
W oficjalnym obiegu pojawiły się materiały, które pokazują, jak wyglądało jedno z najbardziej dyskretnych narzędzi zimnej wojny – takie, które nie widziało przeciwnika, ale za to potrafiło go słyszeć. Tak się składa, że dopiero w ostatnich dniach National Reconnaissance Office oficjalnie przyznało, że istniał program JUMPSEAT, a więc pierwsza amerykańska generacja satelitów SIGINT na wysoko eliptycznej orbicie, rozwijana wspólnie z U.S. Air Force w ramach tzw. Programu A.
Przez 35 lat podsłuchiwał ZSRR z orbity. Dopiero teraz USA przyznały, że istniał
Najprościej powiedzieć: JUMPSEAT zbierał SIGINT, czyli wywiad sygnałowy – przechwytywał i analizował emisje elektromagnetyczne – od łączności radiowej po sygnały radarów. W dokumentach i opisach programu przewijają się też dwa kluczowe podzbiory: COMINT (podsłuch łączności) oraz FISINT (wyłapywanie sygnałów instrumentacyjnych z systemów uzbrojenia, czyli na przykład telemetrii prób rakietowych, emisji radarów czy sygnałów śledzenia).
Czytaj też: Ten mały kawałek metalu pokazuje, jak szybko wojna wymusza modyfikacje nawet kultowych konstrukcji

W zimnej wojnie taka zdolność miała wartość trudną do przecenienia, bo pozwalała budować elektroniczny obraz pola walki przeciwnika, czyli to, gdzie pracują radary, jakie mają charakterystyki, jak wygląda rytm dyżurów, jakim językiem i jakimi procedurami posługują się stanowiska dowodzenia. Nawet jeśli nie zna się treści przesyłanego komunikatu, to sama warstwa sygnałowa potrafi zdradzać strukturę systemu obrony powietrznej czy gotowość dyżurną, a to bywa równie cenne jak nawet dokładna fotografia.

Warto przy tym zauważyć, że NRO bardzo pilnuje granicy między ujawnieniem istnienia a ujawnieniem możliwości. Oficjalne materiały jasno mówią o zakresie ogólnym, ale wchodzą w tryb ostrożny, gdy temat dotyka konkretów: pasm, czułości, procedur przetwarzania, stacji naziemnych czy listy realnie obserwowanych systemów. Pojawiły się jednak zdjęcia modeli, ujęcia z testów (w tym w komorze bezechowej) i schematy, które pozwalają zrozumieć architekturę systemu, która obejmowała dużą antenę talerzową do zbierania sygnałów i mniejszą antenę do transmisji danych na Ziemię. Z doniesień bazujących na znanych cechach programu wynika, że satelity mogły być budowane przez Hughes Aircraft Company i wykorzystywać stabilizację obrotową platformy, co pasuje do filozofii konstrukcji satelitów telekomunikacyjnych z tamtej epoki.

Osiem startów, jedna porażka i niespójna narracja
Według informacji potwierdzonych przy okazji odtajnienia JUMPSEAT był wynoszony w ramach serii misji 7701-7708, a starty obejmowały okres od 21 marca 1971 do 12 lutego 1987. Łącznie mowa o ośmiu startach, z czego jeden uznaje się za nieudany. Ciekawy jest jednak poboczny wątek, który pokazuje, jak działa analizowanie dawnych programów kosmicznych. Przez lata analitycy próbowali dopasować JUMPSEAT do konkretnych startów z bazy w Kalifornii, ale nawet teraz część układanki pozostaje rozmyta. W materiałach pojawia się sugestia, że część misji przypisywanych dawniej JUMPSEAT mogła w rzeczywistości wynosić inne ładunki. W skrócie: oficjalny katalog programu został potwierdzony, ale “kto dokładnie leciał którym lotem””” nadal nie jest w pełni jawne.
Czytaj też: Potwierdzona 100-procentowa skuteczność tego latającego robota-zabójcy wręcz przeraża

Same satelity wynosiły rakiety Titan IIIB, startujące z Vandenberg Space Force Base (wcześniej Vandenberg Air Force Base). Jest to akurat ważny szczegół, bo pokazuje, jak mocno program był wpięty w wojskową infrastrukturę startową i jak długo utrzymywał się w portfolio rozpoznania, mimo ogromnych zmian technologicznych między latami 70. a początkiem XXI wieku.
Orbita jako sztuczka strategiczna
Najbardziej charakterystyczny element JUMPSEAT nie był na pokładzie, a siedział w torze lotu. Program powstał jako rozwinięcie wcześniejszych satelitów rozpoznania elektronicznego, takich jak GRAB i POPPY, które działały na niskiej orbicie okołoziemskiej. Nowa idea, znana rozwojowo jako Project EARPOP, zakładała przejście na orbitę wysoko eliptyczną (HEO), a to akurat sprytna odpowiedź na geografię półkuli północnej. Satelita przez dużą część obiegu wisi bowiem wysoko nad obszarami wysokich szerokości geograficznych, co daje długi czas obserwacji tych samych rejonów – a w realiach zimnej wojny oznaczało to możliwość stabilnego nasłuchu nad obszarem, w którym rozciągał się Związek Radziecki. Typowe parametry takiej orbity to nachylenie około 63,4 stopnia, perygeum rzędu 1000 km i apogeum około 40000 km.
Tu łatwo o nieporozumienie terminologiczne, bo skrót HEO bywa mylony z wysoką orbitą w potocznym sensie. W przypadku JUMPSEAT chodzi o orbitę eliptyczną, a nie o lot powyżej geostacjonarnej. Sama orbita geostacjonarna znajduje się na wysokości około 35786 km nad poziomem morza. JUMPSEAT korzystał z innej logiki: nie stałego wiszenia nad jednym punktem równika, tylko długiego przebywania nad północą dzięki elipsie i odpowiedniemu nachyleniu.
Dlaczego odtajnienie nastąpiło teraz?
Memorandum podpisane przez dyrektora NRO wskazuje wprost, że ujawnienie ograniczonych faktów nie powinno zaszkodzić obecnym i przyszłym systemom satelitarnym, a po tym etapie agencja może rozważyć jeszcze pełniejsze odtajnienie, jeśli pozwolą na to zasoby. Jest to klasyczna formuła, ale w tym przypadku warto ją czytać także jako sygnał: technologia i architektura zbierania SIGINT musiała przez lata wykonać kilka skoków jakościowych, skoro program sprzed dekad uznano za bezpieczny do częściowego pokazania.
Czytaj też: Myślałeś, że F-35 jest futurystyczny? SM-39 Razor robi wejście smoka w świat myśliwców 6. generacji


Drugi trop jest bardziej współczesny i paradoksalnie mniej romantyczny, bo obejmuje rosnący udział firm komercyjnych. W dokumencie pada stwierdzenie, że pozyskiwanie sygnałów z orbity nie jest już domeną wyłącznie rządową, a niektóre komercyjne systemy mają możliwości porównywalne, a nawet lepsze od JUMPSEAT. Do tego dochodzi zwrot, który w świecie satelitarnym pojawia się coraz częściej: proliferacja, czyli przechodzenie z kilku drogich platform na większą liczbę mniejszych satelitów. JUMPSEAT był produktem epoki, w której pojedynczy satelita miał robić możliwie dużo, a dzisiejszy trend często idzie w stronę rozproszenia i szybszej rotacji technologii.
Co przejęło pałeczkę po JUMPSEAT?
Według dokumentów program pozostawał w architekturze SIGINT aż do 2006 roku. To oznacza bardzo długie życie operacyjne, a jednocześnie rodzi pytanie o następców. W praktyce więc odtajnienie JUMPSEAT nie zamyka historii, ale pokazuje, jak wygląda jej fundament i jak wiele pięter nad nim nadal pozostaje niedostępnych.