Niczym niewidzialny snajper na niebie. Na wojnie taka maszyna jest na wagę złota

Cichy łowca z Turcji zaliczył ważny test. Wykrywanie na dystansie 110 km bez stosowania radaru mówi więcej o przyszłości wojen, niż z pozoru może się wydawać.
Niczym niewidzialny snajper na niebie. Na wojnie taka maszyna jest na wagę złota

W nowoczesnej wojnie coraz większe znaczenie zyskuje zdolność do wykrycia przeciwnika bez zdradzania własnej obecności. Właśnie dlatego rozwój pasywnych sensorów staje się jednym z najciekawszych fragmentów lotniczego wyścigu zbrojeń i na tym tle turecki Bayraktar KIZILELMA zaczął się bardzo wyróżniać. Coraz wyraźniej zresztą widać, że Ankara i ASELSAN próbują zbudować maszynę, która ma wejść w przestrzeń dotąd zarezerwowaną głównie dla załogowych myśliwców i najbardziej zaawansowanych platform stealth. Ostatni test systemu KARAT tylko to potwierdza.

System KARAT i 110 kilometrów, które znaczą więcej niż może się wydawać

Firma ASELSAN ogłosiła, że KARAT odbył już loty testowe na dronie KIZILELMA i że jest to pierwszy rodzimy turecki system wykrywania i śledzenia w podczerwieni (IRST) dla platform powietrznych. Taki sprzęt został od podstaw zaprojektowany do pasywnego wykrywania zagrożeń bez emisji sygnału elektromagnetycznego. Podczas samego praktycznego sprawdzianu ten bojowy bezzałogowiec latający tureckiej produkcji wykrył samolot pasażerski z odległości 110 km, potwierdzając skuteczność systemu i otwierając nowe furtki swoich możliwości.

Czytaj też: Po co komu satelity na orbicie? Chiny dokonały przełomu w precyzji dla “lepszego GPS”

Tego typu potwierdzenie jest ważne dlatego, że KIZILELMA to nie byle maszyna do rozpoznania, a sprzęt gotowy wziąć w swoje skrzydła sianie zniszczenia i terroru. Mierzy 14,5 metra długości, jego rozpiętość skrzydeł sięga 10 metrów, masa startowa dobija do 8,5 tony, udźwig sięga 1,5 tony, a silnik odrzutowy pozwala rozwijać prędkość maksymalną do około 1100 km/h. W praktyce mówimy więc o maszynie, która nie ma tylko patrzeć na pole walki z dystansu, ale ma być zdolna do lotu w środowisku wysokiego zagrożenia i to także z uzbrojeniem powietrze-powietrze i powietrze-ziemia.

Dlaczego taki system wykrywania jest dziś tak groźny?

Największa siła systemów IRST sprowadza się do prostego faktu – nie muszą nadawać, żeby widzieć. Tradycyjny radar zdradza od razu swoją pracę i daje przeciwnikowi sygnał, że został namierzony albo przynajmniej oświetlony. Sensor podczerwieni działa inaczej. Śledzi sygnaturę cieplną celu i może budować obraz sytuacji bez tego charakterystycznego “krzyku” w eterze. Nie jest to jednocześnie sprzęt dla byle dronów, bo przykładowo firma Lockheed Martin stworzyła IRST21 i opisuje go jako pasywny sensor dalekiego zasięgu, który jest zdolny do wykrywania i śledzenia zagrożeń z dokładnością wystarczającą do użycia uzbrojenia. Z kolei w materiałach o myśliwcu F-35 podkreśla połączenie FLIR i funkcji IRST w jednej architekturze sensorów.

Czytaj też: Wojny nie wygrywa się samym pancerzem i działem. Te 9 pojazdów wojskowych pokazało to najlepiej

Myśliwiec F-22 Raptor

To nie jest zresztą niszowy kierunek. Podobne myślenie przewija się zarówno przez temat KIZILELMA, który zestrzelił cel odrzutowy przy użyciu rodzimego łańcucha sensorów, jak i przez modernizację F-22 o pasywne sensory IRDS. W tle widać też szerszy trend platform stealth nowej generacji, czego dobrym uzupełnieniem są tematy takie jak historyczny lot dwóch KIZILELMA w formacji oraz ANKA-3 który zaczął jawić się jako wyjątkowy bezzałogowiec stealth do precyzyjnych uderzeń.

Turecki test imponuje, ale nie możemy zapominać o jednym

Samolot pasażerski to duży, przewidywalny i bardzo wdzięczny cel do wykrywania w podczerwieni. Ma sporą sygnaturę cieplną, nie został zaprojektowany pod kątem norm stealth i nie działa w warunkach prawdziwej walki elektronicznej. Dlatego 110 km brzmi bardzo dobrze, ale nie oznacza jeszcze automatycznie, że KIZILELMA z takim samym spokojem będzie wykrywał nowoczesny myśliwiec stealth lecący w gorszej geometrii, na innym pułapie i w dużo bardziej wymagającym tle termicznym. Nie zmienia to jednocześnie faktu, że system KARAT może teraz stać się ważnym elementem działającego łańcucha sensorów na konkretnej platformie.

Musimy zresztą patrzeć na system KARAT nie osobno, ale jak na fragment znacznie większej układanki. KIZILELMA ma już za sobą integrację z radarem MURAD 100-A AESA, który według ASELSAN wspiera jednoczesne działania powietrze-powietrze i powietrze-ziemia, a wcześniej uczestniczył już w przełomowym scenariuszu BVR, gdy bezzałogowa platforma z tureckim łańcuchem sensorów i naprowadzania trafiła cel powietrzny. Do tego dochodzi TOYGUN, czyli elektrooptyczny system celowniczy, który w lutym śledził ruchomy pojazd na autostradzie, oraz FEWS-U odpowiadający za samoobronę elektroniczną.

Czytaj też: Japonia jaką znamy się kończy. Kamikadze wracają

Dopiero wtedy widać, o co tu naprawdę chodzi. Nie o pojedynczy czujnik, ale o zbudowanie bezzałogowego samolotu bojowego, który może patrzeć wieloma “oczami” jednocześnie. Radar ma swoje zalety. EO/IR ma swoje zalety. Pasywny IRST ma swoje zalety. Kiedy więc to wszystko zaczyna działać razem, to maszyna przestaje być tylko dronem, a zaczyna przypominać bezzałogowy odpowiednik lekkiego myśliwca, który może szukać celu, śledzić go, przekazywać dane i przygotowywać atak bez opierania się na jednym rodzaju sensora.

Źródła: ASELSAN, Lockheed Martin

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.