Zamknięcie Sory to ważny sygnał dla całej branży AI: pokazuje, że generowanie ruchomego obrazu to nie tylko kwestia mocy obliczeniowej, ale też fundamentalny problem z tym, jak rozumiemy twórczość. Bo nie da się ukryć, że zachłysnęliśmy się treściami AI, które poza poprawnością nie wnoszą do naszego życia niczego wartościowego.
Finansowa czarna dziura i „estetyka brei”. Dlaczego Sora poległa?
Powodów jest kilka, ale na czoło wysuwają się pieniądze. Produkcja wideo przez AI jest absurdalnie kosztowna – wymaga tysiące razy większej mocy obliczeniowej niż generowanie tekstu czy pojedynczych zdjęć. Według doniesień The Wall Street Journal, Sora generowała straty rzędu miliona dolarów dziennie(!). Przy tak ogromnych nakładach model biznesowy po prostu się nie spinał, zwłaszcza że profesjonalni twórcy, po początkowym zachwycie, rzadko wracali do narzędzia, by używać go w codziennej pracy.
Bo, o czym wiele osób zapomina, AI jest ograniczone językiem. Aby stworzyć coś sensownego w AI, trzeba stać się ekspertem od manipulacji słowami, a nie od kadrowania czy gry światłem. To zupełnie inna umiejętność, która często frustruje prawdziwych artystów wizualnych. Co więcej, kwestie prawne – znaki wodne, metadane i blokowanie wszystkiego, co przypomina istniejące postacie – sprawiły, że narzędzia te stały się zbyt uciążliwe w profesjonalnym użytku. Mimo zapewnień, nie ma tu czegoś takiego, jak prawdziwa wolność twórcza.
Pojawił się też problem, który naukowcy nazywają „counter-creative bias” (uprzedzeniem przeciw-kreatywnym). Algorytmy takie jak Sora uczą się na gigantycznych zbiorach danych i są nagradzane za tworzenie obrazów, które wyglądają „poprawnie” i „znajomo”. Efekt? Wszystkie filmy z AI zaczęły wyglądać tak samo: przesadnie wygładzone, idealnie oświetlone, ale pozbawione duszy i nowatorstwa. Internet zalała fala tzw. „slopu” (ang. pomyje, breja) – wizualnie ładnych, ale pustych treści, które zamiast inspirować, zaczęły budzić irytację swoją powtarzalnością. W pewnym momencie wchodząc na TikToka algorytmy podsuwały mi tak dużo materiałów AI, że aż odinstalowałam aplikację.
Co z danymi użytkowników?
Jeśli korzystaliście z Sory, zapewne teraz zastanawiacie się, co w takim razie stanie się ze wszystkimi treściami, które wygenerowaliście. Od razu uspokajam – nie zostały jeszcze usunięte, ale OpenAI zaleca jak najszybszy ich eksport. Na razie firma nie określiła jeszcze dokładnego terminu, jednak lepiej nie zwlekać, bo prędzej czy później wszystkie dane powiązane z usługą zostaną całkowicie usunięte.
Czytaj też: OpenAI uważa, że aplikacja to za mało. Sam Altman nie chce się ograniczać
Jak więc eksportować? Wystarczy wejść na stronę sora.chatgpt.com/sunset i kliknąć „Eksportuj”. O zakończeniu procesu OpenAI powiadomi nas mailem. Firma wyjaśniła też, jak ubiegać się o zwrot kosztów subskrypcji ChatGPT, o czym dokładnie przeczytacie tutaj. Pamiętajcie też, że zakupione kredyty ChatGPT/Sora możecie też wykorzystać na zakup narzędzia Codex.
Śmierć Sory daje mi nadzieję na przyszłość
Cały czas twierdzę, że sztuczna inteligencja to przydatne narzędzie, ale właśnie – tylko narzędzie. Możemy z niej korzystać, jednak nie powinniśmy zastępować nią człowieka w tak istotnej sferze, jaką jest kultura. To właśnie sztuka nas rozwija. Artyści za pomocą kadrów, kolorów czy słów, wyrażają swoje emocje, wizję oraz wyobraźnię, czego zimne algorytmy zwyczajnie nie są w stanie zrobić. W ten sposób treści AI można przyrównać do fast foodu, a prace ludzi do (mniej lub bardziej) wartościowych, domowych posiłków, tworzonych z miłością. Szkoda co prawda, że zamknięcie Sory nie było podyktowane troską o nasz rozwój, a jedynie pobudkami finansowymi, ale nie można mieć przecież wszystkiego.
W moim odczuciu koniec Sory to moment otrzeźwienia, którego branża AI desperacko potrzebowała. Próba zredukowania sztuki do statystycznego przewidywania kolejnych pikseli na podstawie promptu okazała się ślepą uliczką, a technologia, która miała dać nam nieskończone możliwości, zaczęła zjadać własny ogon, produkując generyczną nudę i pomyje pokroju nowego, koszmarnego trendu z filmikami z owocowymi (i nie tylko) dramami. Jeśli tego nie widzieliście, to macie szczęście, naprawdę.
Czytaj też: Gemini zaczyna myśleć za Ciebie. Czym jest nowa funkcja „Proactive Assistance”?
Trzeba też pamiętać, że OpenAI, odkąd tylko wypuściło na rynek ChatGPT, wyznacza trendy w AI. Koniec Sory może więc zapoczątkować wyciąganie wtyczek w konkurencyjnych rozwiązaniach, bo skoro OpenAI otwarcie przyznało się, że na tym traci, inni też przestaną mieć opory przed taką szczerością. Jest jednak możliwe (i to bardzo duża), że pozbycie się tak popularnego narzędzia pociągnie za sobą masowy wzrost popularności pozostałych generatorów filmów AI, które do tej pory stały w cieniu Sory. Innymi słowy – nie, AI slopy nagle nie znikną z sieci, nie łudźmy się.
Zamknięcie Sory to na razie dowód na to, że generowanie filmów przez sztuczną inteligencję jest nieopłacalne. Liczę jednak, że z czasem dojdzie do tego również zrozumienie samego sensu sztuki, która nie polega na imitowaniu, tylko na łamaniu schematów, a AI z definicji jest ich więźniem. Chociaż na rynku nie brakuje podobnych narzędzi, to brak tego najpopularniejszego może być świetną okazją do ponownego doceniania ludzi, którzy wiedzą, jak opowiedzieć historię obrazem, a nie tylko algorytmem.
Źródło: OpenAI
