Recenzja Worms: Gra Planszowa. “Wiernie” nie oznacza “dobrze”

Zapewne każdy chociaż trochę kojarzy Wormsy, a więc serię gier wideo, w której naprzeciw siebie stają drużyny dzielnych robaków i używają przeróżnego arsenału, aby pozbyć się pozostałych. Odpowiadająca za te gry firma Team17 postanowiła połączyć siły z Mantic Games i tak oto powstał tytuł Worms: Gra Planszowa, którego na polski rynek wprowadziło wydawnictwo Rebel. Czy jednak jest to “udane przeniesienie”?
...

Wydanie ciekawe, ale chaos już w instrukcji

Czarne standardowe pudło z ikonicznym robakiem na froncie ma w sobie coś, co wygląda intrygująco, a samo wnętrze również nie zawodzi. Zamiast porozrzucanych elementów, dostajemy bowiem plastikową wypraskę na 16 figurek robali z kolorowymi podstawkami (po 4 typy), po sześć beczek z ropą, skrzynek oraz min, 4 tekturowe kafelki mapy, 9 obszarów wody w formie pojedynczych heksagonów, wskaźnik wiatru, ponad 80 kart (w tym karty broni, zrzutu, nagłej śmierci, pomocy/drużyn), 5 niestandardowych kości o fenomenalnym wyglądzie, ponad 30 znaczników (krateru, ognia i celu) oraz oczywiście instrukcję obsługi na papierze kredowym o 23-stronicowej długości. Wspomniane figurki są wysokiej jakości i nie zobaczymy na nich defektów czy dziwnych artefaktów.

Czytaj też: Recenzja gry planszowej Dewan. Przyjemna strategia, która cieszy oko i mózg

Fani serii Worms od razu zauważą, że twórcy naprawdę “przenieśli grę wideo na tekturę”. Wykorzystali bowiem te same nazwy i grafiki, zachowując styl oryginału, a nawet charakter gry, co widać zwłaszcza w instrukcji, ale też opisach poszczególnych kart. Innymi słowy, na samym początku można zachłysnąć się tym, jak dobrze została wykonana ta planszówka, ale kiedy zaczniemy ją “ogarniać”, to szybko połapiemy się, że choć twórcom udało się uchwycić ducha oryginału, to jednocześnie jakby zapomnieli o najważniejszym – tym, że gry planszowe rządzą się innymi zasadami niż gry wideo. 

Widać to już w samej instrukcji, która przynajmniej w języku polskim potraktowała hasło “odrzuć”, jako coś, co nie dotyczy odrzucania elementu z aktualnej gry, a poruszenie nim zależnie od wyniku rzutu kością. Innymi słowy, grając w Worms: Gra Planszowa, od razu musimy mieć z tyłu głowy, że słowo kluczowe “odrzuć” działa tu zupełnie inaczej od tego, do czego przyzwyczaiły nas planszówki w ostatnich dekadach. No cóż, dziwne, bo znacznie sensowniej brzmiałoby tutaj jednoznaczne “rozważ wpływ wiatru” albo jeszcze dosadniejsze “przeprować odrzut”. Nie jest to jednak jedyna bolączka tej gry.

Worms: Gra planszowa to fascynujący przykład gry zbyt wiernie oddającej oryginał

Kiedy zacząłem zgłębiać instrukcję, od razu uderzyło mnie to, jak szczegółowo twórcy podeszli do przenoszenia mechanik z gry wideo do planszówki. Worms: Gra Planszowa to rzeczywiście przeniesienie praktycznie jeden do jednego tego, co znajdziemy w oryginale, ale z tą różnicą, że życie funkcjonuje w inny sposób. Robaki nie mają typowego numerycznego życia, a stan “uszkodzony”, po którym kolejne źródło obrażeń doprowadza do ich wyeliminowania, ale możemy uratować takiego uszkodzonego robaka, co następuje w momencie przejęcia nad nim kontroli. 

Czytaj też: Recenzja imprezowej gry karcianej Sabotażysta: Edycja Rozszerzona (2025)

Nowa mechanika życia wiąże się z kolejną zmianą względem pierwowzoru – zamiast kolejki, mamy tutaj opcję wybierania jednego z dostępnych robali w każdej turze. Była to świetna decyzja, bo jeśli podczas gry mielibyśmy zarządzać życiem całej drużyny, to danych byłoby po prostu za dużo, jak na tego typu grę. Niestety jednak w innych kwestiach twórcy nie zadbali o odpowiednie nagięcie zasad do nowego formatu. Precyzyjna próba przeniesienia gry wideo na planszówkę brzmi bowiem kusząco, ale łatwo jest przekroczyć granicę, w której obarczamy graczy zbyt dużą liczbą kroków, które robi za nas komputer. Zabrakło też dokładniejszego skrótu rozważania poszczególnych mechanik zależnie od rzutu kością, bo jedna karta pomocy skoncentrowana właśnie na wynikach rzutów, ograniczyłaby konieczność skakania po stronach instrukcji co turę w pierwszych kilku partiach.

Żeby zweryfikować moje wątpliwości, odpaliłem grę Worms W.M.D. na komputerze i rozegrałem kilka partii. Odkryłem, że podczas gdy w grze wideo przyglądamy się z uśmiechem temu, co robi wiatr z naszymi staraniami i co robią bardziej zaawansowane bronie z polem bitwy, to w planszówce “fun” wygląda inaczej. W Worms: Gra Planszowa sam wiatr wprowadza do zabawy zbyt dużą losowość, której nie możemy zniwelować umiejętnościami, a my męczymy się z mozolnym rozważaniem często nawet kilkunastu kroków po użyciu co bardziej skomplikowanej broni. Dość powiedzieć, że dobre użycie np. takiego nalotu napalmu na pola, gdzie występują beczki z ropą, wymaga przynajmniej kilkunastu kroków i kilku przerzutów. Na ekranie wygląda to świetnie, kiedy komputer robi całą robotę za nas, ale kiedy to my zaczynamy to robić i to któryś raz z rzędu, to… no cóż, zaczyna się wtedy małe męczące piekło.

Recenzja Worms: Gra Planszowa – podsumowanie

Worms: Gra Planszowa to tytuł, który na starcie potrafi oczarować – przede wszystkim dlatego, że wygląda i brzmi jak Wormsy, a do tego jest zapakowany jak porządny produkt z wyższej półki. Wszystko jest tu znajome: grafiki, nazwy broni, charakterystyczny klimat i ten specyficzny rodzaj absurdu, który w serii Team17 zawsze był częścią uroku. Problem w tym, że w pewnym momencie przestajemy grać w planszówkę, a zaczynamy ręcznie odtwarzać komputer. I to jest dokładnie ta granica, której nie powinno się przekraczać, a którą twórcy moim zdaniem nie dopilnowali.

Czytaj też: Recenzja Gwint: Legendarna gra karciana. Oczekiwane rozczarowanie, ale i tak jest fajnie

Największym grzechem tej gry nie jest nawet losowość, tylko jej forma. Wiatr, który w wersji cyfrowej buduje śmiech i dramaturgię, tutaj zaczyna działać zbyt dotkliwie, opierając się na losowości, której trudno zaradzić, a na domiar złego, używając bardziej zaawansowanych broni, zamiast jednego widowiskowego efektu dostajemy serię kroków do rozważenia. Do tego dochodzą zgrzyty w komunikacji zasad, bo jeśli już w instrukcji pojawiają się słowa-klucze użyte wbrew temu, jak rozumie je większość planszówek, to od pierwszej partii trzeba mieć w głowie, że tu nic nie jest “oczywiste”.

Dlatego też finalnie Worms: Gra Planszowa to fascynujący, ale też lekko frustrujący eksperyment. Jest to bowiem istny list miłosny do Wormsów, ale jako planszówka, która ma płynnie dowieść chaos, dynamikę i śmiech bez ciągłego liczenia, sprawdzania i rozkminiania mechanik, to już niekoniecznie. Dlatego też Worms: Gra Planszowa nie jest grą, którą można polecić wszystkim.