Niczym Oko Saurona na polu bitwy. Teraz na froncie nic się nie ukryje

Brytyjczycy postanowili postawić na technologię, która ma zmienić sposób wykrywania wrogiego ostrzału. Nie chodzi przy tym o kolejne drobne ulepszenie, ale o system mogący realnie wpłynąć na bezpieczeństwo oddziałów.
...

Na współczesnym polu walki najdroższą walutą bywa sekunda, a najgorszym błędem jest pozostanie w miejscu odrobinę za długo. Artyleria i moździerze nadal rozstrzygają o tempie działań, ale to drony i sieci rozpoznania sprawiły, że nawet systemy ochrony i wykrywania muszą myśleć o własnej niewidzialności. Nie wystarczy “widzieć” – trzeba jeszcze nie dać się zobaczyć. Dlatego właśnie SONUS jest czymś więcej niż byle kolejnym sprzętem dla wojska, a dowiedzieliśmy się o nim dlatego, że Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii zdecydowało się przyspieszyć realizację kontraktu, który pierwotnie miał być wdrożony pięć lat później. Wartość umowy to 18,3 miliona funtów, a jej celem jest dostarczenie wojsku systemu SONUS w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy, czyli najpóźniej do lutego 2027 roku.

Pasywna detekcja bez ryzyka wykrycia. Jak działa nowa technologia?

Kluczową zaletą systemu SONUS jest jego pasywność. W przeciwieństwie do radarów, które emitują sygnał i mogą zostać namierzone, ten system po prostu nasłuchuje na polu walki. Jego sercem jest akustyczna technologia wykrywania fal ciśnienia, która rejestruje dźwięki towarzyszące ostrzałowi: huk wystrzału, charakterystyczny trzask pocisku przekraczającego barierę dźwięku oraz odgłos eksplozji lub uderzenia.

Rozmieszczone sensory z wbudowanymi mikrofonami i modułami GPS zbierają te dane, a system poprzez triangulację precyzyjnie określa lokalizację źródła ognia. Co więcej, potrafi on rozpoznać rodzaj użytej broni po jej sygnaturze akustycznej. Dzięki temu żołnierze nie tylko wiedzą, skąd nadlatuje pocisk, ale też z czym mają do czynienia.

Czytaj też: Broń tak inteligentna, że trafi zawsze. Nawet w najtrudniejszych warunkach

Zdjęcie poglądowe – zespół artylerzystów podczas obsługi haubicy holowanej

W praktyce akustyczne systemy lokalizacji opierają się na prostej idei, ale wymagają wyrafinowanego przetwarzania: fala ciśnienia rozchodzi się w powietrzu, a jej rejestracja w kilku punktach pozwala odtworzyć geometrię zdarzenia. Im lepiej zsynchronizowane są czujniki i im więcej mają “czystych” danych z terenu, tym pewniej da się rozdzielić to, co jest strzałem, od tego, co jest echem, ruchem pojazdu czy przypadkowym hukiem. Tu nie chodzi o jedno ucho, tylko o sieć, która jest rozległa, a do tego uczy się odróżniać sygnał od tła.

Równie istotna jest informacja o miejscu uderzenia. Jeśli system potrafi wskazać nie tylko skąd, ale też gdzie spadło, staje się automatycznie narzędziem świadomości sytuacyjnej. Pomaga bowiem ocenić, czy przeciwnik “wstrzelił się” w pozycję, czy dopiero koryguje ogień, a to bezpośrednio wpływa na decyzje dowódcy. W realnych warunkach taki detal potrafi przesądzić o tym, czy oddział zostanie i zaryzykuje kolejną poprawkę, czy natychmiast zmieni swoje położenie.

wielofunkcyjny radar AN/TPS-80,bezpieczeństwo oddziałów lądowych na nowy poziom, AN/TPS-80
Wielofunkcyjny radar AN/TPS-80

Pasywność daje jeszcze jedną przewagę – pozwala działać w rytmie przeciwnika, a nie w rytmie emisji. Radar potrafi być bezcenny, ale bywa też “latarnią” na polu walki: nadaje, więc może zostać wykryty, zakłócony, a czasem zwyczajnie zniszczony. System, który tylko nasłuchuje, nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale zmienia rachunek ryzyka, bo nie dokłada własnej sygnatury do listy celów.

Rewolucja w mobilności i czasie reakcji. Lżejszy i szybszy następca systemu HALO

SONUS nie powstaje od zera. To ewolucja sprawdzonego systemu HALO, rozwijanego przez firmę Leonardo UK od ponad ćwierć wieku i testowanego w Bośni, Iraku, Afganistanie, a ostatnio także w Ukrainie. Nowa wersja wnosi jednak znaczące ulepszenia. Jej waga została zmniejszona o 70%, a wymiary o połowę. W praktyce oznacza to nie tylko łatwiejszy transport, ale też szybsze i dyskretniejsze rozmieszczenie w terenie. Załoga może go rozstawić w mniej niż trzy minuty, co radykalnie skraca okres jej narażenia na ostrzał podczas instalacji. Niższe zapotrzebowanie na energię wydłuża czas autonomicznej pracy, co w warunkach bojowych, gdzie każdy kurs zaopatrzeniowy to ryzyko, ma niebagatelne znaczenie. Otwarta architektura systemu pozwala z kolei na jego przyszłe modernizacje i integrację z innymi platformami, co zabezpiecza inwestycję na dłuższą metę.

Czytaj też: Polska w elitarnej szóstce. Europejczycy stworzą “własnego Shaheda” dla swoich armii

Operator drona – zdjęcie poglądowe

Zmniejszenie gabarytów i masy nie jest tylko kosmetyką, a zmianą taktyki użytkowania. Skoro zestaw można rozstawić szybko i dyskretnie, rośnie też pokusa, by traktować go jak narzędzie “na chwilę” – uruchomić, zebrać obraz sytuacji, zwinąć i przenieść dalej, zanim przeciwnik zorientuje się, że ktoś właśnie zaczął go mierzyć. W epoce obserwacji z powietrza trzy minuty potrafią być różnicą między bezpiecznym wdrożeniem a momentem, w którym nad głową pojawia zaczyna krążyć dron. Mniejsze zapotrzebowanie na energię to także mniej przymusu logistycznego. Gdy sprzęt działa dłużej bez uzupełniania zasilania, spada liczba działań, które same w sobie są ryzykowne: dojazd z agregatem, wymiana akumulatorów, dostarczanie paliwa, dodatkowe przemieszczanie ludzi. Na froncie każda taka czynność zostawia ślad, a ślad prędzej czy później daje się wykryć.

SONUS to też strategiczna inwestycja w obronność i gospodarkę

Decyzja o przyspieszeniu wdrożenia SONUS wpisuje się w plan zwiększenia brytyjskich wydatków obronnych do 2,6% PKB od 2027 roku. To reakcja na zmieniającą się sytuację bezpieczeństwa, która wymaga od państw Sojuszu Północnoatlantyckiego stałej modernizacji. Kontrakt ma również wymiar gospodarczy, bo według szacunków ministerstwa utrzyma około 250 miejsc pracy w kraju i wesprze 29 małych oraz średnich firm w krajowym łańcuchu dostaw.

Czytaj też: Chiny chwalą się nową bronią. Czy to pierwszy tak potężny pocisk świata?

System cieszy się już uznaniem na arenie międzynarodowej, będąc użytkowanym przez 13 podmiotów, a w tym sześć państw NATO. Jego przetestowanie w realnych warunkach od Bałkanów po Ukrainę jest pewnym gwarantem, że brytyjscy żołnierze otrzymają technologię, która faktycznie działa pod presją. Mimo to warto pamiętać, że żaden system nie jest panaceum, a jego skuteczność na polu walki ostatecznie weryfikuje praktyka. Na tę chwilę wiemy, że SONUS ma trafić do 5th Regiment Royal Artillery, czyli brytyjskiego pułku wyspecjalizowanego w rozpoznaniu, obserwacji i wskazywaniu celów.