
MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL to nie kolejny “ładny ultrabook z NPU”, tylko konwertowalny 16-calowy komputer 2 w 1, w którym NPU nie jest byle prostym ozdobnikiem. Dostajemy bowiem do 50 TOPS mocy obliczeniowej dedykowanej właśnie dla zadań związanych ze sztuczną inteligencją. Ten model ma jeszcze jeden atut, który w tej klasie potrafi zdominować cały odbiór urządzenia: ekran. I to nie byle jaki, bo mówimy o 16-calowym wyświetlaczu OLED 2.8K 120 Hz z pełnym DCI-P3, certyfikatem VESA DisplayHDR True Black 600 i obsługą dotyku oraz rysika MSI Nano Pen. To już nie jest “laptop do biura”, tylko narzędzie, które ma sens także w pracy kreatywnej, w notowaniu i w trybie tabletowym.




Wyposażenie i wyjątkowość 2w1 MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL
MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL dociera do nas we wręcz “biznesowym” pudełku, które jednoznacznie potwierdza, z jakim sprzętem mamy do czynienia. Wyposażenie? Ładowarka o mocy 65 watów ze zintegrowanym przewodem USB-C oraz rysik MSI Nano Pen z dwoma przyciskami, pinami ładującymi oraz diodą funkcyjną. Ten nie jest ot byle dodatkiem “do szuflady”, a elementem, którego możemy “schować” w spodnią część laptopa i nie martwić się, że wypadnie przy pierwszym lepszym uderzeniu. Jest to bardzo dobre podejście, bo z jednej strony rysik mamy ciągle pod ręką, a on sam pozostaje w ciągłej gotowości.







MSI chwali się też zintegrowaną w rysiku funkcją aktywacji asystenta głosowego Copilot po naciśnięciu obu przycisków jednocześnie. Osobiście jednak nie jestem tego fanem, bo po prostu nie korzystam z tego dodatku do Windowsa na co dzień. Sam rysik nie jest zresztą przydatny w codziennej pracy, jeśli nie bawicie się w szkicowanie czy pisanie notatek na ekranie, bo nawet w “trybie tabletu” Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL sprawdza się lepiej jako ot dotykowy ekran. Chyba że za wszelką cenę chcecie utrzymać wyświetlacz w idealnej czystości – wtedy rysik przydaje się za każdym razem.






Zamknijmy już zresztą temat “2w1” tego ultrabooka od MSI. Potencjał tego typu drzemie bezpośrednio w 360-stopniowym zawiasie, który pozwala przekręcić cały ekran aż do momentu stykania się jego górnej pokrywy ze spodem. Wtedy uzyskujemy coś w rodzaju “grubego tabletu”, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby ustawić Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL tak, aby opierał się na blacie na klawiaturze czy też w formie “odwróconej litery V”.

Wchodząc w szczegóły, klawiatura dezaktywuje się lub aktywuje po przekroczeniu obrotu ekranu ponad/poniżej 180 stopni, podczas gdy sam dotyk jest ciągle aktywny. Projektanci zadbali o to, aby cała ta hybrydowość ultrabooka nie budziła wątpliwości co do wytrzymałości, bo jego klawisze wpuszczone na tyle, że nie wciskają się wszystkie po obróceniu do góry nogami. Bryła opiera się bowiem nie tylko na gumowych podkładkach, ale przede wszystkim na samej obudowie, która wygina się pod naciskiem, ale nie do niepokojącego stopnia, który może doprowadzić do wyłączenia/awarii sprzętu. Przynajmniej przy racjonalnym sposobie użytkowania, bo nawet mocniej stukając w klawiaturę z klawiszami o białym podświetleniu (mechanizm aktywacji jest ot dobry), nie poczujecie wspomnianego wyginania się.

Wątpliwości co do jakości nie budzi też przenoszenie laptopa po chwyceniu za jeden z rogów podstawy, a to wszystko dzięki zastosowaniu aluminium w kolorze Platinium Gray (ciemny szary), które dba też o niską wagę rzędu 1,66 kg. Nieźle, jak na 16-calowego ultrabooka o wielkości 357 x 253 x 11,9-13,9 mm, który doczekał się też certyfikacji MIL-STD-810H/G. W kwestii wykonania trudno się tak naprawdę do czegokolwiek przyczepić. Nawet sposób działania zawiasu jest wzorowy, bo liniowy w całym zakresie i na tyle “mocny”, że nawet w skrajnym wychyleniu nie ma miejsce moment, w którym “ekran sam opada”.
Diabeł tkwi w szczegółach
Szczegóły wykonania MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL też trzeba docenić. Obejmuje to łatwą w manipulacji fizyczną blokadę kamery z łatwą do dostrzeżenia czerwoną nakładką, czy twardą gumę w roli antypoślizgowych wstawek ciągnących się przez praktycznie całą długość spodu obudowy. Ten sam rodzaj gumy został również zastosowany na bokach i górnej krawędzi ekranu i służy po prostu do tego, aby wokół ekranu powstała szczelna i mocna “uszczelka”, która chroni sprzęt podczas podróży przed zbytnimi naciskami czy też okruszkami w torbie lub plecaku.




Na co dzień docenia się też łatwo wielki, a wręcz ogromny touchpad, który poza tradycyjną rolą, oferuje również kilka prostych gestów. Przykład? Przeciągając palcem w górę lub w dół przy lewej krawędzi, możemy regulować poziom głośności. Robiąc to samo po krawędzi prawej, regulujemy jasność ekranu, a dwa szybkie kliknięcia w prawy lub górny róg odpalają odpowiednio aplikację MSI Center 5 do zarządzania laptopem oraz kalkulator. Część tych gestów możemy dostosować właśnie z poziomu wspomnianej aplikacji, ale i tak MSI słusznie postarało się o typowe funkcje ukryte pod klawiszami F1-F12. Jest to o tyle ważne, że po dezaktywacji touchpada gesty naturalnie przestają działać.


W kwestii dostępnych portów również nie ma na co narzekać. Na prawej krawędzi znajdziemy dwa USB-A 3.2 Gen 1 w towarzystwie portu combo jack na urządzenia audio, a na prawej dwa Thunderbolt 4 z obsługą DisplayPort oraz Power Delivery 3.0 w towarzystwie HDMI 2.1. Innymi słowy, to idealne “minimum”, bo z jednej strony wepniemy cały zestaw peryferiów do tej pierwszej gromadki, a zasilanie, monitor oraz dysk zewnętrzny do drugiej. Czego z kolei brakuje? Przede wszystkim czytnika kart SD.



Szkoda tylko, że na co dzień nie mamy dostępu do dwóch USB-C, bo zwykle jeden musi być dedykowany zasilaniu, ale ten problem można obejść poprzez odpowiedni monitor z funkcją PowerDelivery właśnie. Samo biurko nie będzie wprawdzie idealnie wyglądać z tymi wszystkimi przewodami wychodzącymi “na boki”, ale jeśli przeszkadza wam ten brak portów na tylnej krawędzi, to polecam wyposażyć się w przewody z końcówkami obróconymi o 90 stopni, które pomagają w okiełznaniu bałaganu na biurku.
Dobre audio i kamera, która “patrzy”
W kwestii wideokonferencji możecie liczyć na kamerę przednią o rozdzielczości Full HD z podczerwienią, HDR, a nawet techniki odszumiania 3DNR+. Zestaw domyka zestaw trzech mikrofonów współpracujących ze sobą (Spatial Array). Za nagłośnienie odpowiada z kolei zestaw nie tylko dwóch typowych 2-watowych głośników, ale też wspierające brzmienie dwa głośniki niskotonowe (woofery) o tej samej mocy. Nie jest to sztuka dla sztuki, bo lepsze brzmienie Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL – Copilot+ PC po prostu łatwo usłyszeć, porównując je do typowych laptopów czy monitorów z wbudowanymi głośnikami. Ma to jednak swoją konsekwencję – na obudowę przenoszą się drgania, co czuć zwłaszcza w trybie tabletu, czyli kiedy trzymamy ten sprzęt w rękach.

W codziennej pracy MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL pokazuje, że rzeczywiście jest świadomy swojego otoczenia. Pozostawiając kamerę odblokowaną i obracając głowę w bok na dłuższy moment, ekran automatycznie obniża swoją jasność, a kiedy odejdziemy od niego, to automatycznie się zablokuje, aby “powrócić do żywych” po wykryciu naszej obecności. Działa to zaskakująco dobrze i sprawdza się idealnie zwłaszcza po połączeniu z odblokowywaniem komputera twarzą (Windows Hello), choć naturalnie mamy też dostęp do czytnika linii papilarnych, który znalazł się bezpośrednio w przycisku on/off umiejscowionym w prawym górnym rogu klawiatury (między print-screen a delete).
Ekran OLED, 120 Hz i rysik, czyli zestaw, który robi różnicę
Chociaż ten ultrabook od MSI jest cienki, to tego samego nie można powiedzieć o belkach wyświetlacza. Na spodzie znalazł się bowiem aż 2-cm czarny pas, a na górze dwa razy chudszy, bo mierzący około 9 mm, ale na szczęście te boczne są niewielkie (około 5 mm). Między nimi znalazł się jednak pewnego rodzaju klejnot tego modelu, bo 16-calowy panel OLED o rozdzielczości 2.8K (2880 x 1800) o odświeżaniu rzędu 120 Hz z pokryciem 100% DCI-P3 i certyfikatem VESA DisplayHDR True Black 600. Do tego dochodzą certyfikaty SGS dla niskiego światła niebieskiego oraz braku migotania, plus dotyk i dobre wsparcie rysika (tabletu graficznego z tego nie zrobicie, ale do notatek nadaje się w sam raz).

Zastosowanie panelu OLED to niejako gwarancja świetnej jakości, bo możemy liczyć na perfekcyjną czerń, bardzo wysoki kontrast, nasycone, ale nieprzesadzone kolory czy też świetną czytelność treści multimedialnych. Co z kolei mówi test panelu z wykorzystaniem kolorymetru SpyderX Elite?





Pomiary wykazują przede wszystkim to, że nie jest to “OLED na pokaz”. Krzywa tonalna praktycznie pokrywa się z referencyjną gammą 2,2, więc obraz nie ma tendencji do rozjaśniania cieni ani do sztucznego przyciemniania półtonów. Zarówno filmy, jak i typowe programy w tradycyjnym formacie SDR wyglądają tak, jak powinny i bez wrażenia, że panel próbuje coś “poprawiać” na siłę. Do tego dochodzi stabilna skala szarości z bielą blisko D65 – w większości zakresu jest to około 6350-6450 K, czyli bez typowej, zimnej dominanty, która potrafi zmęczyć w dłuższej pracy.


Równie ważna jest też wysoka jasność, bo przy 100% suwaka panel osiąga około 402,6 nitów, a przy 75% około 212,6 nitów, co jest dalekie do typowo biurowego poziomu 200-300 nitów. Jednorodność to kolejny punkt, który wypada lepiej, niż sugerowałaby sama klasa urządzenia. Różnice jasności w siatce pomiarowej mieszczą się w granicach kilku procent, a odchyłki barwne są na tyle małe, że nie ma mowy o “plamach” czy innej kolorystycznej loterii na białych tłach. Najciekawsze jest jednak to, że MSI daje użyteczne tryby przestrzeni barw. sRGB jest wyraźnie ograniczony pod treści internetowe i nieprzesadny w nasyceniu, P3 daje największą “soczystość” w materiałach wideo, a wypadający najlepiej całościowo AdobeRGB nadaje się do bardziej świadomej pracy z kolorami.


Wadą ekranu jest z kolei jego połyskliwa natura, która odbija ostre światło i sprawia, że korzystanie z MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL przy słonecznej pogodzie jest po prostu utrudnione. Problem odczują również osoby w pomieszczeniach z ostrymi źródłami światła, które “padają” bezpośrednio na ekran.


Specyfikacja MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL
MSI ewidentnie nie próbowało balansować w Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL między wersją “dla każdego” i “dla entuzjastów”. Producent postawił na nowoczesny procesor centralny Intel Core Ultra 9 386H, 32 GB LPDDR5x wlutowane na płycie oraz 2 TB dysk SSD M.2 na PCIe Gen4. Dedykowanej karty graficznej tutaj nie uświadczymy, a to jednoznacznie wskazuje, że jest to maszyna do mobilnej pracy, tworzenia i wielozadaniowości, ale już nie pod cokolwiek, co wymaga wydajnego procesora graficznego, którego rolę pełni tutaj iGPU wbudowane w sam procesor centralny. A jeśli już o nim mowa…
Czytaj też: Jak włączyć profil XMP lub EXPO w BIOS? Pokazujemy na przykładzie płyty ASRock, Asus, Gigabyte i MSI


Procesor Intel Core Ultra 9 386H jeszcze pachnie nowością, bo zadebiutował w styczniu 2026 roku. Jego produkcją zajmuje się głównie Intel, wykorzystując swój 3-nm proces produkcyjny do głównych układów, a wcześniej słyszeliśmy o nim, kiedy ukrywał się jeszcze pod nazwą Panther Lake. Ten procesor oferuje 16 rdzeni w układzie 4P + 8E + 4 Low Power E, co przekłada się na łącznie 16 wątków (połowa z nich pochodzi z czterech Performance wspierających wielowątkowość). Podczas gdy rdzenie P rozkręcają się od 2,1 do 4,9 GHz, te energooszczędne ograniczają się do zakresu 1,6-3,7 GHz, a te ultra energooszczędne do 0,1-3,5 GHz.

Innymi słowy, z jednej strony mamy obietnicę wysokiej wydajności “na zawołanie”, a z drugiej wysokiej efektywności energetycznej. Stąd właśnie TDP na podstawowym poziomie rzędu 25 watów oraz maksymalna moc wyznaczona na zakres 65-80 watów. Poza tym w Intel Core Ultra 9 386H znajduje się również zintegrowany procesor do sztucznej inteligencji (NPU) o wydajności do 50 TOPS (jego wykorzystanie oczywiście wymaga konkretnych zastosowań AI – np. efektów kamery) oraz Intel Xe3, w formie iGPU, czyli zintegrowanego procesora graficznego. To układ, który poradzi sobie z multimediami, lekką obróbką wideo, prostszymi projektami 3D czy mniej zaawansowanymi grami, ale nie zastąpi dedykowanego GPU w renderingu czy zaawansowanej pracy 3D.

Specyfikację domyka 32 GB pamięci LPDDR5x o 8533 MT/s, która jest wlutowana na stałe do płyty, co oznacza, że to maksymalny poziom pamięci operacyjnej, na którego możecie liczyć i nigdy tego nie zmienicie. Jednak przy takiej pojemności trudno dziś mówić o wąskim gardle. To ilość RAM-u, która daje dziś komfort na lata w niewyspecjalizowanych zastosowaniach półprofesjonalnych i pozwala uniknąć sytuacji, w której system zaczyna agresywnie korzystać z pliku stronicowania. Kilkadziesiąt stron w przeglądarce, wideokonferencja, silnik Unity oraz edytor kodu w tle, to dla 32 GB pamięci RAM żaden problem.

Magazyn danych to z kolei solidny dysk SSD o pojemności 2 terabajtów w formie nośnika na M.2 obsługującego połączenie PCIe 4.0. Chociaż jest szybki i trudno mu cokolwiek zarzucić, to niestety okupuje jedyne dostępne złącze na dysk, co obok pamięci RAM dorzuca kolejny problem w razie chęci rozbudowania laptopa, bo jeśli kiedyś zabraknie przestrzeni, wymiana oznacza migrację całego systemu. Musimy jednak pamiętać, że całe 2 TB wolnej przestrzeni to i tak sporo (zwłaszcza że to nie maszyna do grania w gry ważące ponad 100 GB), a obecność Thunderbolt 4 gwarantuje, że odpowiedni dysk zewnętrzny nigdy nie zawiedzie wydajnością.

Na poziomie łączności i sensorów również widać, że to sprzęt zaprojektowany pod mobilność i tryb 2w1. Karta sieciowa Intel Killer Wi-Fi 7 BE1775 oraz Bluetooth w wersji 6.0 zapewniają gwarancję przyszłościowego sprzętu, a zestaw czujników (czujnik światła, żyroskop, akcelerometr, magnetometr, czytnik linii papilarnych oraz Adaptive Color Sensor) wspiera zarówno automatyczne dopasowanie obrazu, jak i funkcje związane z bezpieczeństwem oraz pracą w trybie tabletu.

Na papierze ma przełożyć się to na bardzo dobrą responsywność systemu przy pracy biurowej, edycji grafiki, obróbce zdjęć czy montażu wideo w rozdzielczościach, które nie wymagają dedykowanej karty graficznej. To ewidentnie nie jest konfiguracja do grania w najnowsze AAA na wysokich detalach, ale wszędzie tam, gdzie wydajna karta graficzna nie jest potrzebna, MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL sprawdzi się wzorowo.
Wydajność MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL w praktyce
Przywykłem już do tego, że ultrabooki rozczarowują mnie swoją wydajnością, kiedy do gry wchodzą jakiekolwiek poważniejsze zadania. Przeglądarka, arkusze kalkulacyjne, dokumenty czy proste gierki lub projekty? Z tymi rzeczami takie mobilne sprzęty radziły sobie zawsze świetnie, ale kiedy odpalało się np. taki silnik do tworzenia gier pokroju Unity, czy (o zgrozo) Unreal Engine w byle prostej gierce, to na wysoką płynność nie było co liczyć. Zwłaszcza po odpięciu od zasilania, bo wtedy taki sprzęt zawsze dławi swój procesor do stopnia, w którym byle odświeżenie projektu po zmianie kodu zajmuje zbyt długo, żeby praca miała w ogóle sens.








Od kilku lat to jednak ulega zmianie i ten sprzęt MSI jest tego świetnym przykładem, że ten stan rzeczy zmierza w dobrym kierunku, a to dzięki połączeniu wydajnego procesora z pamięcią dynamiczną. Świetnym świadectwem tego była możliwość pracy niezmąconej długim oczekiwaniem w silniku Unity z kilkunastoma odpalonymi kartami przeglądarki w tle. Rekompilacja przebiega szybko bez względu na tryb zasilania (warto jednak ustawić tryb wydajności na Performance w MSI Center 5) i jedynie robienie tak zwanego “builda” potrafi doprowadzić do dłuższej “czkawki” na ostatnich jego etapach. Jak dla mnie, jest to idealny wyznacznik możliwości sprzętu.

Jeśli idzie o kulturę pracy, to również ciężko narzekać na to, jak “wyją” dwa wentylatory w tym ultrabooku, bo maksymalny odnotowany przeze mnie hałas wyniósł 44 dBa, czyli o dobre kilkanaście dBa mniej od tego, jak głośno potrafią zachowywać się laptopy stricte gamingowe. Nie oznacza to jednak, że MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL się nie grzeje – wręcz przeciwnie. Wystarczy przeglądarka, aby procesor dobijał okazjonalnie do temperatury rzędu 95-98 stopni Celsjusza i utrzymywał się średnio na poziomie 50-60 stopni, co w przypadku bardziej wymagającej pracy zwiększa temperatury do odpowiednio 99-100 i średnio ponad 70 stopni.



Powyżej możecie obejrzeć różnicę w działaniu laptopa między dwoma trybami (równowaga i wydajność) w tym samym scenariuszu. Wynik? Rośnie nie tylko zużywana przez system energia (30 vs 43 W), ale też średnia temperatura procesora (77 vs 85 stopni Celsjusza) oraz naturalnie wydajność, co widać po przeciętnych zegarach (2443 vs 3617 MHz). Różnica wydajności między tymi trybami jest odczuwalna, ale nie kolosalna… co innego w kwestii hałasu, bo tryb Performance regularnie doprowadza wentylatory do wzmożonej pracy, a tryb równowagi pozwala o nich praktycznie zapomnieć.



Niezależnie jednak od trybu pracy, obudowa laptopa (górne rejony) rozgrzewają się po dłuższym czasie do nieprzyjemnego poziomu, co czuć przede wszystkim w trybie tabletu oraz przy utrzymywaniu laptopa na kolanach. Jest to spowodowane wylotami gorącego powietrza umiejscowionymi na tyle podstawy. Laptop nigdy jednak nie uległ awarii przez wysoką temperaturę i tylko raz miało miejsce “zablokowanie” się wentylatorów na maksymalnej prędkości 6486 obrotów na minutę, wymuszając restart systemu.
Wytrzymałość na jednym ładowaniu w Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL
Niestety MSI postanowiło przyoszczędzić na ładowarce/zasilaczu, co odbija się na zastosowanym 81-Wh akumulatorze. W zestawie znajdziemy 65-watowy sprzęt, który z pozoru wydaje się wystarczający, ale pod obciążeniem laptop ten wykorzystuje grubo powyżej 65 watów właśnie. Poniżej możecie podejrzeć, że cały system (bez wyświetlacza) jest w stanie pożreć w skrajnych przypadkach prawie 77 watów, więc mimo ciągłego zasilania, może sięgać po energię zgromadzoną w akumulatorze.

To oczywiście sytuacje specyficzne, bo momenty, w których np. gramy lub wykorzystujemy pełnię mocy procesora, a wyświetlacz pozostawiamy na poziomie 100% jasności, ale nie są rzadkością, co w pewnym sensie przekreśla 65-watową ładowarkę. Zwłaszcza wtedy, kiedy zależy wam na bardziej dynamicznym cyklu pracy, w którym pracujecie na akumulatorze do rozładowania, następnie szukacie wolnego gniazdka, podłączacie ładowarkę i dalej pracujecie, a nie tylko czekacie na przerwie, aż akumulator dobije do sensownego poziomu. W takim cyklu najlepiej wybrać inną ładowarkę, bo na całe szczęście obecność portu Thunderbolt 4 pozwala na zasilanie mocą do 100 watów.

Problem z 65-watową ładowarką widać jak na dłoni w testach procesu ładowania. Korzystanie z 65-watowej ładowarki wymaga 65 minut oczekiwania na dobicie do 80%, podczas gdy skorzystanie ze 100-watowej ładowarki zbija ten czas o około kwadrans. Proces ładowania przez jedyne 20 minut wygląda już jednak mniej imponująco, bo różnica naładowania wynosi 5% (35% vs 30%). Tyczy się to laptopa pozostawionego samemu sobie, dzięki czemu ładowarka skupia się wyłącznie na akumulatorze. Kiedy jednak będziecie go obciążać, to 100-watowa ładowarka znacząco przyspieszy proces ładowania dzięki właśnie 35-watowemu “dodatkowi”, który jest zwykle pożytkowany na utrzymanie Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL “na chodzie” przy lżejszych zadaniach.


Sama energooszczędność sprzętu w połączeniu z 81-Wh akumulatorem robi wrażenie i to nawet pomimo tego, że mamy tutaj 16-calowy i 120-Hz wyświetlacz o wysokiej rozdzielczości. Dwugodzinny seans filmu z włączoną przeglądarką w tle przy 80-procentowej jasności ekranu doprowadza do spadku poziomu naładowania o około 15%, opracowywanie prostej gry 2D w silniku Unity zbija naładowanie o około 30% w trybie wydajności, a wykorzystywanie sprzętu w pełni (100% jasność, najwyższy tryb zasilania, ciągła rekompilacja i testy gry) pozwala na niczym niezmąconą pracę przez jakieś trzy godziny. Test Modern Office w PCMark 10 na 80% jasności wskazał z kolei aż 12,5-godzinną wytrzymałość na jednym ładowaniu.

Innymi słowy, jeśli wyposażycie się w powerbank o pojemności 99 Wh i postaracie się o ustawienie niższej jasności oraz wydajności, to możecie mieć pewność, że nawet nie oszczędzając sprzętu, zdołacie przepracować na nim całe osiem godzin. Jeśli z kolei praca w dokumentach to maksimum, jakie rzucicie MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL, to obędzie się nawet bez powerbanka.
Monitor MSI PRO MP242L, czyli ergonomia grubymi nićmi szyta
Jeśli przy okazji poszukiwania laptopa macie też na celowniku nowy monitor, to możecie zainteresować się np. przystępnie wycenionym nideken MSI PRO MP242L. Nie jest to coś z górnej półki, a ot “nieco lepszy biurowy ekran” w postaci 23,8-calowego panelu IPS o rozdzielczości Full HD z matową powłoką anti-glare, jasnością na poziomie 250 nitów, kontrastem 1500:1, a do tego odświeżaniem rzędu 100 Hz z Adaptive-Sync w zakresie 48-100 Hz.




Wprawdzie producent stawia w tym modelu na dbałość o nasze oczy, bo zapewnia pakiet EyesErgo i MSI Eye Care z Anti-Flicker, ograniczeniem niebieskiego światła oraz funkcją Eye-Q Check, ale jednocześnie nie przewidział, że byle prosta podstawka to w dzisiejszym świecie za mało. Zerowa regulacja wysokości monitora wymaga inwestycji w zewnętrzne podstawki lub uchwyty VESA, więc nie jest to wybór idealny, ale “do zestawu od MSI” może nadać się w sam raz. Zwłaszcza że wtedy od razu zobaczycie, jak świetnym ekranem jest OLED na tle byle matrycy IPS o przeciętnej jasności.








Test MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL – podsumowanie
Jestem typowym “desktopowcem”, któremu mobilny sprzęt kojarzy się aktualnie głównie z handheldami, ale sprzęty pokroju MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL przypominają mi, że nie muszę siedzieć przez cały dzień w jednym miejscu, kiedy trzeba “nadrobić pracę”. Tego typu ultrabook może i nie ma powalającej wydajności graficznej, ale za to zaskakuje bogatym zestawem portów, mobilnym charakterem, procesorem oraz wytrzymałością akumulatora na jednym ładowaniu i to mimo jasnego, 16-calowego ekranu OLED.
Czytaj też: Test MSI MAG B850 TOMAHAWK WIFI. Ciekawa płyta główna AM5 w cenie poniżej 1000 zł



Musimy jednocześnie pamiętać o ograniczeniach MSI Prestige 16 Flip AI+ C3MTG-067PL, a więc braku dedykowanej karty graficznej, ograniczeniu do 32 GB pamięci operacyjnej bez opcji rozszerzenia, wyłącznie jednym slocie na dysk SSD czy całkowitym braku czytnika kart SD. Jest to tym samym sprzęt dla kogoś, kto nie potrzebuje wydajnej karty graficznej, a solidnego mobilnego sprzętu o wysokiej wydajności i efektywności energetycznej. Nie jest to oczywiście najbardziej kompaktowy sprzęt tego typu na rynku, ale jego wszechstronność i możliwości są sumarycznie godne uwagi.
