
Odparowanie prowadzi do nieoczekiwanych reakcji chemicznych
Metoda pozyskiwania litu w Salar de Uyuni wydaje się prosta i wykorzystująca siły natury. Spod ziemi, z głębokości około 50 metrów, pompuje się silnie zasoloną wodę, czyli solankę. Następnie kieruje się ją do ogromnych, płytkich basenów, gdzie pod wpływem słońca i wiatru woda paruje, stopniowo zagęszczając lit. Ten proces ewaporacji okazuje się jednak chemiczną bombą z opóźnionym zapłonem. Zespół Avnera Vengosha z Duke University zbadał próbki z kolejnych etapów tego procesu. Okazało się, że w miarę odparowywania wody pH solanki gwałtownie spada, osiągając kwaśny poziom zaledwie 3,2. W naturalnych warunkach arsen występuje tu w stężeniu 1-9 części na milion, lecz w końcowym, najbardziej stężonym stawie, jego poziom rośnie do rekordowych rozmiarów. Koncentracja litu nieuchronnie pociąga za sobą koncentrację toksycznych substancji.
Czytaj też: Szwedzka kopalnia kluczem do uniezależnienia od Chin. Poznaliśmy plan europejskich elit
Ten poziom arsenu jest niezwykle wysoki. Moja grupa pracowała na całym świecie – w Afryce, Europie, Wietnamie, Indiach – i nie sądzę, żebyśmy kiedykolwiek zmierzyli taki poziom arsenu – podkreśla Vengosh
Arsen to silna toksyna, która może uszkadzać układ nerwowy i narządy wewnętrzne. W delikatnym ekosystemie solniska zagrożenie jest szczególnie dotkliwe. Toksyczny metal może łatwo przedostać się do łańcucha pokarmowego, zaczynając od drobnych organizmów żyjących w słonej wodzie. Kluczowe są tutaj krewetki solankowe, stanowiące podstawę diety tysięcy flamingów zamieszkujących te obszary. Badania laboratoryjne pokazują, iż krewetki są w stanie znieść arsen do poziomu 8 części na milion. Tymczasem w stawach ewaporacyjnych stężenie to jest nawet sześciokrotnie wyższe. Spadek populacji tych skorupiaków mógłby bezpośrednio uderzyć w ptaki, dla których są one głównym pokarmem. Istnieje realne ryzyko bioakumulacji, czyli stopniowego gromadzenia się arsenu w tkankach organizmów na kolejnych szczeblach łańcucha pokarmowego. W efekcie, nawet umiarkowane skażenie wody może prowadzić do niebezpiecznie wysokich dawek toksyn w ciałach zwierząt, a pośrednio także ludzi.
Mieszkańcy Andów a przemysł litowy
Problemy nie kończą się na przyrodzie. Wokół Salar de Uyuni od wieków żyją rdzenni mieszkańcy, których byt uzależniony jest od i tak skąpych w tym suchym regionie zasobów wodnych. Wydobycie solanki na masową skalę prowadzi do zjawiska osiadania gruntu – powolnego obniżania się terenu w miarę usuwania spod niego płynów. To z kolei może powodować wysychanie pobliskich mokradeł i płytkich studni, z których korzystają lokalne społeczności. Dodatkowym wyzwaniem jest gospodarka odpadami. Co zrobić z zużytą solanką i wodami poprodukcyjnymi z zakładu przetwórczego? Wody te mają wysokie, zasadowe pH bliskie 10. Ich ponowne wtłoczenie pod ziemię mogłoby zaburzyć naturalny przepływ wód gruntowych lub rozcieńczyć pozostający w złożu lit. Z drugiej strony, rezygnacja z reiniekcji przyspiesza niebezpieczne osiadanie terenu. Naukowcy rozważają możliwość mieszania różnych strumieni odpadów, aby uzyskać skład chemiczny zbliżony do naturalnej solanki, ale potrzebne są dalsze testy.
Czytaj też: Koniec z brutalną litografią. Perowskit dostaje wreszcie obróbkę na miarę swoich możliwości
Prace nad zrozumieniem pełnego wpływu wydobycia trwają. Zespół z Duke University prowadzi również projekt badający skutki tych zmian dla zdrowia i dobrostanu okolicznych mieszkańców. Jak podkreśla Vengosh, kluczowe jest holistyczne spojrzenie na ten problem. Przemysł litowy w Salar de Uyuni jest jeszcze w fazie początkowej. Daje to szansę na wprowadzenie odpowiednich zabezpieczeń, skutecznych systemów monitoringu i transparentnych procedur z udziałem lokalnej ludności.