Test Google Pixel 10 – smartfon nie topowy, za to bezproblemowy

Google Pixel 10 nie aspiruje do miana najlepszego smartfonu na rynku, ale ma wszystko, aby być jednym z najwygodniejszych i najbardziej bezproblemowych smartfonów na rynku. Są jednak rzeczy, które bolą, jak kosmetyczne zmiany względem poprzednika i czy ktoś może mi wyjaśnić – o co chodzi z aparatem?!
...

Google Pixel 10 wygląda jak Pixel 9, Pixel 9 Pro i Pixel 10 Pro?

Jeśli ktoś nie wie, czym różnią się poszczególne modele ostatnich dwóch generacji Pixela, nie będzie w stanie powiedzieć – to jest model podstawowy, to jest Pro, to jet 9, a to 10. Z XL temat jest prosty – jest większy.

Oczywiście główną różnicą między Pixelem 9 i 10 jest wyspa aparatów. Nowy model ma tam trzy aparaty, ubiegłoroczny miał dwa. To jednak prawie wcale nie zmieniło jej wymiarów. Tak, Pixel 10 ma większą wyspę aparatów, ale tak minimalnie, że można na niego założyć etui z Pixela 9. Widać, że delikatnie nie pasuje, ale można.

Według specyfikacji Google Pixel 10 jest też grubszy, bo mamy tu 8,6 vs 8,5 mm, przy tej samej wysokości 152,8 mm i szerokości 72 mm. Mamy też takie samo rozmieszczenie przycisków, choć według opinii jakie słyszałem, niezbyt intuicyjne – przyciski regulacji głośności są na prawym boku, nad włącznikiem.

Jest jeszcze jedna różnica – Pixel 10 ma dwa głośniki na dole obudowy i gniazdo kart SIM na górnej krawędzi. Pixel 9 ma jeden głośnik i gniazdo na krawędzi dolnej.

Osobiście uważam, że podstawowe Pixele, co ma miejsce w tym roku i miało miejsce przed rokiem, są ładniejsze od wariantów Pro, bo mają matowe krawędzie. Nie wiem, kto wpadł na idiotyczny pomysł, że model Pro ma mieć błyszczące, a XL już matowe. Ktokolwiek to był, powinien wylecieć z roboty.

Uzupełnijmy jeszcze informacje o wodoodporności, która niezmiennie jest zgodna z normą IP68.

Czytaj też: Test Huawei Watch Ultimate 2 – czy ten zegarek potrzebował następcy?

Google Pixel 10 ma nadal ma tę samą zaletę i wadę, jeśli chodzi o ekran

Google Pixel 10 to przyjemnie kompaktowy smartfon, za co w dużym stopniu odpowiada ekran o przekątnej 6,3 cala. To panel OELD o rozdzielczości 1080 x 2424 piksele, ze 120 Hz odświeżaniem obrazu, chroniony szkłem Gorilla Glass Victus 2.

Ogromną zaletą ekranów Pixeli od dawna jest ich jasność i tu nic się nie zmieniło. Nieco ponad 2000 nitów w trybie automatycznym i 1300 w ręcznym to świetne i topowe wyniki na rynku. Co ciekawe, 9-tka w pomiarach wypadała minimalnie lepiej, ale nie są to duże różnice. Tym, co się w Pixelach nie zmieniło, jest automatyczne dostosowane jasności. Jest pod tym względem lepiej niż przed rokiem, ale jeśli ktoś zamieni iPhone’a na Pixela 10 to już pierwszego wieczora będzie miał ochotę rzucać nowym smartfonem po ścianach. To nadal wypada słabo.

Na ekranie mamy czystego Androida, który bardzo ładnie nam od dłuższego czasu ewoluuje, ale o tym już w kolejnym rozdziale.

Czytak też: Test Apple iPhone 17 Pro – zmiany duże, małe, przydatne i kontrowersyjne

Doczekałem się ważnej nowości w Androidzie 16

Jednym z głównych powodów, dla których zamieniłem co na co dzień Androida na iOS były powiadomienia. W iPhonie smartfon po instalacji nowej aplikacji pyta mnie, czy chcę dostawać z niej powiadomienia. Klikam, że tak i wiem, że to będzie działać. W smartfonach z Androidem jest loteria. Te często lubią pokazywać to, jak mądrze zarządzają energią i zamiast wysyłać mi powiadomienia o nowych wiadomościach wolą zatrzymać działanie komunikatora w tle.

Co robi Pixel 10 z Androidem 16? Pyta! Zadaje dokładnie te same pytanie, co iPhone – czy chcesz dostawać powiadomienia z aplikacji XY? Klikam tak i mam problem z głowy. Nawet nie wiecie, jak to ulga.

Zakres personalizacji nowego Androida jest spory. Możemy pomieszać nieco w kolorach, jest też zmiana wyglądu ikon, póki co w wersji beta na taką kompletnie nieczytelną minimalistyczną w jednym kolorze. Ale póki co średnio to działa. Tym, co zawsze mocno chwalę, jest możliwość maksymalnego rozszerzenia siatki ikon. Lubię mieć ich na ekranie jak najwięcej, ale albo się starzeję i ślepnę, ale dla największej siatki ekran Pixela 10 jest zbyt mały. Za to na ekranie mieści się wtedy bardzo dużo treści.

Z personalizacją jest związana część funkcji AI. Mamy nowe opcje zmiany rozmiaru i stylu zegara, dynamiczną pogodę i efekty AI na tapacie, jak np. Magic Portrait. Są też nowe możliwości pracy na wielu oknach, ale na 6,3 cala… sztuka dla sztuki.

Oczywiście Pixel 10 jest zintegrowany z całą masą usług Gemini. Mamy asystenta na żywo podczas rozmów, który może nam wszystko tłumaczyć w czasie rzeczywistym, podpowiedzi kontekstowe np. o statusie lotu po podaniu jego numeru. Jest tego dużo i ogólnie rzecz biorąc Gemini gdzieś tam zawsze czai nam się w tle smartfonu. Co ważne, dostępne funkcje AI, o ile z nich korzystamy, działają faktycznie dobrze, ale jeśli nie mamy zamiaru z nich korzystać to pozostają nieinwazyjne i niezauważalne.

Czytaj też: Test Jlab JBuds Lux ANC – takiego ANC w tej cenie się nie spodziewałem

Google Pixel 10 nie radzi sobie w benchmarkach. Komu to przeszkadza?

Jedna ze szkodliwych informacji, jakie znajdziecie w sieci na temat smartfonów Google Pixel to ich brak wydajności. W Pixelu 10 mamy 12 GB pamięci RAM i procesor Google Tensor G5 w wykonany w 3nm procesie technologicznym, ale w benchmarkach to sobie kompletnie nie radzi z konkurencją. Zaraz… w czym?

No właśnie, w benchmarkach faktycznie wyniki odstają od topowych smartfonów, tylko ile znacie osób, które kupują smartfon dla benchmarków? No właśnie. Co z tego, że przykładowo Samsung Galaxy S25 ma w zasadzie dwa razy wyższe wyniki w testach wydajności, skoro na co dzień tego nie zauważymy? Google Pixel 10 na co dzień działa wzorowo, szybko, sprawnie, nie zawiesza się, nie zacina, uruchamia gry, programy do edycji zdjęć. Dajmy tym sztucznie pompowanym cyferkom spokój.

Warto jednak powiedzieć sobie, z czego mogą niskie wyniki wynikać. Podzespoły lubią się przegrzewać i kiedy temperatura zbyt mocno urośnie, ich wydajność spada. Czuć to po samej obudowie, która potrafi się konkretnie nagrzać i co ciekawe, podczas codziennego użytkowania, nawet grania w bardziej wymagające gry, nie zauważyłem żadnych problemów z przesadnym nagrzewaniem się. Mam wrażenie, że Google zwyczajnie nie lubi benchmarków.

Czytaj też: Huawei Watch Ultimate vs Ultimate 2 – nikt nie prosił, czy każdy się ucieszy?

Google Pixel 10 to smartfon bezproblemowy

Tak zwyczajnie. Po prostu. Z Pixela 10 korzysta się dobrze, bo tu wszystko działa. Stabilny system, zawsze działające powiadomienia, solidny zasięg również w roamingu, bezproblemowe łączenie się z akcesoriami, sprawne Wi-Fi, bardzo dobra jakość rozmów. Takie oczywiste rzeczy, do których został stworzony smartfon tutaj zwyczajnie działają i człowiek zapomina o problemach.

Wypadałoby się do czegoś przyczepić i tak, podobnie jak przed rokiem, głośnik zewnętrzny jest bardzo cichy i to tak do mniej więcej połowy skali. A i jakość nie powala.

Google Pixel 10 dostał nowy aparat, a dwa mu zepsuli. Tak się nie robi!

Podstawy Google Pixel 9 miał dwa aparaty. Główny z dużą matrycą, identyczny jak w modelach Pro oraz solidny aparat z obiektywem ultraszerokokątnym. Komu to przeszkadzało?!

W Pixelu 10 na papierze specyfikacja poszła w górę, bo dostaliśmy nowy, trzeci aparat o nietypowej rozdzielczości 10,8 Mpix z peryskopowym teleobiektywem o ekwiwalencie ogniskowej aż 112 mm, co daje nam 5-krotne przybliżenie względem aparatu głównego. Co prawda z małą matrycą (1/3.2″), ale nie czepiajmy się szczegółów. Powinniśmy się cieszyć, tyle tylko, że nie ma czym.

Być może dodatkowy aparat okazał się za drogi i trzeba było oszczędzić na pozostałych aparatach, ale żeby aż tak?! Aparat główny ma matryce o rozdzielczości 48 Mpix, ale ze znacznie mniejszym sensorem (1/2″ zamiast 1/1.31″) i jest to prawdopodobnie ten sam aparat, który był w Pixelu 9a. W aparacie z obiektywem ultraszerokokątnym nie tylko drastycznie spadła rozdzielczość z 48 Mpix do 13 Mpix, ale również zmniejszyła się matryca z 1/2.55″ do 1/3.1″.

To wszystko bardzo mocno odbiło się na jakości zdjęć. Te z Pixela 9 były zwyczajnie dobre, bliskie poziomu flagowych smartfonów. W Pixelu 10 już takie nie są. Aparat główny bardzo dobrze radzi sobie przy zdjęciach w dzień, ale mniejsza matryca powoduje, że w trudniejszych warunkach radzi sobie mocno tak sobie, a już 2-krotne przybliżenie cyfrowe powoduje wyraźny spadek jakości zdjęć. Na plus jest za to zaskakująco dobra praca przy zdjęciach z bliskiej odległości, choć nie można tego nazwać makrofotografią oraz wzorowo dobierana kolorystyka zdjęć. Aparat z teleobiektywem nie rozpieszcza jakością. Oferuje solidny kontrast i ładne kolory, ale na zdjęciach wyraźnie brakuje szczegółów i momentami sprawiają wrażenie delikatnie nieostrych i zamglonych. Aparat z obiektywem ultraszerokokątnym jest co najwyżej przeciętny. Zdjęciom brakuje szczegółów, ostrości nie tylko na bokach kadru, ratuje go tylko dobre odwzorowanie kolorów i efektownie szeroki kadr.

Nawet w przypadku wideo Pixel 10 nie wypada za dobrze. Nagrania, podobnie jak zdjęcia, mają ładne kolory, pochwalić trzeba też solidną stabilizację obrazu. Obraz jest jednak zbyt miękki, jest zdecydowanie zbyt agresywnie przetwarzany i nawet w dobrym oświetleniu da się zauważyć delikatnie szumy.

Czytaj też: Test realme GT 8 Pro – najbardziej wyczekiwany smartfon tego roku. Z czasem go doceniłem

Bateria to mocny punkt Pixela 10

Google Pixel 10 dostał większą baterią niż poprzednik, bo jest to ogniwo o pojemności 4970 mAh, przy 4700 mAh przed rokiem. Delikatnie wzrosła też moc ładowania, bo z 27 W do 30 W, a bezprzewodowo nadal mamy do dyspozycji 15 W.

Czas pracy poprawił się względem poprzednika. W czysto teoretycznych testach działa ok 2 godziny dłużej przy oglądaniu wideo czy przeglądaniu Internetu. W praktyce pełny dzień działania nigdy nie stanowił w moim przypadku żadnego wyzwania i tak powinno też być w przypadku większości użytkowników.

Wyższa moc ładowania, ale przy większej pojemności akumulatora nie przyśpieszyła ładowania w ujęciu procentowym. W 15 minut naładujemy Pixela 10 do ok 25%, do niecałych 50% w pół godziny i do pełna w godzinę i 40 minut. Pixel 9 ładował się w 15 minut do ok 30%, w pół godziny do ponad 55% i do pełna w nieco ponad godzinę i 25 minut.

Czytaj też: Test OneOdio Studio Max 1 Wireless DJ Headphones – bezprzewodowe słuchawki o przewodowych możliwościach

Celowo lub nie, Google Pixel 10 to krok wstecz

Google Pixel 9 był bardzo udanym, bazowym smartfonem w 2024 roku. Był lepszym wyborem od Samsunga Galaxy S24 i bił na głowę iPhone’a 16. W 2025 roku Google Pixel 10 tego nie robi, a dla odmiany to iPhone 17 bije go na głowę.

Trudno powiedzieć co się stało i kto wpadł na pomysł, aby z jednej z największych zalet, jakim był aparat Pixela 9, zrobić jedną z głównych wad Pixela 10. Dostaliśmy zwyczajnie gorszy aparat niż przed rokiem i nie ratuje go ani trochę dodanie przeciętnego, trzeciego aparatu z teleobiektywem. Do tego pomimo nieco wyższej mocy ładowania mamy wolniejsze ładowanie wynikające z zastosowania nieco większego akumulatora.

Google Pixel 10 nadal oferuje bardzo dobry ekran o topowej jasności, wzorową kulturę pracy, dobry czas pracy na pojedynczym ładowaniu i solidną oraz zgrabną (bo identyczną jak przed rokiem) obudowę. To przede wszystkim sprawnie działający, bezproblemowy smartfon o kompaktowych wymiarach. Tyle tylko, że gorszy niż przed rokiem i niewiele tańszy niż przed rokiem, bo debiutował w cenie 100 zł niższej niż Pixel 9, kosztując 3 949 zł w wersji 128 GB i 4 399 zł za 256 GB. Sporo.

Jesteśmy jednak nieco po premierze i teraz Pixela 10 128 GB kupimy za 2 800 – 3 000 zł, a 256 GB za 3 100 – 3 500 zł. Lepiej, ale jeśli zależy Ci na aparacie, zdecydowanie lepiej jest popatrzeć w kierunku kosztującego ok 2 500 zł Pixela 9. Spokojnie, jeszcze przez co najmniej 2-3 lata będzie działać bezproblemowo.