraszerokokątny), 120°, 1/4” (OmniVision OV08F10)

Na pierwszy rzut oka jest nieźle, główna matryca jest dość duża, stabilizowana i wyposażona w sprawny AF. Aparat szerokokątny to zupełnie inna historia – malutki sensor, ciemniejszy obiektyw – to typowa zapchajdziura, umieszczona ze względów marketingowych, w praktyce bowiem nie ma możliwości, by zdjęcia tu jakoś wyglądały. Cały setup jest podobny do starszego modelu, choć matryce są nowszych typów i Xiaomi pozbyło się bezużytecznego oczka do makro.

– 32 Mpix, f/2.2, 20 mm, 1/3″

Nowocześniejszy jest także aparat przedni, który ma teraz 32 Mpix i nieco większy rozmiar matrycy.

Zdjęcia dzienne wyglądają całkiem przyzwoicie – na pierwszy rzut oka. Po bliższym przyjrzeniu się niestety widać, że aparat ultrawide to naprawdę zapchajdziura. Zdjęcia z niego są słabej jakości, nie zachowują spójnego z głównym balansu bieli i ogólnie wyglądają jak bieda z nędzą, jeśli wyświetlimy ja czymś większym niż ekran smartfonu. Aparat główny radzi sobie o wiele lepiej. HDR jest dość delikatny, zatem mamy większą szansę na przepalenia i obszary zbyt ciemne na zdjęciach, ale że przy okazji ostatnich recenzji narzekałem na przesadne rozjaśnianie cieni i miażdżenie świateł – nie mogę zaliczyć tego do wad. Warto jednak pamiętać, że aparat daje nieco mniejszą dynamikę niż konkurencja.

Redmi Note 15 Pro+

Szczegółowość zdjęć, jak na matrycę 200 Mpix jest przeciętna, ale kadry wykonane na podstawowym zbliżeniu mogą się podobać. Próbę zastąpienia cyfrowym cropem dodatkowych aparatów oceniam jednak jako nieudaną – nie wiem, czy zawiodły algorytmy, czy słaba optyka, ale już zoom ×2 wygląda dość przeciętnie, a ×4, by uznać za przydatny, trzeba wykazać się naprawdę dużą dozą dobrej woli. Aparat w trybie pro pozwala na zdjęcia w pełnej rozdzielczości 200 Mpix i RAW, jednak po obejrzeniu sampli także nie znajduję powodu, by z tych możliwości korzystać. Efekt jest niegodny uwagi.

Wszystko, co napisałem powyżej widać również na zdjęciach nocnych – tylko bardziej. Aparat UWA radzi sobie bardzo słabo, główny na podstawowym zbliżeniu nieźle, spadek jakości przy ×2 jest już dobrze widoczny, a ×4 nadaje się do czegokolwiek tylko, gdy w kadrze jest relatywnie dużo światła – jeśli nie, lepiej o nim zapomnieć i zastosować zoom nożny, czyli podejść bliżej.

Zdjęcia w trybie portretowym wyglądają przyzwoicie zarówno wykonywane aparatem do selfie, jak i głównym. Detekcja głębi jest poprawna, oprogramowanie radzi sobie całkiem nieźle z włosami i zwierzęcym futerkiem. Bokeh jest nieco sztuczny, ale nie odbiega pod tym względem od konkurencji. Przy gorszym oświetleniu i ×2 tradycyjnie widać problemy ze szczegółowością. Większych zbliżeń w trybie portretowym na szczęście nie ma.

Podsumowanie

Redmi Note 15 Pro+ niczym mnie nie porwał. To przyzwoity średniak z ponadprzeciętnym ekranem, bardzo dobrą baterią, przeciętnym aparatem i straszliwie zaśmieconym i przez to ociężałym oprogramowaniem, które niesamowicie zniechęciło mnie do tego nie tak złego przecież urządzenia. Zawiódł mnie także dźwięk z głośników, skutecznie zrekompensowany przez dobre działanie Dolby ATMOS na słuchawkach. Na papierze Redmi Note 15 Pro+ wygląda dobrze, w praktyce jednak nie wiem, co mogłoby mnie realnie skłonić do zakupu. Za podobne pieniądze są urządzenia wydajniejsze, lepsze pod względem oprogramowania, z lepszymi aparatami – oczywiście raczej nie znajdziemy wszystkich tych przewag w jednym urządzeniu, ale to w końcu kwestia wyboru.