Niczym pogromca czołgów z Temu. Czy USA uwierzą w nową broń przeciwpancerną?

Nowy pocisk z Teksasu ma być o ponad 90% tańszy od Javelina, ale z tak znaczną obniżką ceny ma nie iść jakość rodem z Temu. Ba, w grę wchodzi przecież broń przeciwpancerna, a więc coś, czego nie da się w prosty sposób “podmienić na tani odpowiednik”.
Żołnierz Armii USA z wyrzutnią Javelin

Żołnierz Armii USA z wyrzutnią Javelin

Wojna bardzo szybko uczy armie pokory wobec kosztów. Łatwo mówi się o przewadze, precyzji i odporności na przyszłe zagrożenia, ale prawdziwy sprawdzian przychodzi wtedy, gdy taki sprzęt trzeba kupować nie w dziesiątkach, ale w setkach, a nawet tysiącach egzemplarzy. Dopiero wtedy okazuje się, czy nowoczesna broń jest rzeczywiście narzędziem pola walki, czy raczej drogim rozwiązaniem dla ograniczonej liczby najlepiej wyposażonych jednostek. Właśnie dlatego warto przyjrzeć się nowej broni o nazwie Zeus od firmy Aeon. Nie jest to wprawdzie nowy standard broni przeciwpancernej, ale dlatego, że ten projekt dobrze pokazuje, w którą stronę patrzy dziś część amerykańskiego sektora obronnego.

Przeciwpancerne, przeciwlotnicze uzbrojenie w rękach Ukrainy, Javeliny, Pioruny i Stingery
Żołnierz Armii USA z wyrzutnią Javelin

Przeciwpancerny pocisk Zeus nie chce być kolejnym Javelinem

Na papierze pomysł na pocisk Zeus jest prosty. Z jednej strony chodzi o broń lżejszą, bardziej cyfrową i łatwiejszą do wdrożenia na różnych platformach, a z drugiej o system, który ma być wyraźnie tańszy od rozwiązań pokroju Javelina. Nie są to jedynie plany, bo według informacji podanych 21 marca 2026 roku, Aeon przeprowadził już testowe odpalenie systemu Zeus na ranczu we wschodnim Teksasie. Ten sprawdzian został przedstawiony jako ważny etap rozwoju dla całego programu. Nie jest to więc jeszcze historia o przyjęciu uzbrojenia do służby, dużym kontrakcie ani wdrożeniu do konkretnej armii. Na razie mówimy o kolejnym etapie dojrzewania systemu, który dopiero próbuje udowodnić, że zasługuje na uwagę.

Czytaj też: Ten mały silnik robi coś, czego najpotężniejsze pociski taktyczne zwykle nie potrafią

To jednak nie jest projekt, który pojawił się znikąd. Aeon informował już wcześniej, że w kwietniu 2025 roku został wybrany przez Army Applications Laboratory do prac nad modułową głowicą i powiązanym elektronicznym układem bezpiecznego uzbrajania dla systemu Zeus. Firma pisała wtedy wprost, że chodzi o zwiększenie siły rażenia piechoty poprzez możliwość szybkiego doboru pożądanego efektu na celu przy użyciu modułowego ładunku. Stanowi to ważny szczegół, bo pokazuje, że Zeus od początku był pomyślany nie jako prosty zamiennik jednego istniejącego pocisku, ale jako platforma mająca odpowiadać na różne scenariusze użycia.

Z dostępnych danych wynika, że Zeus waży około 9,1 kg, a jego długość wynosi około 6,2 cm. To od razu ustawia go w kategorii lekkiej, przenośnej broni kierowanej dla małych pododdziałów. Taki system ma nie ciążyć operatorowi bardziej, niż to konieczne, ma dać się szybko rozstawić i ma pasować do współczesnego modelu walki, w którym liczy się ruch, krótki czas ekspozycji i możliwość szybkiego przejścia do następnego stanowiska. Na tym tle Zeus wygląda jak broń projektowana pod dzisiejsze pole walki. Aeon opisuje go jako system zgodny z ogniem naramiennym, ale też gotowy do integracji z wyrzutniami wielokrotnego startu, pojazdami czy innymi platformami. Innymi słowy, Zeus ma nie być zamknięty w jednym sposobie użycia.

Modułowość i oprogramowanie są tu równie ważne jak sam pocisk

Najciekawszy element tej historii nie dotyczy jednak rozmiaru czy masy, ale filozofii systemu. Aeon mocno akcentuje modułową konstrukcję, możliwość wymiany ładunków bez użycia narzędzi, wsparcie dla ATAK oraz własne oprogramowanie ODIN odpowiedzialne za wykrywanie, klasyfikowanie i śledzenie celów. Firma twierdzi też, że Zeus ma zachowywać śledzenie celu nawet przy chwilowym ukryciu oraz korzystać z niskodymnego napędu rakietowego. W teorii daje to broń, która nie jest już wyłącznie “pociskiem do odpalenia”, ale elementem większego, cyfrowego ekosystemu walki.

Czytaj też: Drony z atomową niespodzianką. Trudno uwierzyć, że Chiny wzmocnią tak wojsko

Właśnie tutaj pojawia się jednak pierwsze większe “ale”. Taki zestaw brzmi bardzo nowocześnie, tylko że w praktyce nie znamy jeszcze odpowiedzi na najważniejsze pytania. Jak Zeus zachowuje się przy silnych zakłóceniach? Jak radzi sobie z maskowaniem celu, przeciwdziałaniem elektronicznym, pułapkami termicznymi albo zwyczajnym chaosem pola walki? Jak bardzo “autonomiczne” funkcje są rzeczywiście użyteczne dla operatora, a na ile stają się kolejną warstwą komplikacji? Na razie widać przede wszystkim obietnicę architektury, która ma być aktualizowana programowo i łatwa do rozwijania. To duży atut, ale dopiero testy operacyjne pokażą, czy nie jest to także źródło nowych słabości.

Czytaj też: Raz na zawsze zmienią wojsko lądowe. Zrobią artylerię z każdego pojazdu

Najważniejsze jest to, że Zeus ma zapewniać “ponad 90% oszczędności kosztowych względem Javelina”. Brzmi to jak idealny nagłówek, ale problem polega na tym, że nie podano ceny Zeusa, harmonogramu produkcji, skali planowanego wytwarzania ani nawet jasnego punktu odniesienia. Innymi słowy, wiadomo tyle, że nic nie wiadomo, bo czym dokładnie jest tutaj porównanie do Javelina – samym pociskiem, wyrzutnią, pełnym zestawem, czy może całym kosztem użycia systemu? Bez tej informacji liczba robi wrażenie, ale nie daje jeszcze twardej odpowiedzi. Swoją drogą, sam lekki moduł startowo-celowniczy Javelina ma średni koszt prawie 210000 dolarów za sztukę, czyli około 780000 zł. Gdyby więc ktoś chciał potraktować hasło o “ponad 90% oszczędności” dosłownie i właśnie ten komponent uznać za punkt odniesienia, to dawałoby pułap rzędu około 20 849 dolarów, czyli około 77 tys. zł.

Źródła: Defence Blog, Aeon, NDU Press

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.