Na współczesnym polu walki widowiskowe systemy uzbrojenia przyciągają najwięcej uwagi. Rakiety, amunicja krążąca, drony FPV i kosztowne wozy bojowe budują obraz wojny, który dobrze wygląda na zdjęciach i jeszcze lepiej sprzedaje się w nagłówkach. Tyle że żadna z tych rzeczy nie działa długo bez paliwa, części, amunicji i medykamentów dowiezionych dokładnie tam, gdzie trzeba. Właśnie ten ostatni odcinek logistyki staje się dziś jednym z najtrudniejszych elementów całej układanki pod tytułem “wojowanie”, bo przeciwnik coraz skuteczniej obserwuje zaplecze, zakłóca łączność, atakuje trasy dostaw i próbuje odciąć jednostki od zaopatrzenia.

Dlatego informacja o polskim projekcie KURIER zasłużyła na uwagę nie tylko polskich, ale też zagranicznych mediów. Nie chodzi bowiem o kolejnego drona, który “też może coś przewieźć”, ale o próbę wejścia w segment bezzałogowej logistyki powietrznej dla działań w środowisku zakłócanym, czyli dokładnie tam, gdzie zwykły transport staje się powolny, ryzykowny albo zwyczajnie niemożliwy. Właśnie w tym miejscu kończy się łatwy entuzjazm, a zaczyna ciekawsza analiza, bo KURIER wygląda ambitnie, ale równie wyraźnie pokazuje, jak długa droga prowadzi od demonstratora technologii do sprzętu, który wojsko naprawdę zechce kupić.
KURIER nie jest małym dronem. To już poważna platforma
Według świeżo opublikowanych materiałów branżowych KURIER to bezzałogowy śmigłowiec klasy 600 kg, zdolny do przenoszenia ponad 200 kg ładunku. Ma osiągać do 180 km/h, utrzymywać się w powietrzu od 3 do 10 godzin zależnie od konfiguracji i działać na pułapie do 4000 metrów nad poziomem morza. Konstrukcja została pomyślana przede wszystkim jako narzędzie do zaopatrywania jednostek specjalnych operujących poza wygodnym zapleczem logistycznym, a w dodatku w środowisku, w którym GPS może być zakłócany, a przeciwnik prowadzi walkę radioelektroniczną.
Czytaj też: Polscy naukowcy dokonali czegoś wyjątkowego. Świat już o nich mówi

Samo to wystarcza, by nie traktować projektu jak kolejnej lekkiej maszyny do obserwacji. 200 kg ładunku oznacza już przestrzeń na amunicję, środki medyczne, części zamienne, sensory, a w niektórych scenariuszach także dostawy dla małych, rozproszonych grup operujących daleko od głównych sił. Taki pułap użyteczności ma znaczenie, bo w praktyce właśnie między małymi multirotorami a ciężkimi, bardzo drogimi platformami powstaje dziś luka, którą wiele armii stara się dopiero sensownie wypełnić. Dla porównania brytyjski Malloy T-150 ma maksymalny udźwig 68 kg, a ciężki Kaman K-MAX to już zupełnie inna liga z udźwigiem haka cargo do 2722 kg. KURIER ląduje więc pośrodku – wyraźnie ponad segmentem lekkiego zaopatrzenia, ale jeszcze daleko od ciężkiego latającego “muła”.
Owoc prac konsorcjum, który nie boi się braku GPS
KURIER nie narodził się jako samotny projekt jednego prywatnego podmiotu. W grę wchodzi konsorcjum złożone z IPPT PAN jako lidera oraz firm FusionCopter i FlyFocus. Projekt pod nazwą “Bezzałogowa Powietrzna Platforma Transportowa Wojsk Specjalnych (BPT WS) / KURIER” wystartował 13 lutego 2024 roku i był finansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach konkursu dotyczącego obronności i bezpieczeństwa państwa. Oficjalna wartość przedsięwzięcia wynosi 20825976 zł.
Czytaj też: Znów głośno o Polsce na świecie. Tym razem przez wojskowy sprzęt

Dron KURIER ma radzić sobie w środowisku zakłóconym, pozbawionym stabilnego GPS i nasyconym walką elektroniczną. Aktualnie jest to wręcz warunek konieczny dla każdego systemu, który ma mieć dziś wojskowy sens. NATO od lat podkreśla znaczenie nawigacji w środowiskach, gdzie sygnał satelitarny jest niedostępny, zakłócony albo fałszowany, a analizy konfliktu w Ukrainie tylko dobitniej pokazały, jak szybko autonomia i nawigacja niewymagająca działającego GPS przeszły z obszaru eksperymentów do pola pilnej potrzeby.
Czytaj też: Polska na ustach całego świata. Wojskowy dron ZEUS wzbił się w powietrze
Właśnie dlatego śmigłowiec bezzałogowy ma tu przewagę, której nie da się sprowadzić do samej tabeli parametrów. Tego typu platforma nie potrzebuje pasa startowego, może zawisnąć, podjąć lub odstawić ładunek w problematycznym punkcie, działać bliżej linii styku i ograniczać ryzyko dla załogi, której po prostu nie ma na pokładzie. Jest też lepiej dopasowana do scenariuszy rozproszonej logistyki, gdzie kilka małych grup operuje w trudnym terenie i nie może liczyć na klasyczny konwój. Z drugiej strony śmigłowiec jest konstrukcyjnie bardziej złożony, kosztowniejszy w utrzymaniu i zwykle mniej ekonomiczny niż wiele rozwiązań skrzydłowych. KURIER celuje więc w bardzo konkretną niszę, a nie w “zastąpienie wszystkiego”, a to akurat brzmi rozsądnie.
Polska zrobiła krok w dobrą stronę. Teraz zaczyna się trudniejsza część
KURIER jest jednym z tych projektów, które dobrze pokazują, że nowoczesna obronność to już nie tylko zakup ciężkiego uzbrojenia za granicą, ale też budowanie własnych kompetencji w obszarach, gdzie liczy się autonomia, oprogramowanie, odporność na zakłócenia i szybka iteracja. Sam fakt, że w Polsce powstał program średniej platformy logistycznej rozwijanej przez konsorcjum naukowo-przemysłowe, należy traktować poważnie. Jednocześnie byłoby błędem opisywać KURIER-a jak gotową odpowiedź na potrzeby pola walki. Na razie to mocny sygnał, że Polska chce wejść w segment bezzałogowej logistyki z czymś więcej niż lekkim dronem obserwacyjnym. Finalnie jednak zademonstrowany prototyp musi zamienić się w system zamawiany, wspierany i rozwijany z myślą o długim użytkowaniu, żeby móc w ogóle otrąbić sukces. Dopiero wtedy okaże się, czy KURIER jest początkiem nowej specjalizacji polskiej zbrojeniówki, czy tylko jednym z wielu interesujących pokazów z targów.
Źródła: Defence Blog, Armii Uczelnia Logistyki, Joint Forces News, Malloy Aeronautics, IPPT PAN

