Gigant w pułapce ewolucji. Rower Propel lżejszy, sztywniejszy i szybszy, ale ciągle taki sam?

Giant odchudził i usztywnił swój model Propel, ogłaszając tym samym nowy rower do kupienia. Jednak ta premiera stawia niewygodne pytanie, bo czy to jeszcze naprawdę “nowy” rower?
...

Rynek szos wyczynowych doszedł do momentu, w którym premiery przestały opierać się na prostych historiach o “lżejszej ramie” albo “bardziej agresywnej geometrii”. Dziś każdy nowy model ma być jednocześnie szybszy na płaskim, sprawniejszy na podjazdach, wygodniejszy na długim dystansie i bardziej efektowny w salonie sprzedaży. Problem w tym, że przy tak wysoko zawieszonej poprzeczce producenci coraz częściej nie wymyślają roweru od nowa, tylko sklejają nowy model z pozornie drobnych poprawek… i dokładnie w takim miejscu znalazł się nowy Giant Propel.

Giant nie przygotował klientom rewolucji w modelu Propel

Na papierze wszystko się zgadza. Giant mówi o 18,4 wata oszczędności, lżejszej konstrukcji, wyższej sztywności, większym komforcie i nowym kokpicie, a topowa konfiguracja modelu Propel zeszła nawet do około 6,56 kg w rozmiarze M, co jednoznacznie świadczy o poprawkach. Tyle że najciekawsze pytanie po tej premierze nie brzmi “czy nowy Propel jest szybszy?”, bo najpewniej jest. Znacznie ciekawsze jest to, co tak naprawdę stało za tym wynikiem i czy mamy do czynienia z nową generacją roweru, czy raczej z bardzo dobrze policzoną ewolucją całego pakietu.

Czytaj też: Norco zrobiło elektryczny rower dla tych, którzy nie chcą e-bike. Sight VLT TQ celuje w nową niszę

Giant sprzedaje nowego Propel jako całość obejmującą ramę, kokpit, koła i opony, oferując też frameset za 16999 złotych jako podstawę pod niestandardowe rowery. Oficjalna strona producenta oraz materiały testowe pokazują, że przy 40 km/h całkowity opór w nowym Propel Advanced SL spada z 267,76 do 249,32 watów (W), co daje właśnie słynne 18,4 W. W przeliczeniu na wysiłek na dystansie 40 km może to oznaczać około 72 sekund przewagi i tutaj zaczyna się najważniejsza część tej historii.

Według rozbicia przytaczanego po premierze około 12,42 W ma wynikać z redukcji oporu aerodynamicznego samego układu ramy, 0,42 W z nowych kół CADEX Max 50, a aż 5,6 W z poprawy oporów toczenia nowych opon. Innymi słowy, ogromny nagłówek o 18,4 W nie opisuje wyłącznie tego, co zrobiła rama. Opisuje to, co zrobił kompletny rower w konkretnym zestawie. Z punktu widzenia producenta to uczciwe, bo Giant sam mówi o całym rowerze, ale z punktu widzenia czytelnika warto jednak wyraźnie zaznaczyć, że nie jest to historia o samej ramie, tylko o bardzo szeroko zakrojonym dopracowaniu całego pakietu.

Nie bez znaczenia jest też sama metodologia. Giant testował nowego Propel przy kątach natarcia wiatru sięgających +/-20 stopni, więc im szerzej rozciągniemy taki zakres, tym łatwiej pokazać przewagę w bardziej niestandardowych warunkach.

Rama jest lżejsza, ale to nie ona wykonuje całą pracę

Sama rama faktycznie schudła. Giant podaje, że flagowa rama Advanced SL jest o 45 gramów lżejsza od poprzedniej generacji, a osiągnięto to między innymi dzięki zmianom w procesie produkcji i lepszej obróbce kompozytu. Producent dorzuca do tego 5,7-procentową poprawę stosunku sztywności do masy, 3,4-procentowy wzrost sztywności skrętnej i 2,4-procentowy wzrost sztywności podczas pedałowania. Nie są kosmetyczne liczby, ale też nie są to wartości, które same w sobie tłumaczą cały rozgłos wokół premiery.

Czytaj też: Minimalizm na pokaz czy sprytna rowerowa inżynieria? Nie zgadniesz, gdzie upchnęli cały napęd

Dużo ciekawsza jest masa kompletnego roweru. Giant podaje, że topowy Propel Advanced SL 0 zrzucił łącznie około 355 gramów względem poprzednika, ale tę redukcję zbudowano już nie tylko na ramie, lecz również na nowym zintegrowanym kokpicie, kołach, oponach i drobnych komponentach. Właśnie dlatego nowy Propel jest tak dobrym przykładem dzisiejszego rynku. Producenci nie mają już łatwych rezerw w samym kształcie ramy, więc szukają ich wszędzie dookoła i tu trzeba przyznać, że Giant zrobił to wyjątkowo konsekwentnie.

Jednocześnie wizualnie nowy Propel nie wygląda jak rower, który chce odciąć grubą kreską poprzednią generację. Jego sylwetka pozostała bardzo podobna, a największą różnicę w codziennym odbiorze robi nowy, zintegrowany kokpit i właśnie tutaj kryje się sedno całej premiery. Poprzedni Propel wciąż korzystał z osobnej kierownicy i mostka, kiedy konkurencja od dawna szła w pełną integrację. Teraz Giant nadrobił ten brak.

Propel coraz bardziej przypomina rower “do wszystkiego”

Nowy Propel nie jest już tylko rowerem do sprintu i jazdy po płaskim. Giant mocno akcentuje, że poprawił również komfort jazdy. Zapowiada o wzroście ugięcia pionowego o 25 procent z tyłu i o około 12,8 do 15 procent z przodu, a do tego dorzuca prześwit na opony o szerokości do 32 mm. W praktyce oznacza to, że oto właśnie typowy rower aero coraz mniej zachowuje się jak stara, bezwzględna maszyna do rozrywania peletonu, a coraz bardziej jak uniwersalna szosa wyścigowa z aerodynamicznym zacięciem. Skoro więc topowy Propel robi się lżejszy, wygodniejszy, sztywniejszy i wciąż bardzo szybki, to gdzie kończy się jego rola jako roweru aero, a gdzie zaczyna konflikt z TCR-em, czyli klasyczną platformą wyścigową Giant?

Ceny pokazują, że rower Propel to sprzęt dla ambitnych

Na polskiej stronie Giant nowa generacja Propel startuje od 12799 zł za Propel Advanced 2, dalej mamy 18299 zł za Advanced 1, 28499 zł za Advanced Pro 0 AXS i 50999 zł za topowy Propel Advanced SL 0-Red. Wskazuje to, że nowy Propel nie jest premierą, która ma przekonać przeciętnego amatora do wejścia w świat aero. To raczej ruch skierowany do osób, które już są w tym segmencie, wiedzą po co kupują taki rower i są gotowe zapłacić ekstra za wprawdzie marginalne, ale mierzalne przewagi.

Czytaj też: Nawet nie wiedziałeś, że czekałeś na ten rower. Atherton S.170E dostał wyjątkowy silnik i cenę

Ta premiera świetnie pokazuje, jak dziś wygląda rozwój topowych rowerów szosowych. Największe zyski nie biorą się już z jednego genialnego kształtu rury dolnej albo rewolucji w geometrii. Biorą się z sumy wielu drobnych decyzji: węższego kokpitu, nowych opon, nowych kół, lepszej integracji kabli, poprawionej produkcji kompozytu i nieco inaczej ustawionej pozycji zawodnika. I właśnie dlatego po tej premierze zostaje mi w głowie nie tyle zachwyt nad samym rowerem, ile pytanie o to, jak długo branża będzie jeszcze nazywać takie premiery “zupełnie nową generacją”.

Źródła: Cyclingnews, Giant, Escape Collective

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.
Specjalizacje
MilitariaRecenzje sprzętuRowerySamochodyGry wideoGry planszowe