
Czołg Typ 96A z GL-6, czyli jak zatrzymać pocisk zanim ten dotknie pancerza?
Czołg od dekad był symbolem “pewności” na lądzie. Stal, masa, pancerz i przekonanie, że jeśli coś ma przejść przez linię frontu, to właśnie on. Tyle że dzisiejsze pole walki coraz częściej robi z tej pewności żart. Najgroźniejsze rzeczy bywają tanie, lekkie i jednorazowe, a ich przewaga nie wynika z niewiarygodnego potencjału penetracyjnego, a z tego, że potrafią pojawić się znikąd, z różnych kierunków i w liczbie, która zmusza załogę do reakcji pod presją sekund.
Czytaj też: Najbardziej niepokojąca zmiana wojny nie ma silnika ani skrzydeł. Ma za to sztuczną inteligencję
Dlatego każdy materiał, na którym widać czołg z nietypowym “osprzętem” na wieży przykuwa sporo uwagi. Tym razem padło na kilka czołgów Typu 96A, które były przewożone na transporterach z wyposażeniem niepasującym do klasycznej logiki pancerza. Mowa bowiem o aktywnym systemie ochrony (APS) najpewniej w wersji GL-6. Co istotne, wygląda to bardziej na sprzęt przypisany do jednostki operacyjnej i transportowany w celach ćwiczeniowych, bo czołgi nie wyglądają, jakby ledwie wyjechały z fabryki.

Obecność dodatkowych elementów konstrukcyjnych za wyrzutniami APS na wieży również wiele mówi, bo są to elementy chroniące wyposażenie wieży przed efektami własnych przechwytujących efektorów. Taki drobny detal mówi dużo o realiach integracji. Jeśli wieża nie była projektowana pod APS od początku, to trzeba rozwiązać nie tylko kwestię mocowania, lecz także bezpieczeństwo własnych sensorów, wpływ fali uderzeniowej, odłamków, a nawet to, jak system zachowuje się przy strzelaniu w przeróżnych warunkach.
APS, czyli gdy pancerz przestaje być ostatnią linią obrony
Aktywny system ochrony to w uproszczeniu próba zrobienia z czołgu obiektu, który nie tylko “znosi” trafienia, ale też potrafi je zatrzymywać zanim dojdzie do bezpośredniego kontaktu z pancerzem. Koncepcja dzieli się na podejście soft-kill i hard-kill. Soft-kill to oślepianie, zakłócanie i oszukiwanie naprowadzania, a hard-kill to fizyczne przechwycenie zagrożenia, co obejmuje wykrycie pocisku i odpalenie ładunku, który niszczy go w locie. W przypadku czołgów Typu 96A chodzi właśnie o tę drugą klasę APS, który najpewniej nosi nazwę GL-6. Jest to chiński system projektowany do zwalczania pocisków przeciwpancernych i granatów przeciwpancernych.

Najciekawsze jest to, że GL-6 wcześniej prezentowano w kontekście testów, w których system miał przechwytywać zagrożenia także pochodzące z ataków “dronowych” – mowa o materiale, w którym APS reaguje na granat przeciwpancerny odpalony z bezzałogowca. Oznacza to, że Chiny traktują taki system nie tylko jako parasol przeciw klasycznym pociskom przeciwpancernym, ale też jako element odpowiedzi na rosnącą rolę dronów na współczesnym polu walki.
Czytaj też: Niemcy wypuścili w teren rój wojskowych cyborg-owadów. NATO już za to płaci
Drony i amunicja krążąca nie zastąpiły w ostatnich latach przeciwpancernych pocisków kierowanych, a zamiast tego dorzuciły kolejne zagrożenie, które jest często tańsze, trudniejszy do przewidzenia i sterowane zdalnie przez operatora, który nie potrzebuje skomplikowanej infrastruktury. W europejskich analizach wojny w Ukrainie ten motyw wraca regularnie: rośnie znaczenie nowych środków rażenia, a wraz z nim presja na warstwową ochronę pojazdów.

Warto też pamiętać o ograniczeniach APS klasy hard-kill. Taki system ma określoną liczbę “strzałów” zanim wymaga przeładowania, może być narażony na nasycenie atakiem z wielu kierunków, a jego elementy (zwłaszcza radary) są wystawione na uszkodzenia. Do tego dochodzi kwestia tego, co w ogóle da się przechwycić. Nawet w przypadku Trophy w publicznie opisywanych ograniczeniach pojawia się temat trudności w zwalczaniu niektórych typów zagrożeń kinetycznych oraz ryzyko dla piechoty w pobliżu, bo przechwyt oznacza energię i odłamki.
Dlaczego akurat Typ 96A, a nie tylko “flagowy” Typ 99?
Aktualnie czołg Typ 96A to nie jest pokazowa elita w szeregach chińskiej potęgi pancernej. To już szeroko używany “koń roboczy” chińskich wojsk lądowych, bo pojazd liczny i realnie istotny dla masy jednostek pancernych. Wiemy, że waży około 42,8 tony, a w ruch wprawia go silnik o mocy rzędu 865 koni mechanicznych, który musi też zasilać pokładowe systemy wymagające prądu do działania. To akurat istotne w przypadku APS, bo hard-kill nie jest darmowy – wymaga zasilania, miejsca na radary, wyrzutnie, komputer, okablowanie, a na koniec jeszcze swoje waży i komplikuje serwis.

Czytaj też: “Oszustwo” rodem z gry wideo. Wojskowi USA chcą widzieć przez ściany nawet z kilometra
Jeśli więc APS trafia nie tylko na najbardziej zaawansowane platformy takie jak Typ 99, ale zaczyna pojawiać się na konstrukcjach “produkowanych masowo”, to jest to sygnał, że ktoś policzył bilans korzyści i uznał, że przeżywalność warta jest kosztu i kłopotu integracji. W takim układzie modernizacja Typ 96A może być dla Chin bardziej opłacalną drogą do podniesienia “średniej jakości” wojsk pancernych zamiast dokładania na służbę kolejnych setek najdroższych wozów. Nie dlatego, że Typ 96A nagle dogoni Typ 99, tylko dlatego, że na polu walki przeżywalność coraz częściej zależy od tego, czy pojazd potrafi zneutralizować zagrożenie, zanim w ogóle grubość pancerza zacznie grać jakąś rolę.
Co APS na pokładzie Typu 96A może oznaczać w praktyce?
Chiny najwyraźniej testują, a być może już wdrażają, pomysł uzbrojenia starszych i liczniejszych czołgów w warstwę aktywnej ochrony, która ma zwiększyć szanse przetrwania wobec nowoczesnych środków przeciwpancernych. Nie jest to jeszcze dowód na masową modernizację całej floty, ale jest to czytelny sygnał kierunku, zwłaszcza że GL-6 był wcześniej pokazywany w kontekście realnych prób przechwytywania zagrożeń, także tych związanych z dronami.
Źródła: Defence Blog
