Hit czy kit? Zrobili rower z ramą, w którą nie uwierzysz

Przez ostatnie lata rynek rowerów zrobił się zaskakująco przewidywalny w pewnych kwestiach, jeśli odsuniemy na bok szalone pomysły, które nigdy nie trafiają do sprzedaży. W teorii wybór jest ogromny, ale gdy odrzucimy kolory lakieru, kilka dodatków i różnice w osprzęcie, to bardzo szybko okazuje się, że większość producentów oferuje bardzo podobne produkty. Co więc powiecie na… drewniany rower elektryczny?
Hit czy kit? Zrobili rower z ramą, w którą nie uwierzysz

Stal, aluminium lub włókno węglowe – to w większości przypadków buduje ramy rowerów od dekad. Co więc może w tej niszy robić również drewno? Austriacka firma Esel próbuje przekonać, że może robić całkiem dużo, bo w modelu eUrban drewno nie ma być dekoracją udającą technologię, ale pełnoprawnym materiałem konstrukcyjnym, który w mieście ma dawać coś, czego nie dają typowe ramy z aluminium i stali.

Nie taka drewniana rama z drewna, jak ją malują

Za firmą Esel stoi Christoph Fraundorfer, a więc architekt, który według oficjalnej historii firmy zaczął projektować własne rowery dlatego, że przy wzroście 1,95 metra nie mógł znaleźć modelu dobrze dopasowanego do swojej sylwetki. W ciekawy więc sposób przeszedł z tych celów do opracowania roweru eUrban, którego rama przyjmuje formę pustej w środku konstrukcji Hollow Tec, obrabianej CNC i budowanej warstwowo jako kompozyt drewniany, z jesionowym wykończeniem i naciskiem na tłumienie drobnych drgań. Producent podkreśla też jej odporność na deszcz, wilgoć i promieniowanie UV dzięki wielowarstwowej powłoce ochronnej.

Czytaj też: Elektryczny rower na sterydach. Ten silnik jest tak mocny, że nie uwierzysz w jego istnienie

Tego typu rama nie ma więc wiele wspólnego z romantyczną wizją stolarskiej roboty. Mówimy raczej o nowoczesnym kompozycie, którego charakter budują klejenie, prasowanie i precyzyjna obróbka. Nie wiemy jednak, czy taka rama faktycznie daje wyższy komfort na gorszym asfalcie i czy po latach nadal będzie odporna na codzienne życie, a więc deszcz, słońce, sól, parkowanie i bycie zwykłym środkiem transportu, a nie eksponatem w garażu. Zastanawia mnie też kwestia tego, jak rama zachowa się po nawet drobnym uszkodzeniu. Czy wtedy taka “rysa na powłoce” czy wgniotka nie będą początkiem powolnej degradacji całej ramy w tym konkretnym miejscu?

To miejski e-bike, ale nie taki, który próbuje udawać skuter

Pod względem napędu eUrban nie próbuje ścigać się z najbardziej agresywnymi rowerami elektrycznymi. Niezależnie od wersji (Basic i Performance) dostajemy tylny silnik w piaście o momencie obrotowym na poziomie 42 Nm, system działający na napięciu 36 V, standardowy akumulator o pojemności 350 Wh i opcjonalny (dodatkowy) 250 Wh, deklarowany zasięg do 80 km i ładowanie do pełna w około cztery godziny. Obie wersje mają widelec z włókna węglowego, hydrauliczne hamulce Shimano MT410 i opony Schwalbe G-ONE, ale różnią się kołami, masą i resztą osprzętu. Wariant Basic startuje od 18,5 kg i korzysta z napędu Shimano Deore 1×10, a Performance schodzi do 16,5 kg dzięki karbonowym obręczom i sztycy, uzupełniając całość grupą Deore XT 1×11.

Czytaj też: Ruszyli świętość napędu rowerowego. Kaseta znika z koła, aby żyło się lepiej

Wszystko wskazuje więc na to, że Esel nie próbuje sprzedawać swojego roweru eUrban jako miejskiej rakiety ani substytutu motocykla. 42 Nm to wartość wystarczająca do codziennych dojazdów, ruszania spod świateł i łagodniejszych podjazdów, ale nie coś, co ma imponować w czasach, gdy część rynku zachowuje się tak, jakby rower bez przesadnie wysokiego momentu obrotowego nie miał prawa istnieć. Ten model idzie w zupełnie inną stronę. Ma być lżejszy, spokojniejszy, bardziej naturalny w prowadzeniu i wizualnie czystszy. Dla części użytkowników będzie to zaleta. Dla innych dowód, że płacą głównie za materiał i formę, a nie za spektakularne osiągi.

Źródła: Esel,

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.