
W przypadku roweru Straßenfeger S4 E jego elektryczny charakter zdradza dopiero przód, bo zamiast klasycznego widelca dostajemy jedno masywne ramię, a cały projekt wygląda tak, jakby ktoś świadomie chciał uciec od standardów, które dominują rynek od lat. Jest to zresztą właśnie jest sedno tego modelu – Electrolyte nie próbuje wygrać katalogiem parametrów, tylko konstrukcją. Straßenfeger S4 E wykorzystuje koncepcję jednostronnego “wahacza” z przodu, w którym zintegrowano elementy napędu i sterowania. Dzięki temu rama nie musi być projektowana pod silnik centralny ani pod akumulator w dolnej rurze, więc wizualnie i konstrukcyjnie można ją prowadzić bardziej “rowerowo” i lekko.

Idealny rower miejski, kiedy za wszelką cenę chcesz się wyróżnić
Co ciekawe, Straßenfegera to nie żadna świeża zabawka z 2026 roku. Pierwsza wersja tego roweru pojawiła się już w 2012 roku, a obecna seria jest limitowana do 120 sztuk produkowanych co roku. To od razu tłumaczy, dlaczego ten sprzęt wygląda jak owoc pracy manufaktury, a nie produkt skrojony pod sieć sklepów, ale czy w tym pozornym szaleństwie znalazło się miejsce na rozsądek?
Czytaj też: Na ten osprzęt od Shimano czekali rowerzyści. Koniec skazania na 10 biegów



Zacznijmy od tego, że rama tego e-bike jest aluminiowa (stop 7020) i produkowana u małego wytwórcy w Pilźnie, a następnie ręcznie wykańczana. Producent stawia na trzy rozmiary, które mają nadawać się dla osób o wzroście 160-195 cm i dba o to, aby rower był lekki, bo waży około 16,2 kg w wersji bez błotników, bagażnika i stopki. W tym układzie ten najbardziej ryzykowny element układanki to rozkład masy. Cała “ciężka” strona siedzi po lewej, więc naturalnie pojawia się pytanie o prowadzenie, ale producent twierdzi, że wzmocniony przód ramy ma kompensować ten efekt. Sama geometria kierowania jest ponoć zbliżona do klasycznego widelca, a różnice mają wychodzić głównie przy jeździe bez trzymania kierownicy.
Czytaj też: Segway zrobił z roweru bajer tak ciężki, że plecy same się gną


Napęd znajduje się bezpośrednio w piaście przedniego koła, co dziś jest nietypowe w droższym segmencie miejskim. Electrolyte podkreśla w tej kwestii dwa tryby, bo jazdę “jak normalnym rowerem” z całkowitym odsprzęgleniem silnika, żeby ten nie generował oporu oraz jak na klasycznym e-bike z czterema poziomami wspomagania. Do tego dochodzi nawet przycisk Turbo, który daje natychmiast maksymalne wsparcie, o ile pedałujesz. Jeśli z kolei koło złapie uślizg, to system ma natychmiast redukować moc, ale wiele jej nie ma, bo w grę wchodzi tylko 250 watów mocy ciągłej i 23 Nm momentu obrotowego. Silnik ten zasila 356-Wh akumulator o wadze 2 kg i zasięgu do nawet 100 km.

Czytaj też: Rynek rowerów się podzielił, ale Włosi właśnie pokazali, że to wcale nie musi tak wyglądać
Ceny wynoszą 3790 euro za wersję startową i 4180 euro za wariant z 11-biegową piastą, co daje to około 16200 zł i 17865 zł. Tanio nie jest, ale tę cenę tłumaczą nie tylko funkcje, ale też niestandardowa konstrukcja oraz niszowość. Jako ciekawostka inżynierska Straßenfeger S4 E broni się mocno, bo pokazuje inny sposób integracji napędu i “czystą” ramę bez typowych kompromisów w świecie elektrycznych rowerów. Trudno jednak powiedzieć, czy na pewno jest warty tej ceny.
Źródła: ebike24, Electrolyte
