Test monitora Gigabyte M27Q2 QD, czyli jak odkryć matrycę IPS na nowo

Gigabyte od kilku lat konsekwentnie buduje swoją pozycję w segmencie monitorów dla graczy, a seria M uchodzi za rozsądny kompromis między ceną a funkcjonalnością. Model M27Q2 QD nie jest jednak kolejnym typowym 144-hercowym IPS-em, więc sprawdźmy, co dokładnie ma do zaoferowania.
...

Monitor Gigabyte M27Q2 QD ma do zaoferowania 27-calowy panel QHD z odświeżaniem 200 Hz (a nawet 210 Hz po OC), technologię Quantum Dot i tym samym szeroką paletę barw, która na papierze zahacza o poziom znany z ekranów OLED. Pytanie więc brzmi prosto – czy to tylko marketing, czy faktycznie mamy do czynienia z jednym z ciekawszych monitorów do grania w 1440p?

Pierwsze chwile z Gigabyte M27Q2 QD

Gigabyte pakuje M27Q2 QD w dwustronny styropian i duże, solidne pudło z kompletem niezbędnych akcesoriów. Co dla mnie jest tutaj ważne? Coś błahego, bo zero wciskania “na siłę” i zero “niespodzianek” podczas odpakowywania, a tutaj akurat  wiele innych producentów mogłoby się uczyć, bo nieraz i nie dwa razy dostałem prosto w stopę kawałem stali od podstawki.

Czytaj też: Test monitora AOC AGON Pro AG346UCD

W zestawie z tym monitorem znajdziemy dokumentację przewód zasilający, sygnałowy DisplayPort, a dodatkowo przewód USB do komunikacji z PC, choć przyznam, że w moim egzemplarzu tego ostatniego nie uświadczyłem. To ważne, bo aby skorzystać z funkcji OSD Sidekick (ustawień monitora, ale w formie aplikacji na komputery z systemem Windows), wymagane jest połączenie monitora z komputerem przewodem USB typu A do B.

Sam montaż przebiega błyskawicznie. Grafitowa metalowa podstawa z bardzo cienką, bo około 2-milimetrową krawędzią, łączy się z ramieniem bez użycia narzędzi (ot prosta, ale ucywilizowana śrubka), a następnie całość mocujemy do tylnej części monitora. Uzyskana w ten sposób konstrukcja jest stabilna i nie sprawia wrażenia budżetowej, a na dodatek nie mamy tu przesadnie agresywnego, gamingowego designu, a raczej projekt z eleganckim sznytem. Szkoda tylko, że w podstawie zabrakło stosownego przepustu na przewody.

Podstawa oferuje regulację wysokości w zakresie 13 cm, nachylenie od -5 do +21 stopni, obrót w poziomie ±15 stopni oraz pivot 90 stopni (poprzez obrót w prawo). Na grubej tylnej ściance samego monitora znajdziemy z kolei czterostronny system wentylacji, który ma poprawiać odprowadzanie ciepła przy wysokim odświeżaniu, co przy 200-210 Hz i długich sesjach grania ewidentnie zadba o stabilne działanie matrycy i jej trwałość.

Monitor waży około 5,91 kg z podstawą i 4,3 kg bez niej, więc bez problemu zamontujemy go na byle prostym uchwycie VESA 100 x 100 mm. Odchudzona podstawa sprawa z kolei, że ten 27-calowy monitor nie zajmuje aż tak wiele miejsca na blacie, a obrys całościowej bryły mierzy 612 x 515 x 192 mm. Czy więc w ogóle uchwytu VESA potrzebujemy? To już zależy od Waszego stanowiska, bo w moim przypadku monitorowi brakowało tych kilku centymetrów regulacji wysokości do uzyskania idealnego poziomu ergonomii. Nie tylko w trybie siedzącym, ale też stojącym.

Kontrolę nad monitorem zapewnia typowy joystick w towarzystwie dwóch przycisków, które to znalazły się w na samym środku dolnej belki w specjalnym wypolerowanym “zgrubieniu” z nazwą producenta. Szkoda tylko, że projektanci postawili na takie wykończenie w miejscu, które strasznie się brudzi. Jeśli z kolei idzie o porty, to nie ma na co narzekać – wręcz przeciwnie.

W kwestii wejść wideo dostajemy bowiem dwa HDMI 2.0, pojedynczy Display Port 1.4, USB-C obsługujące stałe 18-watowe PowerDelivery (nie za wiele, ale co słabszego ultrabooka w pewnym stopniu zasili). Zestaw portów dopełnia USB-B 3.2 do transferowego połączenia komputera z monitorem, dwa USB-A 3.2 na peryferia oraz port jack 3,5 mm w formie wyjścia audio dla lub głośników. Innymi słowy, w kwestii portów Gigabyte M27Q2 QD ewidentnie nie idzie na ustępstwa, ale już głośników w tym modelu nie uświadczymy, a szkoda.

Wyświetlacz SuperSpeed IPS z Quantum Dot, czyli co dokładnie?

Sercem M27Q2 QD jest 27-calowy, matowy panel SS IPS o rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli. Przy przekątnej 27 cali daje to bardzo komfortową gęstość pikseli i świetny balans między ostrością a wymaganiami względem karty graficznej. Nie bez powodu zresztą uważam to połączenie za idealne od wielu lat, bo przeskok z Full HD do 2K jest ogromny, a te trzy dodatkowe cale względem typowych monitorów Full HD robią ogromną robotę zarówno w pracy, jak i graniu.

Wchodząc w szczegóły matrycy obecnej w M27Q2 QD, od razu w oczy rzuca się wysokie odświeżanie rzędu 200 Hz, a do tego z możliwością podkręcenia do 210 Hz. Skąd w ogóle taki fikołek w “podkręcanie panelu”, które musi zrobić sam użytkownik? Ano w tym, że te 10 dodatkowych Hz jest okupionych koniecznością ręcznego i tym samym świadomego przestawienia panelu, a to świadczy tylko o tym, że producent nie gwarantuje, że te 10 dodatkowych cykli odświeżenia na sekundę nie doprowadzi do awarii czy też artefaktów.

Gamingowy charakter tej matrycy podkreśla nie tylko samo odświeżanie, ale też czas reakcji na poziomie 1 ms (GTG), podczas gdy w kwestii ogólnej jakości uspokaja jasność typowa na poziomie 350 nitów, kontrast 1000:1, możliwość wyświetlenia aż 1,07 miliarda kolorów, a do tego pokrycie 99% DCI-P3, 99% Adobe RGB, 150% sRGB, 83% BT.2020 oraz certyfikat VESA DisplayHDR 400. O nasze oczy ma za to dbać technologia Flicker-Free i Low Blue Light (TÜV Rheinland), ale i tak to nie ostatnia sztuczka w “rękawie” tego panelu. Kluczowa w Gigabyte M27Q2 QD jest technologia Quantum Dot, która ma zapewnić OLED-ową jakość kolorów bez typowych problemów związanych z wypalaniem pikseli. Ta technologia obejmuje nanokryształy półprzewodnikowe, które emitują światło w różnych długościach fal, co pozwala na uzyskanie intensywnych i nasyconych kolorów w telewizorach.

Jeśli jednak zajrzymy głębiej w wyniki pomiarów, to okazuje się, że producent nie rzuca słów na wiatr. W domyślnym trybie pracy panel pokrywa praktycznie pełną przestrzeń sRGB (100%) oraz około 97% AdobeRGB i DCI-P3, co jak na monitor gamingowy jest wynikiem bardzo wysokim. W praktyce oznacza to, że obraz jest wyraźnie bardziej nasycony niż w typowych monitorach IPS projektowanych wyłącznie pod standard sRGB. Widać to szczególnie w grach z bogatą kolorystyką oraz w materiałach wideo HDR, gdzie Quantum Dot faktycznie robi różnicę w zakresie intensywności czerwieni czy zieleni.

Równie dobrze wypada dokładność kolorów. W zaktualizowanym profilu standardowym średni błąd odwzorowania barw Delta E wyniósł około 1,09, przy minimum na poziomie 0,23 i maksimum 2,28. W praktyce oznacza to, że większość kolorów jest odwzorowana bardzo wiernie i nawet bez ręcznej kalibracji panel nadaje się nie tylko do grania, ale też do półprofesjonalnej pracy z grafiką czy wideo. Sam przebieg gammy utrzymuje się w okolicach wartości 2,3, czyli bardzo blisko standardu 2,2 stosowanego w większości aplikacji i gier.

Warto też wspomnieć o jasności i kontraście, które w praktyce wypadają nawet lepiej niż sugeruje specyfikacja. Przy maksymalnej jasności pomiary wskazały około 350–365 nitów, a kontrast dochodził do poziomu około 1170–1380:1 w zależności od trybu pracy. Jak na panel IPS są to wyniki bardzo solidne, bo w wielu monitorach tego typu kontrast potrafi zatrzymać się w okolicach 900–1000:1.

Równomierność podświetlenia również nie budzi większych zastrzeżeń. Odchylenia luminancji na powierzchni panelu mieszczą się w granicach około 5–11%, co w praktyce oznacza brak wyraźnych plam jasności podczas normalnego użytkowania. Podobnie wygląda równomierność kolorów, gdzie różnice między strefami ekranu sięgają maksymalnie około DeltaE 5 w skrajnych narożnikach, ale w centralnej części panelu są znacznie niższe.

Czytaj też: Monitory dla graczy. 144, 165 i 240 Hz w dobrych cenach. Sprawdź te 6 modeli.

Ciekawie wypada też tryb sRGB, który ogranicza szeroką przestrzeń barw do standardu wykorzystywanego w większości aplikacji i stron internetowych. W tym trybie pokrycie wynosi około 99% sRGB, a średni błąd kolorów Delta E sięga około 1,74. Oznacza to, że monitor może pracować zarówno jako szerokogamutowy ekran do multimediów i gier, jak i bardziej stonowany panel do pracy z materiałami przygotowywanymi pod Internet.

Sama potwierdzona pomiarami jasność rzędu około 350 nitów nie czyni z tego modelu mistrza HDR, ale w połączeniu z DisplayHDR 400 daje zauważalnie lepszy efekt niż standardowy SDR w grach z dominującymi cieniami pokroju Cronos: The New Dawn. Trzeba jednak pamiętać, że HDR 400 to nie jakaś spektakularna rewolucja cieni, a bardziej “wejście w świat HDR”.

Dlaczego Gigabyte M27Q2 QD to sprzęt stworzony do grania?

Jeśli z kolei idzie o granie, to 200 Hz to ewidentnie zauważalny poziom względem nie tylko 90-, ale też 144 Hz. W dynamicznych grach FPS czy wyścigowych różnica jest zauważalna, bo animacja staje się jeszcze płynniejsza, a śledzenie ruchu bardziej precyzyjne. O jakość dba też G-Sync Compatible, a więc funkcja wsparcia dla zmiennej częstotliwości odświeżania (VRR) przy współpracy z kartami NVIDIA. Naturalnie właściciele kart Radeon również z tego efektu skorzystają, a to za sprawą kompatybilności z FreeSync. Dzięki temu redukowane są mikroprzycięcia, a zjawisko tearingu jest eliminowane.

Gigabyte dorzuca też szereg funkcji gamingowych:

  • Tactical Switch 2.0, czyli szybkie przełączanie rozdzielczości i wielkości aktywnego ekranu
  • Smart OD w formie automatyczna regulacji overdrive w zależności od odświeżania
  • Aim Stabilizer Sync – połączenie stabilizacji obrazu z VRR
  • Night Vision – rozjaśnianie cieni
  • Game Assist – celowniki, timery

Smart OD to szczególnie ciekawa funkcja, bo to ona dynamicznie dostosowuje poziom overdrive, a więc działającej w tle funkcji ograniczającej smużenie. Dzięki temu ta funkcja nie generuje nadmiernych artefaktów, a w monitorach o tak wysokim odświeżaniu to realna przewaga nad prostymi trybami Fast/Faster/Fastest.

Do czego ten monitor nadaje się najlepiej?

Gigabyte M27Q2 QD najłatwiej zrozumieć jako monitor do 1440p, który ma być jednocześnie szybki i “kolorowy”, ale bez wchodzenia w świat OLED-ów i Mini LED. Jeśli grasz w tytuły e-sportowe, gdzie liczba klatek potrafi realnie dobić do 200+, to 200 Hz (a po OC 210 Hz) jest czymś, co zauważa się od razu. Obraz jest wyraźnie bardziej “spójny” w ruchu niż na typowych 144 Hz, a w grach, w których liczy się śledzenie celu i przewidywalność animacji, taki zapas odświeżania działa po prostu na Twoją korzyść. Do tego dochodzi VRR, czyli G-Sync Compatible oraz wsparcie dla FreeSync, więc nawet gdy FPS skacze, tearing przestaje być problemem, a mikroprzycięcia są mniej irytujące.

Druga grupa odbiorców to osoby, które poza graniem spędzają sporo czasu w aplikacjach kreatywnych lub po prostu lubią, gdy obraz ma “życie”. Quantum Dot i szeroki gamut robią tu swoje: gry, filmy i zdjęcia wyglądają bardziej soczyście niż na klasycznych IPS-ach, które często sprawiają wrażenie, jakby ktoś lekko przykręcił nasycenie. Jednocześnie M27Q2 QD nie próbuje udawać monitora stricte do HDR – DisplayHDR 400 jest dodatkiem, który potrafi poprawić odbiór w wybranych scenach, ale nie zmieni fizyki IPS-a w zakresie czerni. Jeśli chcesz przede wszystkim efektu “wow” w mroku i kontrastu, to ta półka technologiczna jest gdzie indziej.

Czytaj też: Monitor do pracy i gier: 60, 120 czy 240 Hz? IPS, VA, OLED? Wybierz mądrze! 

Wreszcie są też scenariusze bardziej “biurkowe”. USB-C z Power Delivery, hub USB i KVM sprawiają, że ten monitor da się sensownie wpiąć w stanowisko hybrydowe, gdzie raz pracujesz na laptopie, a raz na pececie. Nie jest to “stacja dokująca”, która zastąpi wszystko, ale ogranicza liczbę kabli i ułatwia życie, jeśli masz na biurku dwa źródła obrazu i jedną klawiaturę oraz myszkę. Do tego dochodzi pełna ergonomia podstawy (wysokość, pivot i obrót) więc łatwiej dopasować ekran do siebie bez kombinowania z podkładkami. Cena za taką przyjemność? Całe 999 złotych.

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.
Specjalizacje
MilitariaRecenzje sprzętuRowerySamochodyGry wideoGry planszowe