Recenzja gry planszowej Dewan. Przyjemna strategia, która cieszy oko i mózg

Uczta dla oka, wyzwanie dla głowy i świetna propozycja na imprezy, gdzie nie brakuje graczy zafascynowanych grami strategicznymi czy taktycznymi. Oto w skrócie gra planszowa Dewan, w której “liczy się przemyślane rozmieszczanie obozów i umiejętne zarządzanie kartami”.
...

Dewan wyróżnia się już na samym starcie

Efektowne pudełko, któremu nie brakuje unikalności, jest świetnym wstępem do tej planszówki. Twórcy bowiem już na etapie pakowania zdecydowali się na niestandardowe rozwiązania. Wprawdzie jakość samej tekturowej wypraski jest raczej przeciętna w kwestii wykonania, ale jej projekt przynajmniej ułatwia cały proces pakowania, bo wszystkie elementy mają w nim swoje konkretne, jednoznaczne miejsca symbolizowane przez stosowne ikonki. 

Co ciekawe, ale nie jest to raczej nic pozytywnego, zamiast wyrzucać pozostałości po tekturowych elementach, musimy włożyć je pod wypraskę jako “sztuczne wypełnienie”. Nie znam wprawdzie powodu takiej decyzji, ale jestem prawie pewny, że została ona podyktowana albo błędnym projektem pudełka, które poszło już do produkcji, albo chęcią stworzenia “odpowiednio grubego kartonu”.

Samo wykonanie elementów jest bardzo dobre. Wprawdzie znacznik pierwszego gracza byłby znacznie ładniejszy w formie figurki, a żetony ryb (20) i jagód (15) aż proszą się o przejście z tekturek na coś solidniejszego, ale 4 solidne planszetki plemion dla graczy z efektem 3D oraz 36 drewnianych obozów o różnym kształcie i kolorze robią całą robotę.

Do tego dochodzi m.in. 55 kart terenów o niezależnej pozycji wertykalnej, 24 kafelki historii/celów, 10 kafelków terytoriów, po 8 znaczników wody i lawy, a nawet notes punktacji, ale bez żadnego długopisu czy ołówka.

Jak gra się w Dewan?

Największa siła Dewan polega na tym, że zasady da się streścić bardzo szybko, ale decyzje w turze potrafią boleśnie przypomnieć, że nie jest to gra prosta, a stricte taktyczna. W swojej turze robimy tylko jedną rzecz: albo dobieramy karty terenu, albo stawiamy obóz i choć brzmi to prosto, to na każdą decyzję wpływa sytuacja nie tylko w swoim obozie, ale też w obozach innych graczy, a do tego na mapie, odkrytych kartach oraz dostępnych historiach/celach.

Czytaj też: Najlepsze technologiczne zakupy w 2025 roku. Trafiłem kilka perełek!

Dobieranie kart jest proste, ale niezbyt standardowe. Karty leżą bowiem odkryte w rzędzie i w jednej turze możemy dobrać wyłącznie dwie sąsiadujące ze sobą. Jest to niby drobny detal, ale w praktyce staje się generatorem presji, bo ciągle patrzymy, co jest dostępne teraz i przewidujemy, co zostawimy innym. Na ręce możemy z kolei trzymać dowolną liczbę kart, więc Dewan zachęca do budowania przewagi w zasobach, ale ma to unikalne zagrożenie, bo jeśli zaczniemy za bardzo budować swoją talię, to możemy obudzić się w momencie, w którym inni gracze zajmą co lepsze lokacje na mapie.

Jednak to samo stawianie obozu jest sercem rozgrywki i momentem, w którym gra zamienia się w łamigłówkę. Wybieramy pole docelowe, wyznaczamy trasę i płacimy kartami za kolejne pola, przez które przechodzimy. Liczy się w tym zarówno pole startowe, jak i to, na którym finalnie rozstawiamy obóz, a że możemy poruszać się o ledwie jedno pole lub przejść nawet całą mapę, to bardzo sprytnym rozwiązaniem są obecne w talii karty z dwoma typami terenu, bo dają nam elastyczność. Po co z kolei rozstawiać obozy? Ano po to, aby od razu zgarniać jagódki z konkretnych stref, a przede wszystkim spełniać warunki na wspomnianych kartach historii, które wymagają konkretnych terenów lub/i specjalnych zasobów w różnej konfiguracji.

Interakcja między graczami jest z kolei wyraźna i dość bezpośrednia, ale nie opiera się na losowym psuciu planów. Najważniejsze jest to, że blokujemy wspólną przestrzeń własną obecnością. Pól nie przybywa, a obozy stopniowo wypełniają mapę, więc Dewan konsekwentnie zamyka korytarze ruchu i zmusza do obchodzenia przeszkód. Co więcej, działa tu świetny, lekko złośliwy mechanizm przechodzenia przez obóz przeciwnika, bo gdy w trakcie ruchu przechodzimy przez takie pole, to zamiast odrzucić kartę za ten krok, przekazujemy ją właścicielowi obozu. Nagle skrót przestaje więc być oczywistym wyborem, bo przy okazji dokarmiamy kogoś, z kim ścigamy się o cele, a czasem wręcz dostarczamy mu paliwo do punktującego ruchu w następnej turze.

Czytaj też: PC, konsola czy handheld w 2026 roku? Czy warto kupować nowy sprzęt do grania?

Na osobne wyróżnienie zasługują obszary wody, bo działają inaczej niż reszta terenu. Woda potrafi być autostradą, jako że jedna karta pozwala przekroczyć cały wodny obszar, co w praktyce umożliwia wyskok w miejsce, które normalnie kosztowałoby kilka kart. To prowadzi do sytuacji, w których jeziora i zatoki zaczynają pełnić rolę strategicznych punktów przesiadkowych. Z jednej strony buduje to dynamikę i skraca czas partii, a z drugiej sprawia, że kontrola dostępu do wody bywa równie ważna jak kontrola najcenniejszych fragmentów lądu.

Punktacja i koniec gry Dewan

A po co to wszystko? Po punkty, ale nie takie oczywiste i zerojedynkowe. Najważniejsze w procesie zbierania punktów są kafelki historii-celów, które spełniamy poprzez budowanie obozów w konkretnych miejscach lub “zapisywanie” konkretnych kart pod swoją planszetką. Swoją drogą, bez tej mechaniki łatwo byłoby blokować innych graczy w realizacji ich celów, a samo rozstawianie obozów nie byłoby równie angażujące, bo kolejność “obozu do wystawienia” wyznacza nam planszetka, która naprzemiennie zmusza do dobrania kolejnej karty historii lub opcjonalnego wsunięcia karty terenu pod konkretne miejsce. Poza tym punkty zdobywamy za sposób rozmieszczenia obozów na mapie, zebrane jagódki oraz symbole ognia, które dodatkowo punktują gracza najskuteczniejszego w ich kolekcjonowaniu.

Sama końcówka gry jest szybka i czytelna, bo rozgrywka kończy się po rundzie, w której ktoś rozstawi swój ostatni obóz i zdobędzie tym samym bonusowy symbol ognia. To akurat bardzo ważne, bo Dewan premiuje wyczucie tempa. W praktyce czasem bardziej opłaca się zakończyć partię wcześniej, a czasem przeciwnie – warto ją przeciągnąć, jeśli jeszcze jeden obóz wymagający konkretnych kart pozwoli dopiąć jakąś historię.

Na całe szczęście autorzy zadbali też o regrywalność, wprowadzając do Dewan zarówno tryb 2na2, jak i pięć scenariuszy. Wprawdzie sama bazowa gra dzięki modularnej mapie oraz losowości w dobrze celów potrafi układać się inaczej, ale dodatkowe warianty dokładają nowe zasady czy modyfikatory i zmieniają podstawowe priorytety. Najważniejsze jest to, że nie są doklejone na siłę i nie wywracają gry do góry nogami, a raczej przesuwają ciężar decyzji w nowe rejony i umożliwiają inne sposoby punktowania, dzięki czemu zabawa w Dewan dłużej pozostaje satysfakcjonująca, a to szczególnie przy stałej ekipie.

Czytaj też: Recenzja imprezowej gry karcianej Sabotażysta: Edycja Rozszerzona (2025)

W praktyce Dewan najcelniej trafia do osób, które lubią interakcję na mapie i nie mają alergii na planowanie kilku ruchów do przodu. Emocje wynikają tu z planu, blokady, tempa i wyścigu o cele. Gdy przy stole siedzą gracze, którzy czerpią frajdę z taktycznej rywalizacji, Dewan potrafi wciągnąć od pierwszej tury do ostatniego obozu.

Recenzja gry planszowej Dewan – podsumowanie

Dewan to gra planszowa, która łączy bardzo przystępny próg wejścia z decyzjami godnymi pełnoprawnej gry strategicznej. Oprawa i wykonanie są odpowiednie, jak na cenę rzędu 159,99 złotych (oficjalny sklep), tempo jest dobre, a interakcja na mapie ma zarówno sens, jak i odpowiednie konsekwencje. Jeśli więc akurat szukasz gry na wieczory z ludźmi, którzy lubią taktykę, planowanie i lekką bezpośredniość w rywalizacji, to Dewan jest wyborem bezpiecznym. Jeśli natomiast przy stole ma dominować luz i spontaniczność, to lepiej celować w coś mniej wymagającego, bo tutaj każda karta i każde pole potrafią mieć znaczenie. Jeśli z kolei taka gra Was nie kupuje, ale i tak nadal chcecie sięgnąć po nową strategię, to zachęcam do zapoznania się z recenzją gry Walczące prowincje.