
Współczesne ramy coraz częściej przypominają ultra drogie rzeźby – ostre krawędzie, spłaszczone przekroje, agresywna aerodynamika i małe trójkąty główne, w których ledwo mieści się jeden bidon. Do tego dochodzą amortyzatory, linki prowadzone wewnątrz i coraz większe opony. Efekt jest taki, że drugi koszyk na wodę czy sprzęt staje się luksusem, a nie standardem. Właściciele starszych konstrukcji mają z kolei inny kłopot, kiedy ich wysłużony rower dalej świetnie jeździ, ale powstał w czasach, gdy nikt nie myślał o dodatkowych punktach montażowych na ramie.

System montażowy HydroMount dla rowerów
Brytyjska firma Tailfin, znana z rowerowego osprzętu, postanowiła podejść solidnie do sprawy braku punktów montażowych na ramie. Jej odpowiedzią jest HydroMount, czyli nowy system montażowy w czarnym kolorze, który obiecuje zamocowanie koszyka praktycznie gdziekolwiek i to bez konieczności posiadania fabrycznych otworów. Pomysł wydaje się prosty, ale w tego typu akcesoriach najważniejsze jest nie skomplikowanie, a wykonanie oraz użyteczność na co dzień. Całość jest na tyle kompaktowa, że gdy nie jest potrzebna, to bez problemu zmieści się w sakwie.
Czytaj też: Tytanowa bestia “tu i teraz”. SC-R obiecuje koniec z długim czekaniem na rower

Sercem HydroMount jest technologia V-Mount, która pozostaje znana z wcześniejszych produktów Tailfina. Jej korpus został wykonany z gumy TPE, czyli termoplastycznego elastomeru. Materiał ten ma dwa główne zadania: chronić lakier roweru przed zarysowaniami i pewnie trzymać się nawet nietypowych profili rur. Nie ma więc znaczenia, czy dana rama ma przekrój okrągły, owalny, czy agresywnie aerodynamiczny, bo ta właśnie elastyczna guma powinna się idealnie do niej dopasować.

Kluczową zaletą jest z kolei uniwersalność. HydroMount korzysta bowiem ze standardowego, dwuelementowego rozstawu otworów wynoszącego 64 milimetry, co czyni go kompatybilnym z większością koszyków dostępnych w sklepach. Co ciekawe, producent pokazuje, że jego gadżet sprawdzi się także z większymi, bo trójotworowymi koszami transportowymi. Wtedy wystarczy po prostu nie używać najwyższego otworu. Ma to swoje ryzyko, ale ponoć przy trzech paskach i półtora kilograma udźwigu konstrukcja powinna być wystarczająco stabilna, aby nie musieć się o nią martwić.
Czytaj też: Istny rower przyszłości. Sam opuszcza sztycę, pilnuje trakcji i walczy ze złodziejami

Wewnątrz korpusu umieszczono gwintowane wkładki, które mają zwiększyć trwałość mocowania. Producent pomyślał też o nadgorliwych majsterkowiczach, instalując śruby z blokadą przed nadmiernym dokręceniem. Ten drobny szczegół chroni zarówno ramę, jak i zapobiega przypadkowemu wkręceniu śruby zbyt głęboko. Same paski można regulować bez użycia narzędzi, a ich niski profil ma minimalizować odstające elementy, które mogłyby przeszkadzać podczas jazdy.

Czytaj też: Chcą naprawić grzechy branży rowerowej. Koniec z problematycznym rozkręcaniem roweru
Producent oferuje dwie wersje HydroMount. Ta podstawowa (Base) za 105 zł odznacza się udźwigiem do 1 kg i oferuje dwa paski mocujące. Droższy wariant Full za 135 zł został wyposażony w trzeci pasek, a jego limit nośności wynosi 1,5 kg. Taki udźwig pozwala na przenoszenie nie tylko pełnego bidonu, ale także zestawu narzędzi czy małego kuchennego zestawu na biwak. Co ciekawe, Tailfin deklaruje pewność co do jakości, oferując pięcioletnią gwarancję na wady materiałowe. Dla najbardziej wymagających użytkowników przygotowano też program awaryjny, który w razie uszkodzenia daje 30% zniżki na nowy egzemplarz.