Zegarki hybrydowe – zapomniana technologia, która przegrała ze smartwatchami

Smartwatche i inteligentne opaski na dobre zagościły na naszych rękach i wiele osób nie wyobraża już sobie codziennego funkcjonowania bez ekranu na nadgarstku. Kilka lat temu pojawił się pomysł skutecznego połączenia zegarków klasycznych z funkcjami smart. Takie zegarki nazywały się hybrydowymi i choć były to bardzo ciekawe konstrukcje, nie udało im się podbić rynku. Co potrafiły takie zegarki? Dlaczego im się nie udało?
...

Na początku był… smartwatch

Samsung Galaxy Gear. Ok, brałbym!

Co było pierwsze – jako czy kura? Nie wiem, za to wiem, że to właśnie smartwatche zbliżone możliwościami do współczesnych pojawiły się na rynku jako pierwsze. Mówimy o okolicach roku 2010 do 2013. Pierwsze smartwatche to były to czasy eksperymentów i można śmiało powiedzieć, że producenci kompletnie nie wiedzieli, co te urządzenia mają potrafić, a nawet jak mają wyglądać. Dlatego też pierwsze zegarki Sony czy Samsunga były kwadratowe lub prostokątne. A na pierwsze modele okrągłymi ekranami musieliśmy nieco poczekać. Jeśli chodzi o funkcje to warto tu wspomnieć choćby o tym, że pierwsze smartwatche Samsunga były wyposażone w aparat.

Withings Activite Pop

Dopiero w 2014 roku pojawiły się pierwsze kluczowe modele hybrydowe. Jak Withings Activite, który miał krokomierz i śledzenie snu. Nieco później, bo w latach 2015-2017 pojawiły się najważniejsze i najpopularniejsze zegarki hybrydowe, przede wszystkim wśród marek grupy Fossil. Cała grupa należała wtedy do najważniejszych producentów, w zasadzie to był główny producent zegarków z Wear OS. O tym, jak moim zdaniem to Google doprowadził do ich upadku porozmawiamy sobie przy innej okazji, wróćmy do Grupy Fossil.

Diesel On Full Guard 2.5

Wówczas każda z należących do niej marek wypuszczała własne smartwatche. Był to przede wszystkim Fossil, Diesel oraz Skagen. Smartwatche każdej z marek miały wygląd bazujący na klasycznych zegarkach każdej z nich. Czyli Fossil był elegancki, Skagen minimalistyczny, a Diesel ogromny i kipiący testosteronem. Były też inne marki wchodzące w skład grupy, jak Michael Kors czy Emporio Armani.

Czytaj też: Recenzja Apple Watch Series 11. Zmiana tylko z nazwy?

Zegarki hybrydowe – powiadomienia w klasycznym zegarku

Podczas targów IFA w 2016 roku pokazane zostały pierwsze zegarki hybrydowe. Były to klasyczne zegarki połączone z funkcjami smart oraz czasem pracy, któremu bliżej było do zegarków klasycznych, a nie inteligentnych. Mówimy tu o 6-12 miesięcy działania na jednej baterii typu CR2430. Czyli takiej większej, płaskiej baterii, którą dzisiaj znajdziemy w różnego rodzaju inteligentnych czujnikach.

Teraz – jak to działało. Powiedzmy to sobie na przykładzie tego modelu Skagen Connected. Koperta o średnicy 42 mm, pasek 20 mm, wodoszczelny do 3 ATM. Parujemy go ze smartfonem, działa z Androidem i iOS, łączy się z nimi przez Bluetooth. Tak, nadal łączy się i działa. Mamy tu dwie tarcze, przyciski na boku i w zasadzie poza nieco sporą grubością to wygląda jak zwykły, klasyczny zegarek.

Mamy tu jednak krokomierz, szacowanie spalonych kalorii na podstawie liczby zrobionych kroków oraz monitorowaniu snu, a także sygnalizację powiadomień oraz sterowanie muzyką i aparatem. Pozostaje pytanie – jak to działa?

W aplikacji możemy zdefiniować, jakie powiadomienia chcemy dostawać i przypisujemy je do konkretnej cyfry. Przykładowo, kiedy dostajemy SMS-a – zegarek wibruje, a wskazówki przesuwają się na jedynkę. Połączenia – na dwójkę. Messenger – trójka. I tak dalej, aż do dwunastki. Mniejsza tarcza w tym czasie procentowo pokazuje nam wyrobienie dziennej normy kroków lub spalonych kalorii. Z kolei za pomocą przycisków na boku obudowy możemy między innymi przełączać utwory w odtwarzaczu muzyki.

Proste, co by nie powiedzieć, że trochę prymitywne, ale działało to bardzo sprawnie. No i jakby nie patrzeć to faktycznie są funkcje smart. Czasem producenci klasycznych zegarków próbuję dodać jakąś formę łączności ze smartfonem, co kończy się na przykład tym, że możemy ustawić godzinę na zegarku z poziomu telefonu. A to trochę co innego.

Czytaj też: Test Huawei Watch Ultimate 2 – czy ten zegarek potrzebował następcy?

Fossil Hybrid HR, czyli hybryda z ekranem

Swego czasu sporo korzystałem właśnie z modelu Skagen Connected i na tamte czasy to w zupełności mi wystarczało. Głównie dlatego, że dostawałem wtedy o wiele mniej powiadomień, niż dzisiaj. Nieco później, bo w 2019 roku zadebiutował zegarek, który na pierwszy rzut oka był ideałem. Ok, może nie ideałem wizualnym, bo ten konkretny wariant Fossila HR Hybrid niespecjalnie przypadł mi do gustu pod tym względem, ale jego funkcje wyglądały obiecująco. Co ciekawe, ten model wygląda na zdjęciach o wiele lepiej, niż na żywo.

Jest to smartwatch o bardzo klasycznej budowie, z ekranem e-INK. Czyli jak w czytnikach ebooków. Miał to być przełom, bo oferował dwa tygodnie pracy na pojedynczym ładowaniu. Dlaczego to nie wyszło, o tym za moment, a na razie popatrzmy na sam zegarek.

Do dyspozycji mieliśmy – stałe monitorowanie tętna, krokomierz, liczenie kalorii, podstawowe śledzenie aktywności w różnych dyscyplinach sportu, śledzenie fazy i jakości snu, sterowanie muzyką i aparatem w smartfonie, wyświetlanie pogody, personalizację wyglądu tarcz i przede wszystkim wyświetlanie treści powiadomień. To w zasadzie typowy smartwatch, ale z innym ekranem i znacznie dłuższym czasem pracy na pojedynczym ładowaniu. Wtedy brzmiało to więcej niż obiecująco, więc co poszło nie tak?

Fossil Hybrid HR był przede wszystkim wolny. Ekran e-INK ma swoje ograniczenia, więc to zdecydowanie nie był demon prędkości. Animacje tu w zasadzie nie istnieją, ekranu dotykowego nie mamy (możemy stuknąć dwukrotnie w tarczę, aby włączyć skromne podświetlenie), więc przebijanie się przez interfejs za pomocą przycisków jest bardzo męczące. Przynajmniej mnie ta powolność i toporność obsługi strasznie męczyła.

Do tego gwoździem do trumny, może niekoniecznie bezpośrednim, był Huawei. Pierwsza generacja Watcha GT zadebiutowała przed zegarkami Fossil HR, choć pamiętam, że nie od razu zdobyła popularność, to mimo wszystko sprzedała się w ponad 90 tys. egzemplarzy tylko w Polsce. Wybór był prosty – po co mam płacić więcej za toporny i powolny zegarek, choć fakt, że bardziej elegancki, skoro mam tańszego Huaweia, który ma kolory ekran, działa znacznie sprawniej i oferuje niemal taki sam czas pracy na pojedynczym ładowaniu? Matematyka była w tym przypadku bardzo prosta.

Czytaj też: Test Canon PowerShot V1 – długo myślałem, dla kogo jest ten aparat

Zegarki hybrydowe przegrały ze smartwatchami. Pojawiły się za późno?

Zegarki hybrydowe skończyły jako ciekawostka, choć mam do nich wielki sentyment i uważam, że w przypadku wielu osób zwyczajnie się sprawdzały. Niestety trafiły na rynek nieco za późno. Szczególnie hybrydy z ekranami, które nie wytrzymały starcia z coraz dłużej działającymi smartwatchami.

W materiale skupiłem się na Grupie Fossil, bo z tych zegarków korzystałem, ale popularne byłe też np. zegarki MyKronoz ZeTime, swoje hybryd miał też Gamin, gdzie mieliśmy klasyczne wskazówkowe tarcze i malutkie ekrany na środku. Niemniej to Grupa Fossil była tu zdecydowanie największym graczem, niestety skończyła… marnie. Zarówno pod względem zegarków hybrydowych, jak i smartwatchy. Choć klasyka nadal idzie im bardzo dobrze.