F-35 za drogie? Nasze wojsko weryfikuje samolot, który będzie polować na drony za ułamek kosztu

Czy brazylijski samolot szkolno-bojowy, kojarzony głównie z egzotycznych konfliktów, może znaleźć miejsce w arsenale polskiego lotnictwa? Pytanie to przestało być czysto teoretyczne po wizycie wysokiej rangi polskiej delegacji wojskowej w zakładach Embraera.
...

Generał dywizji Ireneusz Nowak i jego sztab spędzili połowę stycznia na oględzinach turbośmigłowego A-29 Super Tucano. Brazylijczycy przekonują, że ich maszyna może być tanim i skutecznym narzędziem do polowania na masowo używane dziś w konfliktach zbrojnych drony uderzeniowe. Sama wizyta w Brazylii stanowi wyraźny sygnał, że Warszawa aktywnie rozgląda się za niestandardowymi rozwiązaniami. Chodzi o wypełnienie luki pomiędzy drogimi w eksploatacji myśliwcami wielozadaniowymi pokroju F-35 a naziemnymi systemami artyleryjskimi i rakietowymi krótkiego zasięgu.

Chociaż pomysł wykorzystania lekkiej, taniej w utrzymaniu platformy do zwalczania wolno lecących celów, takich jak irańskie Shahedy, ma sens, to nadal pozostaje zasadnicza wątpliwość. Bo czy aby na pewno konstrukcja zaprojektowana pod koniec ubiegłego wieku sprawdzi się w nowoczesnym, zintegrowanym środowisku walki, gdzie kluczowa jest wymiana danych w czasie rzeczywistym?

Brazylijski A-29 Super Tucano z nową misją

W listopadzie 2025 roku Embraer oficjalnie ogłosił rozszerzenie możliwości bojowych Super Tucano o zwalczanie bezzałogowców. Firma przedstawiła nie tyle improwizację, co pełnoprawną koncepcję operacyjną. Zakłada ona, że samolot otrzymuje wstępne dane o celu za pośrednictwem łącza danych, następnie namierza go za pomocą czujnika elektrooptycznego i termowizyjnego, a finalnie niszczy przy użyciu broni pokładowej lub podwieszonych pocisków kierowanych laserowo. Taki schemat działania wydaje się odpowiadać na potrzebę szybkiej reakcji w przypadku wykrycia wolno lecącego intruza.

Czytaj też: Ten mały kawałek metalu pokazuje, jak szybko wojna wymusza modyfikacje nawet kultowych konstrukcji

Napędzany silnikiem Pratt & Whitney o mocy 1600 KM, A-29 osiąga prędkość maksymalną przekraczającą 500 km/h i może operować na pułapie sięgającym 10,5 kilometra. Jego największą zaletą w tym kontekście jest jednak czas patrolowania, który wynosi do ponad pięciu godzin (3,4 godziny na paliwie wewnętrznym i 5,2 godziny przy 2 zbiornikach zewnętrznych). Dzięki temu może długo krążyć nad chronionym obszarem, stanowiąc mobilną i wytrwałą przeszkodę dla przeciwnika, a jednocześnie generując ułamek kosztów operacyjnych nowoczesnego myśliwca.

Czytaj też: Potwierdzona 100-procentowa skuteczność tego latającego robota-zabójcy wręcz przeraża

Mimo swojej lekkiej konstrukcji, Super Tucano dysponuje zaawansowaną jak na swoją klasę awioniką. Piloci mają do dyspozycji szklany kokpit czwartej generacji, system sterowania HOTAS oraz precyzyjny laserowy system nawigacji inercyjnej zintegrowany z GPS. Standardowo maszyna jest wyposażona w dwa karabiny maszynowe kalibru 12,7 mm, ale jej pięć punktów podwieszeń pozwala na przenoszenie zewnętrznego ładunku bojowego o masie około półtorej tony. To właśnie ta elastyczność umożliwia integrację wyspecjalizowanego uzbrojenia, a w tym pocisków rakietowych naprowadzanych na cel laserowy, co jest kluczowe w kontekście precyzyjnego zwalczania małych obiektów powietrznych.

Warstwowa obrona w przestworzach to dziś konieczność

Zainteresowanie Polską Super Tucano wpisuje się w szerszy, międzynarodowy trend powrotu do koncepcji lekkich samolotów szturmowych. Przestają one być postrzegane jako narzędzia do walki z partyzantką, a zaczynają pełnić rolę uzupełniającego ogniwa w wielowarstwowej architekturze obrony przeciwlotniczej. W praktyce taki samolot mógłby przejąć zadania długotrwałego patrolowania i zwalczania prymitywnych celów powietrznych, odciążając tym samym cenne godziny lotu naszej floty myśliwców F-16 i F-35.

Czytaj też: Myślałeś, że F-35 jest futurystyczny? SM-39 Razor robi wejście smoka w świat myśliwców 6. generacji

Taka strategia ma głęboki sens ekonomiczny i operacyjny. W scenariuszu masowego ataku tanich dronów uderzeniowych, używanie przeciwko każdemu z nich drogich pocisków rakietowych średniego czy dalekiego zasięgu szybko doprowadziłoby do wyczerpania magazynów. Platforma tania w eksploatacji, uzbrojona w broń strzelecką lub niedrogie rakiety, może stanowić świetną odpowiedź na tę asymetrię kosztów. Dla Polski, jako kraju frontowego, przygotowanie się na takie scenariusze “wojny na wyczerpanie” wydaje się dziś jednym z kluczowych wyzwań.

Musimy jednocześnie pamiętać, że choć A-29 był projektowany jako maszyna odporna i zdolna do działania z przygodnych pasów, to nie jest to tarcza na wszystko. W scenariuszu polowania na wolno lecące cele trzeba odpowiedzieć, jak blisko frontu taki samolot może pracować bez wchodzenia w strefy nasycone systemami przeciwlotniczymi krótkiego zasięgu. Innymi słowy, czy jego miejsce jest bliżej kluczowych węzłów i infrastruktury, czy raczej na obrzeżach, gdzie przejmuje cele, które przeciekły przez pierwsze warstwy.

A-29 Super Tucano dla Polski? Jeszcze daleko do decyzji

Ocena brazylijskiej konstrukcji przez polskich wojskowych to przede wszystkim sygnał o dywersyfikacji opcji i poszukiwaniu rozwiązań optymalnych kosztowo. Nie oznacza to więc, że za moment dowiemy się o planach zakupu A-29 Super Tucano, który z całą pewnością nie zastąpi nowoczesnych myśliwców ani zaawansowanych systemów obrony przeciwlotniczej. Może jednak stanowić dla nich tanie uzupełnienie, a tym samym stworzyć dodatkową, trudną do przejścia barierę dla masowo używanych dronów. Decyzja nie będzie prosta i musi uwzględniać nie tylko cenę zakupu, ale także koszty integracji z krajowym systemem dowodzenia oraz logistykę utrzymania kolejnego, egzotycznego typu statku powietrznego.

Wizyta w Brazylii pokazuje, że wszystkie opcje są brane pod uwagę przez naszych wojskowych, którzy szukają rozwiązań poza utartymi ścieżkami. To podejście, które w dzisiejszych czasach zasługuje na uznanie i to nawet jeśli finalny wybór padnie na inną platformę.