Nowa broń Niemiec uderzy błyskawicznie. Hildegard jest mały, szybki i niemożliwy do zignorowania

Do tej pory kojarzyliśmy ten rodzaj broni z konkretnym zestawem cech, ale coraz częściej rynek pokazuje, że wchodzimy w nowy etap zbrojeń. Hildegard jest tego idealnym przykładem.
...

“Wojskowe drony latające” to dziś termin tak rozległy, że po jego usłyszeniu każdy będzie miał przed oczami inny sprzęt. Jedni kojarzą te powietrzne bezzałogowce z maszynami pokroju “starych” już Żniwiarzy, a pozostali widzą w nich nic innego, jak pociski czy też latające granaty, które tylko czekają na odpowiedni moment do ataku. W ostatnich latach najwięcej popularności zdobył właśnie ten drugi typ dronów, które mają latać dłużej, obserwować dalej i przenosić więcej elektroniki. Nie są to jednak sprzęty idealne.

Problem w tym, że współczesne pole walki coraz częściej karze właśnie te wspomniane cechy, bo długi czas w powietrzu oznacza więcej okazji do wykrycia, a spokojny lot staje się przewidywalny dla systemów zakłócających i obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu. Dlatego w Europie rośnie zainteresowanie konstrukcjami, które zamiast “wisieć” nad rejonem działania, mają wykonać zadanie błyskawicznie.

Hildegard to bojowy dron godny XXI wieku. Niemcy nie poszli na półśrodki

W segmencie małych bezzałogowców pojawia się podejście znane wcześniej raczej z lotnictwa i pocisków, bo oto właśnie producenci zaczęli postrzegać prędkość jako narzędzie przeżywalności. Nie chodzi o żadne bicie rekordów, a o skrócenie czasu dolotu do celu, ograniczenie okna na zakłócanie łącza i zmuszenie obrony atakowanego celu do reagowania w znacznie krótszym czasie po wykryciu zagrożenia. Przykładem sprzętu, który realizuje tę wizję, jest Hildegard zaprezentowany przez niemiecką firmę Dronivo GmbH na targach Enforce Tac 2026 w Norymberdze.

Czytaj też: Koniec ery klasycznych helikopterów wojskowych. Te maszyny będą latać z prędkością ponad 420 km/h

Hildegard to autonomiczny, odrzutowy bezzałogowiec ze stałym skrzydłem, projektowany pod precyzyjne misje w środowisku “spornym”, czyli takim, gdzie zakłócanie i zagrożenia kinetyczne są powszechne. Wyróżnia się szybkością, zwrotnością oraz odpornością konstrukcji, zamiast typową dla mniejszych dronów możliwością wielogodzinnej obserwacji rejonu. Innymi słowy, Hildegard jest bardziej pociskiem niż “typowym dronem” w stylu “wystartuj, doleć, obserwuj i atakuj”, ale oczywiście rynek nie “odkrył” właśnie odrzutowych dronów. One istnieją od lat. Zmienia się natomiast to, jak nisko schodzi ta idea, bo do platform lekkich i kompaktowych, które można produkować na wielką skalę i z racjonalnym budżetem.

Hildegard na papierze? Powietrzne bydle, ale ciągle pełne niewiadomych

Hildegard mierzy 1,95 metra długości i 1,35 metra rozpiętości skrzydeł, a jego maksymalna masa startowa ma wynosić około 16-20 kg, a masa “na sucho”, czyli bez paliwa (do 6 litrów nafty lotniczej), około 10 kg. Producent deklaruje prędkość maksymalną do 500 km/h, a to za sprawą turbiny generującej ciąg 22 N i moc 53,8 kW. W materiałach prasowych pojawia się też liczba 1760 km/h jako prędkość strugi wylotowej oraz odporność płatowca na przeciążenia o sile do 10 G. Do tego dochodzi pełna struktura kompozytowa w układzie CFRP/CFRP hybrid i układ z dwiema statecznikami pionowymi odchylonymi na zewnątrz.

Te cechy drona Hildegard wskazują, że jest to platforma, która ma latać agresywnie, szybko zmieniać reżimy lotu i utrzymywać sterowność przy dużych obciążeniach aerodynamicznych. 10 G w lekkiej konstrukcji bezzałogowej nie jest byle skromną liczbą, bo sugeruje projektowanie pod gwałtowne manewry i margines bezpieczeństwa przy dużych prędkościach. Kompozyty w takim zastosowaniu to nie tylko niższa masa, ale też sztywność, powtarzalność wymiarowa i odporność na zmęczenie materiału, co przekłada się na przewidywalność zachowania płatowca w locie.

Czytaj też: Niczym Oko Saurona na polu bitwy. Teraz na froncie nic się nie ukryje

Problem w tym, że producent nie zdradził zasięgu czy też czasu lotu na “jednym baku”. Bez jawnych danych o zużyciu paliwa nie da się policzyć tego, w jakim stopniu Hildegard jest pociskiem, a w jakim dronem, którego systemy optyczne i komunikacja z operatorem pozwala na zmianę decyzji w ostatnich minutach lotu. Podobnie nie wiemy nic o głowicach bojowych, sposobu startu i odzysku czy ot realnej podatności na wykrycie.

Bojowy dron Hildegard obiecuje wiele, ale owiewa go tajemnica

W opisach Hildegard mocno akcentowana jest autonomia nawigacji i praca w warunkach zagrożeń. Oznacza to, że jeśli przeciwnik może zakłócać GNSS, przechwytywać transmisję, albo po prostu zasypać rejon środkami przeciwlotniczymi, to dron musi umieć kontynuować zadanie z minimalną zależnością od operatora. Tylko że “autonomia” bywa słowem-wytrychem, a w praktyce liczy się to, jakie czujniki i algorytmy są w środku, jak wygląda odporność łącza danych, czy jest redundancja nawigacji i jak podchodzi się do zachowania drona w awaryjnych scenariuszach.

Czytaj też: Broń tak inteligentna, że trafi zawsze. Nawet w najtrudniejszych warunkach

Wszystkie te informacje budują wizję sprzętu, który ma zachwycać przede wszystkim szybkością oraz manewrowością, co da mu przewagę w misjach precyzyjnych, czyli tam, gdzie klasyczne drony śmigłowe są zbyt wolne i zbyt łatwe do “wyłączenia” zakłóceniami. Parametry konstrukcji, napędu i odporności na przeciążenia sugerują, że nie jest to kolejny wariant rozpoznawczego bezzałogowca, a próba zbudowania lekkiego narzędzia do krótkich, dynamicznych profili misji. Dlatego na tym etapie najuczciwiej jest traktować Hildegard jako ciekawego drona bojowego, a nie gotową odpowiedź na wszystkie problemy, bo zwyczajnie (mimo publicznej prezentacji) brakuje nam danych na jego temat, podczas gdy strona producenta ciągle milczy.

Źródła: Dronivo.de, ArmyRecognition.com