
Ten ruch Chin nie jest tylko kolejnym krokiem w wyścigu zbrojeń, ale wyraźnym sygnałem, że układ sił w dziedzinie zaawansowanych technologii wojskowych podlega dynamicznej rekonfiguracji. Stany Zjednoczone, a więc przez dekady niekwestionowany lider, muszą teraz zmierzyć się z faktem, że zostały wyprzedzone w jednej z najważniejszych i najbardziej perspektywicznych nisz. Pytanie brzmi, czy jest to tylko chwilowa przewaga, czy początek trwałej zmiany.
Pocisk CJ-1000 ma w sobie technologię, która zmienia zasady strategicznej gry
We wrześniu 2025 roku podczas parad wojskowych w stolicy Chin, Pekinie, świat po raz pierwszy zobaczył pierwszy w pełni operacyjny lądowy pocisk hipersoniczny CJ-1000 tuż obok morskiego odpowiednika oznaczonego jako YJ-19. CJ-1000 stanowi ukoronowanie wieloletnich, żmudnych prac nad technologią napędu scramjet. Na świecie funkcjonuje jedynie kilka podobnych systemów (wśród nich jest m.in. rosyjski pocisk 3M22 Cyrkon) odpalany z okrętów, a to akurat czyni chińską broń czymś wyjątkowym.

Co więc różni tę broń od wcześniejszych hipersonicznych pocisków szybujących, takich jak chiński DF-17? Przede wszystkim tym, że CJ-1000 wykorzystuje silnik scramjet, który zapewnia ciągły napęd przez cały czas lotu, a nie tylko fazę ślizgu po wyniesieniu przez rakietę nośną. Daje to pociskowi znacznie większą swobodę manewrowania i sprawia, że jego trajektoria jest wyjątkowo trudna do przewidzenia dla systemów obrony przeciwlotniczej. W ogólnym zresztą rozrachunku silniki scramjet reprezentują bardziej zaawansowaną, choć trudniejszą do opanowania technologię.
Prawdziwą przewagą jest jednak wysokość operacyjna. Podczas gdy pojazdy szybujące poruszają się wysoko, bo nawet 80 kilometrów nad Ziemią, CJ-1000 ma latać na pułapie zaledwie 20-30 kilometrów. Tak niska wysokość lotu w połączeniu z prędkością około 7400 kilometrów na godzinę (Mach 6) stawia przed tradycyjną obroną przeciwlotniczą i przeciwrakietową niemal niemożliwe do spełnienia wymagania. Sprawia to bowiem, że radary mają zbyt mało czasu na skuteczne śledzenie i przechwycenie celu.
Specyfikacja techniczna CJ-1000. Mocne strony i znaki zapytania
Lądowa platforma startowa, którą jest specjalny 10-kołowy transporter, daje pociskowi CJ-1000 istotną przewagę nad systemami morskimi. Nie jest on bowiem ograniczony przestrzenią pokładu okrętu, więc może przenosić większy ładunek bojowy i więcej paliwa. Oficjalnie podawany zasięg wynosi około 25000 kilometrów, co teoretycznie umożliwia atak na dowolny punkt na globie. Z kolei prędkość przelotowa sześciokrotnie przewyższająca prędkość dźwięku sprawia, że czas reakcji od wykrycia do uderzenia skraca się do zaledwie kilku minut.
Czytaj też: Jeśli ta broń trafi na służbę, to lotnictwo wojskowe zmieni się raz na zawsze

Warto jednak zachować ostrożność w przyjmowaniu tych spektakularnych danych. Głównym źródłem informacji o parametrach CJ-1000 jest magazyn Shipborne Weapons, który podlega państwowemu koncernowi zbrojeniowemu China State Shipbuilding Corporation. W takich okolicznościach część informacji, szczególnie dotyczących maksymalnego zasięgu czy nieomylności, może służyć celom propagandowym i być nieco wyidealizowana. Niemniej jednak sama koncepcja mobilnego, lądowego systemu hipersonicznego zdolnego do ataku na cele morskie i naziemne z ogromnego dystansu jest niezwykle groźna i zmusza do przewartościowania dotychczasowych doktryn obronnych.
Amerykański impas. Gdzie popełniono błędy w hipersonicznym wyścigu?
Ironia historii polega na tym, że to Stany Zjednoczone były pionierem technologii scramjet. W 2013 roku ich eksperymentalny pojazd X-51 Waverider utrzymał lot napędzany takim silnikiem przez 240 sekund, co było wówczas ogromnym osiągnięciem. Jednak oto właśnie, ponad dekadę później, to Chiny mają w służbie gotową broń, podczas gdy amerykańskie programy wciąż tkwią w fazie testów i borykają się z problemami.
Czytaj też: Chiny połączyły coś, czego nikt jeszcze nie zdołał. To pierwsze takie okręty podwodne na świecie
Chińscy analitycy wskazują na kilka kluczowych przyczyn tej sytuacji. Po stronie amerykańskiej wymieniają przede wszystkim słabe zarządzanie projektami, częste reorganizacje oraz brak spójnej, długoterminowej wizji wspieranej przez najwyższe dowództwo. Miało to prowadzić do niestabilnego finansowania i utraty impetu. Z kolei sukces Chin wynika z odmiennego podejścia. Opiera się bowiem na masywnych, długofalowych inwestycjach w badania, ścisłej współpracy między wojskiem, przemysłem i uczelniami oraz na bezwzględnym, strategicznym wsparciu ze strony władz państwowych. Stanowi to klasyczne starcie pomiędzy myśleniem kwartalnym a perspektywą liczoną w dziesięcioleciach.
Czytaj też: Dane są bezlitosne. Podwodna przewaga USA wciąż istnieje, ale Chiny nadrabiają braki
Czy oznacza to, że USA przegrały ten wyścig? Na pewno nie. Potencjał technologiczny i finansowy Stanów Zjednoczonych wciąż jest ogromny. Problemem wydaje się być nie brak możliwości, ale kwestia organizacji, determinacji i zdolności do wyciągnięcia wniosków z własnych potknięć oraz z sukcesów rywala. Czy Waszyngton zdoła się zreorganizować, zanim powstała luka technologiczna stanie się nie do nadrobienia? To jedno z kluczowych pytań dla globalnego bezpieczeństwa w nadchodzących latach.