Tego typu pozornie proste odwrócenie logiki konstrukcji wpisuje się w znacznie szerszy trend, który w armiach całego świata narasta od lat, a jest to kuszące odchodzenie od ciężkich, wyspecjalizowanych platform na rzecz modułowych systemów, które można szybko dopasować do konkretnego zadania. Nie bierze się to znikąd, bo im bardziej rozproszone w przestrzeni stają się operacje wojskowe, tym większą wartość zyskuje sprzęt, który da się dosłownie złożyć z kilku powtarzalnych klocków. AZAK ze swoim modułem S26 chce, by takim klockiem było pojedyncze koło zdolne zamienić dowolną ramę, kontener czy nosze w robota lądowego.

AZAK nie jest firmą, która wpadła na ten pomysł wczoraj. Od około dziesięciu lat samodzielnie finansuje rozwój technologii, przechodząc przez kolejne iteracje prototypów. Ich wytrwałość zaczyna zwracać uwagę ważnych graczy. Tym jednak razem amerykańskie programy innowacji rządowych już wykazały zainteresowanie tą koncepcją, a to szczególnie w kontekście działań w trudnych warunkach i potrzeby szybkiego wprowadzania systemów w strefach operacyjnych.
Moduł S26 Gen 1. Kompletny napęd w jednej obudowie
Sercem całego systemu jest moduł oznaczony jako S26 Gen 1. Jest to koło, które w swojej aluminiowej obudowie o wysokości 66 cm i szerokości 20 cm mieści kompletny układ napędowy. Znajdziemy tam silnik elektryczny, dedykowany sterownik, skrzynię biegów, system zarządzania energią oraz akumulator litowo-jonową o pojemności 1,27 kWh. Cały ten zestaw waży około 39 kilogramów, a choć moc jednostkowa nie powala na kolana (maksymalna prędkość to 19 km/h, zaś stały moment obrotowy wynosi 199 Nm), to musimy pamiętać, że to nie sprzęt skierowany do szybkich dronów bojowych, a raczej do robotów logistycznych, platform ewakuacyjnych czy transporterów.
Czytaj też: Oto bronie przeciwlotnicze, które przeraziły pilotów i na zawsze zmieniły lotnictwo

Kluczowe w konstrukcji jest umieszczenie całej masy poniżej osi obrotu koła, co znacznie obniża środek ciężkości całej platformy i poprawia stabilność. Zasięg operacyjny szacuje się na przedział od 32 do 80 kilometrów w zależności od obciążenia i terenu. Ładowanie akumulatora trwa z kolei około półtorej godziny, a wymiana całego modułu to sprawa kilkunastu sekund. Koło zostało też zaprojektowane z myślą o surowych warunkach, oferując szczelność na poziomie IP67, co chroni je przed pyłem i krótkotrwałym zanurzeniem w wodzie.
Pojazd bez podwozia, czyli nowa filozofia konstrukcji
Prawdziwie rewolucyjny charakter pomysłu AZAK ujawnia się wtedy, gdy pomyślimy o jego zastosowaniu. Zamiast projektować skomplikowane podwozia z osiami, wałami napędowymi i centralnym silnikiem, można po prostu przykręcić cztery (lub więcej) koła S26 do dowolnej, nawet bardzo prostej struktury. W ten sposób platformą transportową stają się zwykłe nosze, płyta załadunkowa, rama lub kontener z wyposażeniem.
Czytaj też: Kto naprawdę rządzi pod wodą? Najnowsze zestawienia burzą stary porządek

To odwrócenie tradycyjnej kolejności projektowania. Inżynierowie nie zaczynają bowiem od platformy, którą muszą wyposażyć w napęd, ale od gotowych klocków napędowych, które umożliwiają stworzenie pojazdu w kilka chwil. Taka modułowość teoretycznie pozwala armii na błyskawiczną adaptację do wymogów konkretnej misji. Potrzebny jest transporter zaopatrzenia? Wystarczy prosta platforma i cztery koła. Konieczna jest ewakuacja rannych? Do standardowych noszy mocujemy moduły S26. System oferuje przy tym całkiem przyzwoite możliwości terenowe, dzięki niskiemu środkowi ciężkości i wysokiemu momentowi obrotowemu dostarczanemu bezpośrednio do koła.

Tę zmianę perspektywy widać także w sposobie, w jaki AZAK komunikuje swój produkt. Na firmowej stronie S26 nie jest opisywany jako element podwozia, lecz jako samodzielna jednostka mobilności, którą można przyczepić do czegokolwiek . Producent podkreśla, że koła da się wpiąć w najróżniejsze ramy i konstrukcje bez narzędzi, a całość mieści się w standardowych wojskowych paletach transportowych. W praktyce oznacza to, że do rejonu działań można dostarczyć kilkadziesiąt kół i kilkanaście prostych ram, by na miejscu zbudować z nich flotę pojazdów dopasowanych do aktualnych potrzeb – od wózków zaopatrzeniowych po nośniki sensorów. W tym sensie S26 wpisuje się w logikę modułową znaną z nowoczesnych systemów uzbrojenia.
Zalety i słabe strony rozproszonego napędu
Architektura, w której każdy moduł jest niezależny, przynosi istotną korzyść taktyczną w postaci zwiększonej przeżywalności. Aby całkowicie unieruchomić pojazd, przeciwnik musi wyeliminować kilka kół naraz. Uszkodzenie jednego czy dwóch pozwala na kontynuowanie misji, choć z ograniczoną sprawnością. To sytuacja nieporównywalnie lepsza niż awaria centralnego układu napędowego w klasycznym pojeździe, która zwykle oznacza koniec jego przydatności. Logistyka i ekonomia również mogą na tym skorzystać. Zamiast wozić ze sobą zestawy części zamiennych do różnych, skomplikowanych napędów, magazyny mogłyby po prostu przechowywać standaryzowane koła. Sama naprawa w polowych warunkach sprowadzałaby się do wymiany całego modułu, co jest prostsze i szybsze niż diagnozowanie oraz naprawa tradycyjnej mechaniki.
Entuzjazm należy jednak temperować świadomością nowych wyzwań technicznych. Jednym z nich jest zarządzanie temperaturą. Silnik elektryczny i elektronika zamknięte w szczelnej obudowie generują ciepło, które musi być skutecznie odprowadzane, a to szczególnie podczas długotrwałej, ciężkiej pracy. Rozproszenie akumulatora, choć zwiększa bezpieczeństwo systemu, może też rodzić problemy z ich ochroną przed fizycznym uszkodzeniem i wymaga zaawansowanego zarządzania stanem naładowania każdego modułu. Nie bez znaczenia jest też cyberbezpieczeństwo, bo systemy sterowania w każdym kole muszą być odporne na zakłócenia i ataki. Koncentracja masy w kołach, choć dająca stabilność, może też niekorzystnie wpływać na komfort jazdy i dynamikę w bardzo trudnym terenie, co wymaga dalszych badań.
Czytaj też: Stare działa jak zabawki. Nowa “snajperska armata” XM913 przewyższa nawet Bushmastera
Ostatecznie sukces koncepcji AZAK nie zależy od jej nowatorskiego charakteru, ale od wniosków z poligonów. Firma nie jest jednak żółtodziobem na rynku. Ma już za sobą lata rozwoju i pierwsze oznaki zainteresowania ze strony wojska. Prawdziwy test dopiero jednak nadejdzie, kiedy to system będzie musiał udowodnić swoją niezawodność, wytrzymałość i prostotę w warunkach zbliżonych do bojowych. Jeśli to się uda, możemy być świadkiem prawdziwej zmiany paradygmatu w projektowaniu wojskowych platform bezzałogowych.