Recenzja Xiaomi Mijia Smart Audio Glasses. Okulary zamiast słuchawek, a może coś więcej?

„Inteligentne okulary” to już dość szeroka kategoria (co swoją drogą pokazuje, że technologia użytkowa jednak zalicza jakiś postęp — chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zmienia się niewiele). Z jednej strony mamy konstrukcje, które idą w pełne smart funkcje i AR czy MR, a z drugiej urządzenia, które redukują pomysł do jednej, codziennej potrzeby. Pomiędzy nimi stoją Ray-Ban Meta Glasses, dziś najmocniejszy punkt odniesienia w mainstreamie, bo łączą klasyczny wygląd z realnie używanym zestawem funkcji i są dla wielu osób domyślną definicją tego, czym takie okulary w ogóle mogą być w 2026 roku. Xiaomi Mijia Smart Audio Glasses ustawiają się obok tego trendu, ale nie próbują go kopiować.
...

Tu nie chodzi o to, żeby na twarzy nosić komputer. Nie ma tutaj kamer, nie ma funkcji AI, nie ma wbudowanego asystenta głosowego odpowiadającego na wszystkie pytania świata, nie ma też żadnych elementów rozszerzonej czy mieszanej rzeczywistości. Plan jest nieco prostszy. W najnowszych inteligentnych okularach submarki giganta z Państwa Środka chodzi o to, żeby wygodnie słuchać muzyki i rozmawiać przez telefon, nie wkładając niczego do ucha i nie pamiętając o etui. W praktyce to zatem zupełnie inna obietnica, a więc i inny zestaw kompromisów.

Miałem okazję testować Mijia Smart Audio Glasses w wariancie Pilot-Style, czyli klasyczne pilotki, które z założenia mają wyglądać normalnie i właśnie na tym normalnym wyglądzie budują dużo sensu tego produktu. Czy to sensowny gadżet, nad zakupem którego warto pomyśleć, czy raczej po prostu nieco bardziej ciekawe okulary przeciwsłoneczne?

Wygląd i wykonanie. Pilotki od Xiaomi, które nie wyglądają jak gadżet

Wariant Pilot-Style jest najbardziej, nazwijmy to, cywilny z całej rodziny, bo klasyczna forma robi tu ogromną robotę. Jeśli smart okulary mają stać się czymś, co nosimy odruchowo, nie mogą wyglądać jak demonstracja technologii czy w ogóle deweloperska wersja demonstracyjna produktu. W tym przypadku Xiaomi dobrze trafia w balans. Zauszniki są wyraźnie grubsze niż w standardowych oprawkach, bo muszą pomieścić głośniki, baterię i elektronikę, ale producent stara się to optycznie wyszczuplić geometrią. Finalnie przekłada się to na 5 mm w najwęższym miejscu i, patrząc na całość, ten zabieg faktycznie działa.

Waga jest już po stronie sprzętu elektronicznego, a nie samych okularów. Xiaomi deklaruje 32,3 g bez soczewek dla Pilot-Style i to jest wartość, którą w dłuższym noszeniu poczujemy, ale nie jako problem sam w sobie. Ważniejsze jest to, że ciężar rozkłada się równomiernie, bo obie strony mają w środku podobny zestaw komponentów. Dzięki temu okulary nie mają tendencji do spadania nam z nosa lub ciągnięcia na jedną stronę, co bywa zmorą w źle wyważonych konstrukcjach tego typu.

Czytaj też: Koniec wsparcia dla Twojego Xiaomi? Sprawdź, jak długo Twój smartfon pozostanie bezpieczny

Najtrudniejszy w istocie jest pierwszy kontakt. Zauszniki są plastikowe i dość elastyczne, żeby nie dało się ich łatwo zniszczyć i wyrwać z zawiasów (co plus), ale przez to sprawiają wrażenie produktu mało „premium”. Po kilku minutach na naszym nosie kompletnie jednak o tym zapominamy, a czarny plastik wcale nie świeci się na naszej twarzy — nie ma wstydu podczas ich noszenia. Wręcz przeciwnie, wyglądają jak normalne okulary przeciwsłoneczne i nawet nieco grubsze zauszniki nie przyciągają uwagi innych osób w negatywny sposób. 

Elastyczność zauszników jednak warto docenić, bo jeśli płacimy kilkaset złotych za inteligentne okulary, to raczej nie chcemy, żeby zepsuły nam się po wrzuceniu ich do plecaka czy torebki. Albo, co akurat wiem z autopsji i piszę to z perspektywy osoby, która od 3. roku życia chodzi z pinglami na nosie, kiedy w takich okularach po prostu zaśniemy. Żeby być dokładnym — Xiaomi deklaruje wytrzymałość zawiasów na poziomie 15 tysięcy zgięć; i to ma bardzo praktyczny sens. Gdyż właśnie, okulary żyją od zakładania i zdejmowania, często w pośpiechu i często jedną ręką. Tutaj konstrukcja pod tym względem sprawia wrażenie solidnej, a zawiasy pracują równo i bez luzów. Więc uczucie „plastiku” przy pierwszym kontakcie to uczciwy kompromis.

W codziennym użytkowaniu docenimy też IP54. To nie jest wymówka, żeby traktować okulary jak wodoodporne, ale daje spokój w scenariuszach, które naprawdę się zdarzają. Deszcz po drodze, pot przy szybkim marszu, przypadkowe zachlapanie. Takie rzeczy w sprzęcie noszonym na twarzy są dużo bardziej realne niż w słuchawkach, które zwykle chowamy do etui — a okulary mamy przez cały czas na nosie. I tu nie ma powodów do obaw.

Świetną sprawą również jest to, że zauszniki możemy wyciągnąć z oprawek. Dzięki temu możemy dokupić więcej niż jedne oprawki i dosłownie w kilka sekund zmienić okulary z przeciwsłonecznych pilotek na regularne okulary (nawet korekcyjne, jeśli wymienicie sobie szkła), bez utraty inteligentnych funkcji i bez konieczności kupowania tego samego produktu po raz drugi. To akurat miłe i dość prokonsumenckie rozwiązanie, co w czasach skrajnego kapitalizmu big techów nie jest wcale aż tak oczywiste.

Czytaj też: Xiaomi 17 i 17 Ultra bez podwyżek? Wyciekły ceny i data globalnej premiery

Czy elektronika w zausznikach przeszkadza? Jak się te okulary Xiaomi Mijia nosi?

W smart audio okularach komfort jest ważniejszy niż brzmienie, bo jeśli coś uwiera lub męczy, przestajemy tego używać niezależnie od tego, jak dobrze gra. W Mijia Smart Audio Glasses największym potencjalnym ryzykiem jest właśnie obecność elektroniki w zausznikach. Zbierając jednak wszystkie dywagacje na temat designu z poprzednich akapitów w całość, Xiaomi łagodzi to dwiema rzeczami. Po pierwsze rozkładem masy na obie strony, a po drugie kształtem, który nie wygląda przesadnie masywnie.

W praktyce to są okulary, które da się nosić długo, ale nadal pozostają okularami z elektroniką. Nie warto oczekiwać wrażenia identycznego jak w ultralekkich, minimalistycznych oprawkach. Jeśli jednak wchodzimy w tę kategorię świadomie, komfort wypada na tyle dobrze, że nie ma tu poczucia obcowania z prototypem, tylko z produktem gotowym do noszenia codziennie.

Czytaj też: Xiaomi szykuje dużą aktualizację. Te modele mają dostać HyperOS 4 z Androidem 17

Open-ear i dźwięk. Tu rządzi fizyka, a Xiaomi próbuje ją okiełznać

Najważniejsze w obcowaniu z tym produktem jest uczciwe ustawienie oczekiwań. To konstrukcja open-ear, więc dźwięk nie trafia do kanału słuchowego, tylko jest kierowany w stronę ucha z głośników ukrytych w zausznikach. Korzyść jest spora, bo zachowujemy kontakt z otoczeniem i nie wkładamy nic do ucha, co dla wielu osób jest największym problemem klasycznych słuchawek. To świetnie działa na spacerze, w domu, w pracy, w sytuacjach, w których chcemy mieć audio w tle, ale nie chcemy „zniknąć ze świata”.

Cena takiego rozwiązania jest równie oczywista. Nie ma tu izolacji, nie ma w końcu mowy o ANC, więc w hałasie będziemy podkręcać głośność. Nie ma też żadnego uszczelnienia, więc bas nie będzie tak gęsty i tak zamknięty jak w dokanałówkach. To nie jest wada konkretnego modelu, tylko konsekwencja całej idei open-ear. Tu po prostu mamy mały głośnik, który puszcza audio w stronę naszego ucha.

Xiaomi dokłada do tego rozwiązanie, które w tej kategorii jest praktycznie obowiązkowe, czyli ograniczanie wycieku dźwięku. Producent mówi o trybie prywatności i co ważne daje do niego dedykowany przycisk. Tego typu funkcja ma sens tylko wtedy, gdy włączymy ją odruchowo — bo jeśli wymaga kombinowania w aplikacji, przestaje działać jako narzędzie do życia w tramwaju, w biurze albo w kawiarni. Naturalnie jednak dźwięk będzie słychać na zewnątrz, bo tego nie jesteśmy w stanie uniknąć. Do odebrania telefonu od kuriera na spacerze sprawdzi się idealnie, ale do prowadzenia prywatnych czy służbowych rozmów w komunikacji miejskiej… lepiej włożyć słuchawki do uszu.

Czytaj też: Nadchodzi Xiaomi Watch 5 z zachwycającym designem, Wear OS i potężną baterią

Wrażenia dźwiękowe są typowe dla dobrych open-ear. Treści mówione wypadają naturalnie, a podcasty i rozmowy brzmią czytelnie, bo to właśnie środek pasma jest tu kluczowy. Muzyka jest przyjemna, ale bardziej jako towarzysz — o immersyjnych wrażeniach koncertowych godnych najlepszych słuchawek z ANC i Spatial Audio nie ma mowy. Jeśli chcemy izolacji i pełnego brzmienia, wybierzemy słuchawki. Jeśli chcemy wygody i świadomości otoczenia, taki charakter dźwięku zaczyna być zaletą, a nie kompromisem.

Rozmowy i mikrofony. Jak się rozmawia okularami?

W okularach z audio to rozmowy często są prawdziwą funkcją premium. Jeśli połączenia są słabe, wracamy do telefonu i cały pomysł traci swój główny sens. Xiaomi stawia na cztery mikrofony i deklaruje redukcję szumu wiatru do 4,5 m/s, a także inteligentną redukcję hałasu w trakcie rozmów. Sama konfiguracja sprzętowa sugeruje, że chiński gigant doskonale rozumie, po co ludzie naprawdę kupują takie urządzenia.

Czytaj też: HyperOS idzie na urlop. Xiaomi wstrzymuje aktualizacje, ale nie ma powodów do paniki

W praktyce największą przewagą jest to, że mikrofony są zawsze w tym samym miejscu i zawsze mamy je blisko ust, niezależnie od tego, czy idziemy, czy stoimy, czy mamy zajęte ręce. To bardzo wygodne w krótkich rozmowach w biegu, w domu, w pracy, kiedy nie chcemy wkładać słuchawek albo wyciągać smartfona z kieszeni tylko po to, żeby odebrać telefon. Oczywiście, w bardzo głośnym otoczeniu open-ear nigdy nie będzie tak komfortowy jak konstrukcje izolujące, ale w tej klasie liczy się to, czy rozmowy są na tyle bezproblemowe, byśmy faktycznie zaczęli ich używać regularnie. I Xiaomi celuje dokładnie w tę obietnicę.

Sterowanie i aplikacja. Ma działać bez myślenia

Sterowanie w takich okularach to zawsze balans między prostotą a przypadkowymi dotknięciami. Xiaomi idzie w dotyk na zausznikach oraz aplikację Xiaomi Glasses do konfiguracji. W codziennym użyciu najbardziej liczy się to, czy podstawy da się robić odruchowo. Odtwarzanie, pauza, regulacja głośności, odbieranie połączeń, przełączanie trybu prywatności. Jeśli te elementy są wygodne, reszta funkcji staje się dodatkiem.

Czytaj też: Ostatnia prosta HyperOS 3. Xiaomi kończy aktualizację i szykuje grunt pod wersję 3.1

Bardzo ważny jest też multipoint, czyli możliwość połączenia z dwoma urządzeniami, oraz Bluetooth 5.4. To ten typ funkcji, która nie robi wrażenia na papierze, ale w praktyce bywa decydująca. Jeśli pracujemy na laptopie i jednocześnie mamy telefon, przełączanie bez rozłączania i ponownego parowania zmienia okulary z gadżetu w narzędzie. Xiaomi wspomina też o szybkim parowaniu, więc start z nowym urządzeniem jest prosty i bezproblemowy.

Nagrywanie dźwięku. Idealna funkcja dla szpiega czy przydatna rzecz na co dzień?

Xiaomi dorzuca do Mijia Smart Audio Glasses szybkie nagrywanie uruchamiane przytrzymaniem na zauszniku, a nagrania trafiają do aplikacji. Jest też sygnalizacja nagrywania, co w sprzęcie noszonym na twarzy jest istotne, bo transparentność nie jest dodatkiem, tylko fundamentem zaufania do takiej funkcji. Podobnie jak to, że podczas nagrywania we wspomnianych wcześniej okularach Ray-Ban Meta, z jednej strony okularów miga biała dioda.

Czytaj też: Xiaomi 17 Ultra nadciąga do Europy. Znamy cenę, ale jest też pewien haczyk

To rozwiązanie potrafi okazać się bardziej użyteczne, niż sugeruje sama nazwa. Szybka notatka głosowa bez sięgania po telefon to dokładnie ten scenariusz, w którym zaczynamy używać funkcji odruchowo. Jeśli pracujemy w trybie ciągłych pomysłów, spotkań i szybkich zadań, taka opcja może realnie przyspieszyć dzień. Jednocześnie warto oczywiście pamiętać o zdrowym rozsądku i zasadach prywatności. To narzędzie, które daje wygodę, ale wymaga odpowiedzialności od użytkownika — czyli od nas samych.

Bateria i ładowanie Mijia Smart Audio Glasses. W okularach nie chcemy myśleć o procentach

Xiaomi deklaruje do 13 godzin słuchania i do 9 godzin rozmów, przy 50 procentach głośności i kodeku AAC, oraz do 12 dni czuwania. Jak zawsze w takich deklaracjach wynik zależy od głośności, czasu rozmów i warunków, ale sama skala pasuje do idei okularów jako urządzenia noszonego długo, a nie wyciąganego okazjonalnie.

Kluczowe jest też ładowanie magnetyczne i obietnica szybkiego doładowania, gdzie 10 minut ma dawać do 4 godzin słuchania, a pełne ładowanie ma zająć około godziny. To jest bardzo praktyczne, bo w tym formacie łatwo zapomnieć o wieczornym ładowaniu. Szybka dawka energii ratuje dzień, kiedy zorientujemy się rano, że poprzedniego wieczoru odłożyliśmy okulary na biurko zamiast podpiąć je do kabla.

Z drugiej strony, nie jestem dużym fanem tego sposobu ładowania — i etui ładujące ze złączem USB-C byłoby dużo wygodniejsze. Tutaj mamy w zestawie kabel z dwoma magnetycznymi końcówkami, które musimy nałożyć na koniec zauszników; nie jest to tragedia, ale nie jest też najbardziej intuicyjne. I nie możemy podładować okularów poza domem, bez dostępu do źródła zasilania.

Czytaj też: Xiaomi 17T na horyzoncie. Przecieki z wnętrza systemu zdradzają sporo nowości

Dlaczego Xiaomi idzie inną drogą niż Meta?

W każdej recenzji inteligentnych okularów musimy dziś odnieść się do Ray-Ban Meta Glasses, bo to one są najgłośniejszym i najbardziej rynkowo realnym punktem odniesienia. Różnica polega jednak na tym, że Xiaomi Mijia Smart Audio Glasses w ogóle nie próbują grać w tej samej lidze funkcjonalnej. Xiaomi wybiera bezpieczniejszą, bardziej zachowawczą filozofię, która skupia się na audio i rozmowach oraz na tym, żeby całość była dyskretna i wygodna. To może być zaletą dla tych z nas, którzy nie potrzebują bardziej rozbudowanych smart funkcji, a chcą po prostu wygodnego dźwięku i rozmów bez słuchawek.

Podsumowanie. Dla kogo okulary Xiaomi Mijia mają największy sens?

Xiaomi Mijia Smart Audio Glasses są udanym przykładem tego, jak powinno się projektować smart audio okulary, jeśli priorytetem jest codzienność, a nie efekt wow — chociaż przedrostek „Audio” do Glasses dużo bardziej tu pasuje, niż „Smart”. Bo finalnie dostajemy klasyczne oprawki, które nie krzyczą, że są elektroniką, sensowną odporność na zachlapania, narzędzia do ograniczania wycieku dźwięku, nacisk na rozmowy i mikrofony oraz baterię, która pasuje do stylu noszenia okularów. I wierzę, że jest część rynku, która uzna to za fantastyczne i praktyczne rozwiązanie.

Cena 749 zł lub 899 zł (zależnie od oprawek) wydaje mi się dość wysoka, bo sam wolałbym dołożyć kilkaset złotych i mieć okulary Mety, które do tego dodają asystenta AI i — przede wszystkim — kamerę. Ale propozycja firmy Zuckerberga nie jest w naszym kraju oficjalnie dostępna (jeszcze), co tworzy dość duży problem, a poza tym to produkt około dwa razy droższy. I ponownie, to dwa kompletnie inne bieguny, więc wszystko zależy od naszych potrzeb i zachcianek; okulary stawiające stricte na audio również jak najbardziej mogą mieć sens.

Czytaj też: Xiaomi 17 zmierza na globalny rynek. Ceny zaskoczą i to pozytywnie

Najbardziej skorzystamy na nich wtedy, gdy chcemy mieć audio w tle, zachować świadomość otoczenia i przestać wkładać cokolwiek do ucha. Jeśli oczekujemy izolacji i brzmienia jak z dobrych słuchawek, open-ear zawsze będzie kompromisem, niezależnie od producenta. W tym konkretnym modelu Xiaomi wygrywa tym, że nie udaje, iż kompromisów nie ma, tylko próbuje sprawić, żeby te kompromisy były po naszej stronie.

Xiaomi Mijia Smart Audio Glasses — specyfikacja techniczna

Wymiary produktuSzerokość szkieł: 56 mm
Wysokość szkieł: 46 mm
Rozstaw szkieł: 16 mm
Szerokość oprawki: 145 ±2 mm
Długość zausznika: 155 mm
Nazwa produktuMijia Smart Audio Glasses Pilot-Style
Wymiary produktu56 x 16 x 155
Waga nettoBez soczewek: 32,3 g
Z soczewkami: 40,4 g
Kolor produktuRama Pilot-Style: Gold
Materiał produktuZauszniki: PC
Rama Pilot-Style: stal nierdzewna
Materiał szkiełPilot-Style: TAC
Dane ładowaniaPojemność baterii: 114 mAh x2
Gniazdo ładowania: USB-C
Parametry wejściowe: 5 V⎓500 mA
Czas ładowania: Około 1 godz.
Czas pracy bateriiPełne naładowanie, przy 50% głośności
Czas ciągłego odtwarzania: 13 godz.
Czas ciągłej rozmowy telefonicznej: 9 godzin
Czas pracy baterii w trybie czuwania: 12 dni
Łączność bezprzewodowaBluetooth 5.4
Temperatura eksploatacjiOd 0°C do 45°C
Stopień ochrony IPIP54
Zgodność zAndroid 10.0 lub iOS 14 lub nowszy