W tym gronie na szczególną uwagę zasługuje jednak 2025 MN45. Ma ona około 710 metrów średnicy. Jest więc relatywnie sporą kosmiczną skałą, a mimo to wykonuje pełny obrót w zaledwie 113 sekund. To mniej niż dwie minuty, co stanowi tempo, które według dotychczasowych modeli powinno doprowadzić do rozerwania tak dużego obiektu na kawałki.
Czytaj też: Przeanalizowali próbki pobrane z planetoidy Bennu. Nasz kod genetyczny nie powstał na Ziemi?
Przez lata astronomowie zakładali, iż większość planetoida to luźne zlepki skał utrzymywane razem jedynie przez słabą grawitację. Dla takich struktur istnieje wyraźna granica prędkości obrotowej: jeśli zostanie przekroczona, obiekt zaczyna się rozpadać. W przypadku większych planetoid limit ten wynosi około 2,2 godziny na jeden obrót. Tymczasem 2025 MN45 przekracza go w sposób ekstremalny, obracając się ponad 70 razy szybciej.
To właśnie dlatego odkrycie uznano za przełomowe. Tak szybka rotacja sugeruje, iż śledzona planetoida nie jest luźnym zbiorem odłamków, lecz zwartą, niezwykle wytrzymałą bryłą skalną. Innymi słowy, jej struktura przypomina raczej monolit niż typową planetoidę. To z kolei rodzi pytania o jej pochodzenie. Możliwe, że powstała w wyniku dawnego zderzenia, które “utwardziło” jej strukturę lub odsłoniło jej skaliste jądro.
Co więcej, 2025 MN45 nie jest wyjątkiem. W tym samym zbiorze danych naukowcy zidentyfikowali łącznie 19 szybko rotujących planetoid, z czego kilka osiąga ekstremalne wartości z zakresu rotacji. To sugeruje, jakoby tego typu obiekty mogły być znacznie bardziej powszechne, niż wcześniej przypuszczano. Dokonane odkrycie ma istotne znaczenie nie tylko dla badań planetoid, lecz również dla zrozumienia historii Układu Słonecznego. Sposób, w jaki takie obiekty powstają i ewoluują, może dostarczyć informacji o dawnych kolizjach w kosmosie, procesach formowania planet oraz właściwościach materii w ekstremalnych warunkach.
Czytaj też: Cząstka Amaterasu. Naukowcy odnaleźli źródło kosmicznego rekordzisty
Kluczową rolę w tym przełomie odegrała technologia. Obserwatorium Rubin wyposażone jest w największą na świecie kamerę cyfrową, zdolną do wykonywania niezwykle szczegółowych zdjęć nieba co kilkadziesiąt sekund. Dzięki temu możliwe jest wykrywanie nawet subtelnych zmian w jasności obiektów, które zdradzają ich ruch i rotację. Ale naukowcy podkreślają, że to dopiero początek. W najbliższych latach projekt obserwacyjny LSST (Legacy Survey of Space and Time) będzie systematycznie skanował całe południowe niebo przez dekadę. Oczekuje się, iż przyniesie on istną lawinę odkryć – w tym kolejne obiekty, które mogą podważyć dotychczasowe prawa fizyki dotyczące małych ciał niebieskich.
Źródło: Sky&Telescope, DailyGalaxy
