Hyundai celuje w broń, której praktycznie nie da się zatrzymać. Termin już padł

W Azji Wschodniej coraz trudniej mówić o “lokalnym” wyścigu zbrojeń. Chiny rozbudowują arsenał, Korea Północna regularnie testuje kolejne pociski, Japonia inwestuje w nowe warstwy obrony, a Korea Południowa od dawna wie, że w takim otoczeniu samo reagowanie na ruchy sąsiadów przestaje wystarczać. Dziś nie chodzi już wyłącznie o liczbę wyrzutni, lecz o to, kto potrafi skrócić czas reakcji przeciwnika niemal do zera.
...

Ogłoszona właśnie informacja o hipersonicznym programie Hyundai Rotem nie jest tylko efektowną ciekawostką z pogranicza przemysłu i wojskowości. Jest to bardziej sygnał, że oto właśnie Korea Południowa chce wejść głębiej w segment broni, która ma nie tylko lecieć bardzo szybko, ale też manewrować podczas lotu do celu w taki sposób, by obrona przeciwrakietowa miała z nią znacznie większy problem niż z klasycznym pociskiem balistycznym. Oczywiście za projektem nie stoi “ten sam Hyundai od samochodów”, tylko Hyundai Rotem, a więc spółka z grupy Hyundai Motor Group działająca w obszarach kolei i obronności, znana między innymi z rozwiązań kolejowych oraz systemów lądowych, a w tym czołgu K2.

Nie chodzi tylko o prędkość. Broń hipersoniczna jest nieprzewidywalna

Broń hipersoniczna jest zwykle definiowana jako zdolna do lotu z prędkością co najmniej Mach 5, czyli w prostym przeliczeniu to około 6120 km/h. Różnica względem “zwykłej” bardzo szybkiej rakiety nie sprowadza się jednak wyłącznie do rozwijanej prędkości. Taka broń ma lecieć niżej niż klasyczne głowice balistyczne, pozostawać mocno manewrowa podczas lotu i przez to być znacznie trudniejsza do przewidywania i finalnie przechwycenia.

Czytaj też: Technologia inspirowana drapieżnikiem nową bronią w walce manewrowej

Grafika wygenerowana z użyciem SI

Takie połączenie wysokości, toru lotu i zdolności do zmiany kursu robi z niej tak kłopotliwy cel, bo w praktyce oznacza to bardzo prostą zmianę logiki pola walki. Im mniej przewidywalna trajektoria i im mniej czasu pozostaje na reakcję, tym większa presja jest wywierane przez atakującego na systemy wczesnego ostrzegania, dowodzenie i samą warstwę obronną. Dlatego państwa rozwijające takie systemy nie kupują wyłącznie prędkości. Kupują też chaos po drugiej stronie.

Hyundai Rotem i HyCore, czyli południowokoreański przepis na broń hipersoniczną

Najważniejszy konkret jest taki, że Hyundai Rotem i państwowa Agency for Defense Development rozwijają od 2018 roku demonstrator nazwany HyCore. Korea Times i Pulse podają, że w teście z 2024 roku system przekroczył Mach 6, czyli około 7340 km/h, na wysokości 23 km. Według tych samych doniesień wewnętrzna ocena programu wskazuje, że przy utrzymaniu obecnego tempa prac pełnoskalowa produkcja mogłaby ruszyć około 2035 roku.

Czytaj też: 1600 ton i akumulatory litowo-jonowe. Włosi budują okręt podwodny nowej generacji

Jeszcze ciekawszy od samej prędkości jest opis napędu. Koreańskie media piszą, że HyCore ma wykorzystywać tlen z górnych warstw atmosfery do podtrzymywania spalania podczas lotu. Stanowi to ważny trop samego działania, bo z takiego opisu można wnioskować, że Korea Południowa idzie raczej w stronę pocisku manewrującego z napędem typu air-breathing niż klasycznego hipersonicznego pocisku szybującego HGV.

Są to systemy, które po wstępnym rozpędzeniu rakietowym przechodzą na napęd ramjet albo scramjet. Przewidywany pułap lotu dla takich HCM-ów to około 19-31 km, a więc test HyCore na 23 km bardzo dobrze mieści się w tym przedziale.

Opracowanie sensownej broni hipersonicznej to ogromne wyzwanie

Udany demonstrator technologii, a udana broń to nie to samo. Przy broni hipersonicznej problemem są nie tylko koszty i harmonogramy, ale również materiały odporne na bardzo wysokie temperatury, niezawodność napędu, bezpieczeństwo sterowania i ograniczona infrastruktura testowa. Zewnętrzna powierzchnia pojazdu hipersonicznego może nagrzewać się do ponad 1093°C, więc jest to poziom, przy którym kończą się proste opowieści o “szybkim pocisku”, a zaczyna bardzo droga inżynieria i materiałoznawstwo.

Czytaj też: Nowy pocisk Rosji był wielką zagadką. Nowe informacje zrzuciły tajemniczą otoczkę z Izdielije 30

To właśnie dlatego cel na 2035 rok wygląda jednocześnie ambitnie, ale też wygodnie dla Koreańczyków. Ambitnie, bo wymaga dojścia od demonstratora do powtarzalnej, wojskowo użytecznej konstrukcji. Wygodnie, bo daje dekadę na rozwiązywanie problemów z napędem, naprowadzaniem, osłoną termiczną, integracją z wyrzutniami i całym łańcuchem logistycznym. Z perspektywy politycznej to świetny horyzont, ale z perspektywy technicznej – dopiero początek najtrudniejszej części drogi.

Źródła: Korea Times, GAO

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.
Specjalizacje
MilitariaRecenzje sprzętuRowerySamochodyGry wideoGry planszowe