
Wspomniana inicjatywa nosi nazwę ELSA, a jej celem jest wspólny rozwój jednorazowych dronów uderzeniowych o zasięgu przekraczającym 500 kilometrów. W projekcie uczestniczą Polska, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy i Szwecja, a współpraca nie ogranicza się tylko do etapu projektowania, ale ma objąć także podział produkcji, aby nie tylko zapewnić redundantność, ale też aby możliwe było szybkie i liczne wytwarzanie tych systemów. Wszystko to stanowi wyraźny sygnał, że europejski przemysł obronny chce nadrobić zaległości widoczne w konfrontacji z masową produkcją przeciwnika.
ELSA, czyli jak sześć krajów łączy siły w rozwoju broni przyszłości
Sercem programu jest platforma roboczo nazwana OWE 500+. W tej inicjatywie chodzi o stworzenie niskokosztowej amunicji krążącej, zdolnej do przeniesienia głowicy bojowej o masie około 50 kilogramów na odległość większą niż 500 km. Kluczowe założenie jest proste: broń musi być na tyle tania, by można jej było używać masowo, przełamując w ten sposób systemy obrony przeciwnika. Aby osiągnąć ten cel, inżynierowie rozważają niestandardowe rozwiązania.
Czytaj też: Jeśli ta broń trafi na służbę, to lotnictwo wojskowe zmieni się raz na zawsze

Jednym z pomysłów na zrobienie “taniego i łatwego w produkcji drona” jest wykorzystanie standardowych granatów kalibru 155 mm jako gotowych głowic, co pozwoliłoby obniżyć koszty i wykorzystać istniejące zapasy amunicji. Jest to o tyle ważne, że docelowa cena jednego egzemplarza ma mieścić się w dziesiątkach tysięcy dolarów, a to akurat stanowi ogromną różnicę w porównaniu z milionowymi kwotami za pociski manewrujące. Kolejnym filarem koncepcji jest wysoki stopień autonomii. System ma umożliwiać jednemu operatorowi nadzór nad całym rojem dronów, które po wyznaczeniu celu będą zdolne do samodzielnej nawigacji i ataku.

W praktyce chodzi o przesunięcie granicy między amunicją krążącą a klasycznym pociskiem manewrującym. Ten pierwszy kojarzył się dotąd z krótszym dystansem i “polowaniem” nad rejonem celu, a drugi z drogą, złożoną konstrukcją do uderzeń w głąb. Projekty takie jak OWE 500+ próbują wypełnić lukę: dać zasięg operacyjny, ale utrzymać koszt i prostotę na poziomie, który pozwala myśleć o użyciu masowym. Ma to również konsekwencje taktyczne. Masowość nie służy wyłącznie zadawaniu strat, bo równie ważne jest zmuszanie obrony powietrznej do reakcji, podbijanie jej zużycia i nawet odsłanianie stanowisk. Tak się bowiem składa, że w środowisku nasyconym sensorami i walką radioelektroniczną często wygrywa nie ten, kto ma pojedynczą “najlepszą” platformę, tylko ten, kto potrafi szybciej narzucić przeciwnikowi tempo decyzji.
Lekcje z Ukrainy. Dlaczego Europa stawia na drony uderzeniowe?
Bezpośrednią inspiracją dla tego wyścigu zbrojeń są doświadczenia z pola bitwy za naszą wschodnią granicą. Konflikt w Ukrainie jednoznacznie pokazał, że tanie bezzałogowce stały się głównym narzędziem walki. Według analiz, to właśnie drony odpowiadają za największą liczbę strat wśród żołnierzy po obu stronach frontu, wyprzedzając tradycyjną artylerię czy broń piechoty. Szczególnie skuteczne okazały się irańskie konstrukcje Shahed używane przez Rosję, które pomimo prostej budowy pozwalają na regularne ataki na infrastrukturę krytyczną.
Czytaj też: Dane są bezlitosne. Podwodna przewaga USA wciąż istnieje, ale Chiny nadrabiają braki
Europa, przez lata skupiona na zaawansowanych, ale niszowych i drogich technologiach, znalazła się w wyraźnej defensywie pod względem skali. Wyzwanie jest kolosalne, zwłaszcza że Rosja pozyskuje miesięcznie nawet sto tysięcy dronów różnych klas. Nie chodzi więc tylko o to, by mieć broń lepszą, ale przede wszystkim o to, by mieć jej wystarczająco dużo. Amerykańska armia planuje w najbliższych latach zakup milionów bezzałogowców, co pokazuje kierunek, w którym zmierza współczesna wojna. Inicjatywa ELSA jest europejską próbą dotrzymania kroku w tym wyścigu.
CROSSBOW i plany wdrożenia. Kiedy drony trafią do armii?
Przykładem tempa, jakie Europa chce narzucić, jest projekt CROSSBOW. We wrześniu 2025 roku koncern MBDA zaprezentował gotowy do produkcji efektor dalekiego zasięgu o podobnej koncepcji. Od rozpoczęcia prac do demonstracji minęło zaledwie siedem miesięcy, co udało się osiągnąć dzięki modułowości i użyciu dostępnych komercyjnie oraz wojskowych komponentów. System CROSSBOW może przenosić ładunek o wadze do 300 kg na odległość ponad 800 km. Masowa produkcja tej konstrukcji ma ruszyć w drugim kwartale 2026 roku.

Plany wdrożeniowe są już konkretne. Francja zawarła kontrakt z MBDA, a pierwsze dostawy przewidziano na 2027 rok. Niemcy rozważają inną ścieżkę, planując integrację efektorów ELSA z przyszłą Wielodomenową Grupą Zadaniową, której utworzenie zapowiedziano na 2029 rok. Bundeswehra zamierza sformować specjalne baterie oparte właśnie na tego typu precyzyjnej broni dalekiego zasięgu. Cały program ELSA jest zresztą znacznie szerszy niż tylko drony kamikaze. Obejmuje także prace nad systemami wczesnego ostrzegania, rakietami powietrze-ziemia oraz europejską wyrzutnią rakietową, co ma wzmocnić zdolności odstraszania Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Czytaj też: Chiny połączyły coś, czego nikt jeszcze nie zdołał. To pierwsze takie okręty podwodne na świecie
Obecność Polski w tym elitarnym gronie nie jest przypadkowa. To potwierdzenie rosnącej roli naszego kraju w europejskich strukturach bezpieczeństwa i przemyśle obronnym. Udział w ELSA oznacza dostęp do zaawansowanych technologii, transfer know-how i możliwość rozwoju własnego potencjału produkcyjnego. Realizacja tak ambitnego projektu międzynarodowego zawsze wiąże się z wyzwaniami koordynacyjnymi i ryzykiem opóźnień. Jeśli jednak uda się go zrealizować zgodnie z planem, może to stać się jednym z najważniejszych elementów modernizacji polskich sił zbrojnych i wzmocnienia bezpieczeństwa całego regionu. ELSA nie jest bowiem ot kolejnym europejskim programem obronnym. To próba zmiany nawyków, bo odejścia od myślenia, że liczy się wyłącznie najwyższa półka technologii, a przejścia do modelu, w którym efekt bojowy buduje się także tempem i wolumenem dostaw.