
Zamiast polegać wyłącznie na symulacjach komputerowych, Chińczycy otwierają masowo gigantyczne centra treningowe, w których setki humanoidalnych maszyn uczą się codziennych czynności pod okiem ludzi. To tutaj, w prowincjach takich jak Shandong czy Zhejiang, rodzi się nowa era logistyki i produkcji, oparta na milionach punktów danych generowanych nie w internecie, a w realnym świecie.
Trening czyni mistrza. Jak wyglądają lekcje dla robotów?
W tradycyjnym uczeniu maszynowym dane pobiera się z sieci – miliony tekstów czy obrazów są na wyciągnięcie ręki. Z robotami sprawa jest znacznie trudniejsza. Robota nie da się nauczyć składania ubrań czy przenoszenia tacy, pokazując mu tylko film na YouTubie. Maszyna musi „poczuć” opór materiału, siłę nacisku na stawy, prędkość obrotu silników i rozkład masy. Właśnie dlatego w całych Chinach powstało już ponad 40 centrów zbierania danych, z których 24 działają na pełnych obrotach 24 godziny na dobę.
Wewnątrz takich placówek, przypominających ogromne biura o powierzchni tysięcy metrów kwadratowych, dzieje się coś nietypowego. Operatorzy wyposażeni w systemy przechwytywania ruchu i gogle VR wykonują powtarzalne czynności, a podpięte pod system roboty powtarzają ich gesty kropka w kropkę. Każdy taki ruch to cenne metadane: informacja o tym, jak mocno ścisnąć szklankę z wodą, by jej nie stłuc, albo jak precyzyjnie odłożyć pusty karton na linię montażową.
Czytaj też: Mechaniczny rumak z Chin. DEEP Robotics świętuje Rok Konia w wielkim stylu
Przykładem lidera w tej dziedzinie jest firma Leju, która w Shijiazhuang zarządza przestrzenią o powierzchni blisko 10 000 m². Stworzono tam makiety fabryk samochodowych, inteligentnych domów, a nawet placówek opieki nad seniorami. Roboty szkolą się tam w ramach 16 różnych programów treningowych. Efekty? Rocznie generuje się tam około 6 milionów wpisów danych, co pozwoliło maszynom opanować ponad 20 skomplikowanych funkcji z niespotykaną wcześniej, 95-procentową skutecznością. Z kolei w prowincji Hubei setka humanoidów całymi dniami nie robi nic innego, jak tylko prasuje ubrania i wyciera stoły – setki razy z rzędu, by doprowadzić te czynności do perfekcji.
Od szkolnej ławki prosto do fabryki
Bez trenowania robotów w rzeczywistych sytuacjach nie da się popchnąć tej technologii do przodu – twierdzi Li Chao, dyrektor techniczny Deep Robotics.
Chiny mają tu ogromną przewagę nad resztą świata: państwowe wsparcie i politykę, która wręcz wymusza wdrażanie robotów w przemyśle. Dzięki temu firmy mogą testować swoje maszyny w prawdziwych fabrykach, odkrywając problemy, o których naukowcy w sterylnych laboratoriach w USA czy Europie nawet by nie pomyśleli.
Czytaj też: Roboty zyskają czwarty wymiar. Nowy chip mierzy dystans i prędkość jednocześnie
Ten „akademicki” wysiłek już teraz przekłada się na konkretne pieniądze. Centra szkoleniowe w Jiangxi czy Syczuanie wygenerowały dla firmy UBTECH Robotics sprzedaż o wartości blisko 566 milionów juanów (ponad 300 mln złotych). To jasny sygnał, że humanoidy przestają być tylko ciekawostką z targów technologicznych, a stają się produktem, który firmy logistyczne i motoryzacyjne chcą mieć u siebie już teraz. Pierwszymi miejscami, gdzie spotkamy absolwentów tych „szkół”, będą linie montażowe aut i centra sortowania paczek – tam, gdzie praca jest najbardziej powtarzalna i nużąca dla człowieka.
Źródło: Chosun Biz