
Być jak Apple, czyli wprowadzać zmiany, których trzeba szukać

Apple od lat był posądzany o bycie… Apple’em. Jak dziwnie to nie brzmi, osoby śledzące rynek technologii doskonale wiedza, o czym mówię. Kolejne produkty firmy wnosiły wręcz kosmetyczne zmiany. Pojedyncze funkcje, malutkie zmiany sprzętowe. Wystarczy tu przypomnieć, jak wielkim wydarzeniem było dodanie kalkulatora do iPadów. KALKULATORA!
Samsung przez ostatnie lata serią Galaxy S26, ale też serią nie mniej ważną, bo smartfonów Galaxy A3x oraz Galaxy A5x, zaczął robić dokładnie to samo. Lista nowości sprzętowych jest tak krótka, że da się ją opisać pojedynczymi zdaniami, a większą część nowości zaczęły stanowić funkcje AI i rozwiązania programowe.
Biorąc pod uwagę ostatnie premiery obu firmy, dzisiaj to Samsung jest bardziej jak Apple.
Czytaj też: Europejski rynek smartfonów w 2025 roku należał do dwóch gigantów. Reszta nie miała szans
Apple wprowadził więcej nowości w iPhone’ach 17, niż Samsung w Galaxy S26

Zmiany w podstawowym iPhonie 17 były wręcz przełomowe. Ekran urósł z 6,1 do 6,3 cala. Dostał 120 Hz odświeżanie oraz funkcję Always On. Poprawiona została przepustowość pamięci, aby umożliwić korzystanie z funkcji AI. Aparat z obiektywem ultraszerokokątny dostał nową matrycę o rozdzielczości 48 Mpix, taką samą jak modele Pro. Wzrosła też moc ładowania bezprzewodowego z 15 W do 25 W. Celowo pomijam kwestię aparatu do selfie, o czym za moment.
Mniejsze zmiany pojawiły się w modelach Pro, ale nadal istotne. To przede wszystkim nowa matryca aparatu z obiektywem peryskopowym (48 zamiast 12 Mpix) oraz szybsze ładowanie. Nie rekordowo szybkie, bo z mocą 45 W, ale zbliżające czas ładowania do smartfonów z Androidem.

No i nie zapominajmy w tym wszystkim o istotnym przemodelowaniu wyglądu iOS oraz zmianie numeracji wersji systemu oraz iPhonie Air. Prawdę mówiąc… sam o nim zapomniałem o te zdanie dopisałem po tym, jak skończyłem cały ten tekst. To pokazuje, jak ważnym był modelem. Ale był.

Co Samsung zmienił w serii Galaxy S26? Poza standardową aktualizacją procesorów, Galaxy S26 dostał większą baterię – 4300 zamiast 4000 mAh i podobnie jak iPhone 17 – nie ma już wariantu 128 GB. Galaxy S26+ szybsze ładowanie bezprzewodowe – 25 W zamiast 15 W. W Galaxy S26 Ultra też mamy szybsze ładowanie, ale przewodowe – 60 W zamiast 45 W oraz jaśniejsze obiektywy w niezmienionych aparatach.
Czytaj też: Recenzja Xiaomi Mijia Smart Audio Glasses. Okulary zamiast słuchawek, a może coś więcej?
Samsung zadbał o to, żeby o nowej funkcji w Galaxy S26 Ultra było głośno

Jedną z głównych nowości w iPhone’ach 17 był aparat do selfie z kwadratową matrycą. To pozwala na robienie poziomych zdjęć przy trzymaniu smartfonu poziomo. Dla osób, które często robią selfie, a tych przecież nie brakuje, jest to przełomowa i bardzo wygodna funkcja. Aż dziwne, że nadal nikt w świecie Androida tego nie skopiował.
Samsung też ma swój game changer w postaci ekranu prywatyzującego, ale tylko w Galaxy S26 Ultra. Ekran może być całkowicie niewidoczny dla osób stojących/siedzących obok nas, może się taki stawać po włączeniu konkretnych aplikacji, albo dla konkretnych treści. Wrażliwych, albo wyłącznie dla treści powiadomień, zakrywając tylko część ekranu. Świetna funkcja, powinna mieć sporo użytkowników i już są pierwsze informacje, że konkurencja będzie chciała to mieć u siebie.

Faktycznie jest to duża nowość, o której będzie głośno i na której Samsung z pewnością będzie opierać swój marketing dla serii Galaxy S26 Ultra. Tym bardziej, że innych dużych zmian nie ma, nawet tych programowych. Bo trudno tak nazywać poprawioną po raz kolejny edycję zdjęć przez AI (choć działa naprawdę bardzo dobrze), czy dodanie wspieranej przez AI funkcji Poczty Głosowej.
Czytaj też: Test Ajazz AK870 – 250 zł za chińską klawiaturę. Okazja czy upadłem na głowę?
Samsung mocno podniósł ceny swojej flagowej serii

Porównując ostatnią premierę smartfonów Apple i Samsunga to Apple wypada znacznie lepiej. Wprowadził więcej istotnych zmian i nowości, głównie w najtańszym modelu, a przy tym praktycznie nie zmienił cen w stosunku do serii 16.
Tak, wiem, jasne, seria Galaxy S26 debiutuje w dobie wystrzelenia w kosmos cen pamięci, ale czy to usprawiedliwia aż tak duże podwyżki?
| Model | Cena | Cena serii Galaxy S25 |
| Samsung Galaxy S26 12/256 | 4 499 zł | 4 199 zł |
| Samsung Galaxy S26 12/512 | 5 399 zł | 4 699 zł |
| Samsung Galaxy S26+ 12/256 | 5 599 zł | 4 999 zł |
| Samsung Galaxy S26+ 12/512 | 6 499 zł | 5 499 zł |
| Samsung Galaxy S26 Ultra 12/256 | 6 499 zł | 6 399 zł |
| Samsung Galaxy S26 Ultra 12/512 | 7 399 zł | 6 899 zł |
| Samsung Galaxy S26 Ultra 16/1024 | 8 699 zł | 7 999 zł |
Każdy wariant jest droższy, a cena Galaxy S26+ 12/512 GB jest wręcz dziwna. Jakby stworzona do tego, aby nikt go nie kupił.
Samsung i tak nie będzie narzekać na sprzedaż serii Galaxy S26

Ponarzekaliśmy i… nic z tego nie będzie. Seria Galaxy S26 będzie nadal sprzedawać się dobrze, bo nie ma realnej konkurencji. Ta pojawi się we wrześniu, wraz z premierą iPhone’ów 18. Pomimo tego, że na rynku nie brakuje świetnych i sprzętowo znacznie lepszych smartfonów chińskiej konkurencji. Ta jednak nadal nie ma wystarczającej siły przebicia. Nadal wśród Oppo, vivo, Xiaomi czy Motoroli nie nie wyrósł nam drugi Huawei z lat 2016-2019. Moooże gdyby Honor miał bieżąco miał dostęp do nowości Huaweia, a nie z opóźnieniem jak dzisiaj, byłaby jakaś szansa. Póki co jej nie widzę.
Niemniej nie spodziewałem się, że doczekamy sytuacji, w której to Samsung zafunduje nam premierę bardziej jak Apple, niż sam Apple.