Nowy pocisk Rosji był wielką zagadką. Nowe informacje zrzuciły tajemniczą otoczkę z Izdielije 30

Nazwa Izdielije 30 przez długi czas budziła wiele pytań i sama zresztą brzmiała jak jedna wielka tajemnica. Zwłaszcza przez fakt, że Rosjanie używają jej w dwóch różnych sektorach wojskowych. Na początku marca 2026 ten stan rzeczy uległ zmianie, bo wreszcie dowiedzieliśmy się praktycznie wszystkich szczegółów na temat tego wyjątkowego pocisku.
...

“Izdielije” to po rosyjsku po prostu “wyrób” albo “produkt”, więc w obiegu spotykamy też zapis “Produkt 30”. To ważne rozróżnienie, bo “Izdielije 30” bywa mylone z oznaczeniem silnika rozwijanego dla myśliwca Su-57, a w tym przypadku mówimy o lotniczym pocisku manewrującym odpalanym z samolotu podczas lotu. Czym dokładnie się on wyróżnia? Odpowiedź na to znajdziemy poniżej.

Co wiemy o rosyjskim pocisku “Izdielije 30”?

Najbardziej podstawowy zestaw parametrów wygląda następująco: masa głowicy bojowej wynosi 800 kg, rozpiętość skrzydeł sięga 3 metrom, średnica kadłuba 580 mm, prędkość lotu dobija 720 km/h, pułap lotu zamyka się w przedziale 200-2000 metrów, a zasięg imponuje swoimi “przynajmniej 1500 kilometrami”. Te liczby jednoznacznie wskazują na zaawansowanie Izdielije 30, który nie jest byle pociskiem odpalanym z powietrza.

Czytaj też: Potężne wzmocnienie chińskich czołgów. Zdjęcia mówią same za siebie

Prędkość lotu na poziomie 720 km/h oznacza profil poddźwiękowy, a pułap rzędu 200-2000 metrów sugeruje lot na małej wysokości, który jest typowy dla pocisków, które mają komplikować w ten sposób wykrycie zagrożenia i tym samym skracać czas reakcji obrony. Zasięg na poziomie minimum 1500 km pozwala odpalać taki pocisk z dużego dystansu i to zwykle bez wchodzenia nosiciela w obszary, gdzie ryzyko przechwycenia przez obronę przeciwlotniczą rośnie gwałtownie.

Czytaj też: Najbardziej niepokojąca zmiana wojny nie ma silnika ani skrzydeł. Ma za to sztuczną inteligencję

Głowica o masie 800 kg to kolejny punkt, który od razu zmienia interpretację roli tej broni. Część starszych rosyjskich pocisków manewrujących w wersjach konwencjonalnych była kojarzona z głowicami rzędu kilkuset kilogramów, a tutaj mamy konfigurację nastawioną na ciężkie uderzenia w cele “twarde”, a więc energetykę, węzły transportowe, duże obiekty przemysłowe. Równocześnie trzeba uczciwie dopowiedzieć, że sama masa głowicy nie mówi wszystkiego o skuteczności, bo liczy się też typ ładunku, zapalnik, profil ataku i to, czy pocisk ma dość energii i precyzji, żeby wykorzystać ten potencjał.

Szczegóły zdradzają wiele o Izdielije 30

W analizach pojawia się m.in. wątek podobieństw do komponentów używanych w pociskach rodziny Ch-35U, a także kompatybilności z rozwiązaniami podwieszeń kojarzonymi z pociskami odpalanymi przez bombowce strategiczne. Takie ujednolicenie przemysłowe nie tylko skraca drogę do wdrożenia, ale też zabezpiecza łańcuch dostaw i obniża całościową cenę. To zresztą dobrze pasuje do tego, co widać w opisie modułów na stronie poświęconej temu pociskowi. Wprost wymieniono na niej m.in. turbinowy silnik dwuprzepływowy “Izdeliye 64R” (z przypisanym producentem), elementy układu pneumatycznego składania skrzydeł, zespół dozowania paliwa czy bloki związane z podwieszeniem pod nosicielem. Zestawienie komponentów wskazuje z kolei na obecność elementów produkcji m.in. amerykańskiej, szwajcarskiej, holenderskiej i chińskiej, co pokazuje, że problem respektowania embargo nadal istnieje.

Osobny rozdział to nawigacja i odporność na zakłócenia. W publicznych opisach przewija się układ, w którym odbiornik sygnału satelitarnego z cyfrową anteną “Kometa-M12” działa w parze z osobnym blokiem odbiorczo-obliczeniowym opartym o rodzinę NAVIS NR9, spiętym przez blok sprzęgający. To akurat brzmi jak konkretna architektura modułowa, w której odbiór sygnału, przetwarzanie i integracja są rozdzielone, co ułatwia wymianę elementów i rozwój kolejnych wersji bez przebudowy całości. Takie podejście jest logiczną odpowiedzią na środowisko, w którym zakłócanie GNSS stało się normą, a nie wyjątkiem.

Czytaj też: Niemcy wypuścili w teren rój wojskowych cyborg-owadów. NATO już za to płaci

Kiedy ten pocisk pojawił się w użyciu operacyjnym? W relacjach opartych o analizę szczątków i późniejsze publikacje mówi się o pierwszych odnotowanych wykorzystaniach pod koniec 2025 roku w trwającej za naszą granicą wojnie. Jest to ważne, bo sugeruje, że nie rozmawiamy o demonstratorze, a o systemie uzbrojenia, który wszedł do arsenału i może teraz pojawiać się w użytku częściej. Zwłaszcza jeśli założeniem było stworzenie broni prostszej i łatwiejszej do produkcji niż droższe, bardziej złożone konstrukcje wcześniejszej generacji.

Źródła: War & Sanctions, Aviation Week, The War Zone, Defence Blog

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.
Specjalizacje
MilitariaRecenzje sprzętuRowerySamochodyGry wideoGry planszowe