W rowerowym świecie są problemy, które wracają co sezon, choć teoretycznie dawno powinny zostać rozwiązane. Jednym z nich jest napęd. Niby mówimy tylko o łańcuchu, rolkach i kilku kroplach smaru albo woskowej kąpieli, ale w praktyce właśnie tutaj spotykają się wygoda, trwałość, czystość i zwykła codzienna irytacja. Każdy, kto choć raz przenosił rower po mieszkaniu albo dotknął łańcucha po świeżym smarowaniu, wie doskonale, że temat wcale nie jest błahy.

Dlatego łatwo zrozumieć, czemu projekt taki jak CHA od razu przyciąga uwagę. Nie obiecuje mocniejszego roweru, szybszej jazdy ani cudownego zysku watów. Celuje w coś bardziej przyziemnego, ale dla wielu równie ważnego – napęd, który nie zamienia dłoni, skarpet i nogawek spodni w lepki dowód kontaktu z mechaniką. Brzmi rozsądnie, ale właśnie w takich momentach warto odsunąć na bok pierwsze wrażenie i sprawdzić, czy za wygodną obietnicą stoi coś więcej niż sprytnie opakowana ciekawostka.
Nie kolejna butelka ze smarem, tylko uchwyt z grafitem
CHA to niewielkie urządzenie zakładane na dolny odcinek łańcucha podczas postoju. W jego wnętrzu znajduje się wymienna kapsułka ze sprasowanym grafitem. Cała obsługa sprowadza się do przyłożenia uchwytu do łańcucha i zakręcenia korbą do tyłu. Według twórców w kilka sekund ogniwa mają pokryć się warstwą suchego środka smarnego, a to wszystko bez kapania, bez rozlewania i bez czekania, aż cokolwiek wyschnie. Całość ma być kieszonkowa, sucha w kontakcie i pozbawiona tłustego osadu, a sam projekt powstał w Hiszpanii i jest promowany jako rozwiązanie dla osób zmęczonych klasycznymi olejami.
Czytaj też: Ten rowerowy gadżet zgarnia nagrody, choć nie jest w sprzedaży. Czym więc zachwyca?

W tym wszystkim najważniejsze jest jednak to, że nie chodzi o nowy “mokry” smar w innym opakowaniu, ale o próbę przeniesienia suchego smarowania grafitem do rowerowego napędu. Sam grafit nie jest przecież nowością. Od dekad funkcjonuje jako suchy środek smarny w przemyśle, kolejnictwie i zastosowaniach technicznych, gdzie liczy się brak lepkiej warstwy przyciągającej zanieczyszczenia. Właśnie na tym opiera się cała logika CHA – zamiast zostawiać na łańcuchu wilgotny film, który zbiera kurz i pył, lepiej wprowadzić drobny materiał stały bezpośrednio w strefy tarcia.
Dlaczego grafit do łańcucha rowerowego w ogóle ma sens…
Z technicznego punktu widzenia producent nie sprzedaje kompletnej fantazji. Grafit ma warstwową strukturę krystaliczną, dzięki której poszczególne warstwy łatwo przesuwają się względem siebie, a to właśnie dlatego od lat uchodzi za jeden z klasycznych suchych środków smarnych. W praktyce mikroskopijne cząstki grafitu mają z czasem wnikać pomiędzy płytki, rolki i sworznie łańcucha, a następnie tworzyć powłokę ochronną dokładnie tam, gdzie zachodzi kontakt metalu z metalem. Z punktu widzenia użytkownika brzmi to atrakcyjnie, bo oznacza mniej brudu na zewnątrz i mniej bałaganu podczas samej aplikacji.
Czytaj też: Oto jeden z najlżejszych rowerów elektrycznych świata. Teraz zastanawia mnie jedno

Projekt ma też tę przewagę nad wieloma klasycznymi suchymi smarami do łańcucha, że nie wymaga czasu na odparowanie nośnika. Woskowe i suche preparaty potrafią być bardzo czyste, ale często domagają się porządnego przygotowania napędu, cierpliwości albo regularnego pilnowania rytmu konserwacji. Tutaj dostajemy obietnicę prostszą: przyłóż, zakręć korbą, jedź. Dla rowerzysty miejskiego, kogoś dojeżdżającego do pracy albo osoby trzymającej rower w mieszkaniu, to może być nawet ważniejsze niż sama walka o minimalnie niższe opory napędu. Problem zaczyna się tam, gdzie kończy się estetyka, a zaczyna trwałość napędu.
… i dlaczego może go nie mieć?
Łańcuch rowerowy nie potrzebuje tylko “czystości”. Potrzebuje też skutecznej ochrony w długim kontakcie z wodą, pyłem, błotem i drobnymi cząstkami ściernymi, które potrafią wejść głęboko między rolki i sworznie. Niestety producent nie postarał się o przeprowadzenie niezależnych testów długodystansowych pokazujących zużycie łańcucha, kasety i rolek w porównaniu z dobrymi smarami woskowymi albo klasycznymi preparatami do jazdy w deszczu. Do tego dochodzi sama natura grafitu, bo jego właściwości smarne są bardziej złożone. Przy niskich obciążeniach skuteczność smarna grafitu zależy od wilgotności, a w suchym środowisku jego zdolność do obniżania tarcia może wyraźnie spadać.
Trzeba też pamiętać, że “suchy” nie zawsze znaczy “bezobsługowy”. Producent przekonuje, że grafit nie przyciąga brudu jak olej i że między kolejnymi aplikacjami nie trzeba czyścić łańcucha. To może być prawda w pewnych warunkach, zwłaszcza przy lekkim użytkowaniu i krótkich trasach, ale w świecie rowerowego napędu niemal każda obietnica “bez czyszczenia” brzmi podejrzanie. Łańcuch pracuje przecież w środowisku pełnym wody, pyłu i metalicznych zanieczyszczeń. Jeśli nawet z zewnątrz będzie wyglądał schludniej, nie oznacza to jeszcze, że w środku nie zbiera się coś, co z czasem przyspieszy zużycie.
Czytaj też: Przestań katować swój rower! Rowerzyści nawet nie wiedzą, że tego potrzebują
Innymi słowy, CHA jest ciekawostką i nawet model sprzedaży to sugeruje, bo aktualnie nie możemy kupić tego “grafitu dla rowerowego łańcucha”. Zamiast tego możemy wesprzeć twórców na Kickstarterze, wpłacając 20 dolarów, a nie 31 dolarów, które ma finalnie kosztować jedno urządzenie. Mowa więc o wydatku około 75 złotych, ale musimy pamiętać, że same kapsułki z grafitem swoje również kosztują – całe 30 złotych, a jedna aplikacja ma wystarczać na około 180 km jazdy, choć naturalnie wszystko zależy od warunków.
Źródła: Kickstarter, PMC

