W starciu poza zasięgiem wzroku o wyniku walki coraz częściej nie przesądza sam płatowiec, ale to, co potrafi zrobić pocisk już po odpaleniu – jak długo utrzymuje energię, jak radzi sobie w zakłóceniach i czy pozostaje groźna nawet wtedy, gdy przeciwnik ją wykryje i wdroży środki kontrujące przeróżnego typu. Właśnie dlatego ruch wykonany przez Wielką Brytanię i Francję to próba odpowiedzi na poważne pytanie, bo to jak ma wyglądać europejska broń powietrze-powietrze w latach 30. i później, kiedy pole walki będzie jeszcze bardziej nasycone walką elektroniczną, sieciocentrycznym dowodzeniem, dronami i coraz lepszymi sensorami.
Do nowego pocisku jest jeszcze długa droga
1 kwietnia 2026 roku brytyjskie Defence Equipment & Support ogłosiło, że Londyn i Paryż podpisały Memorandum of Understanding w sprawie wspólnego studium nad następcą pocisku Meteor. Stanowi to istotne rozróżnienie, bo na tym etapie nie mówimy jeszcze o pełnym programie rozwojowym ani o podpisanym kontrakcie na produkcję. Mowa o 12-miesięcznym etapie, którego zadaniem jest ocena przyszłego środowiska zagrożeń, wypracowanie nowych koncepcji pocisku oraz wskazanie technologii, które powinny wejść do uzbrojenia nowej generacji.
Czytaj też: Takiej maszyny świat jeszcze nie widział, a Chiny już ją testują

Ten ruch nie spadł z nieba. Już w deklaracji Lancaster House 2.0 z 10 lipca 2025 roku zapisano wspólne rozwijanie następnej generacji pocisków powietrze-powietrze poza zasięgiem wzroku dla brytyjskich i francuskich myśliwców, przy jednoczesnym dalszym rozwijaniu zdolności samego Meteora. W tym samym dokumencie pojawił się też plan utworzenia wspólnego Complex Weapons Portfolio Office osadzonego w OCCAR, czyli europejskiej organizacji zajmującej się prowadzeniem i zarządzaniem wspólnymi programami zbrojeniowymi.
Francja i Wielka Brytania próbują tym samym zbudować nie tylko pojedynczy program rakietowy, ale też trwalszą strukturę współpracy, która ma ograniczać dublowanie kosztów, porządkować priorytety i skracać dystans między przemysłem a wymaganiami wojskowych.
Pocisk Meteor w skrócie. Tej broni świat może zazdrościć Europie
Problem z zastąpieniem Meteoru polega na tym, że Europa nie próbuje wymienić pocisku przeciętnego, ale jedną z najważniejszych rakiet powietrze-powietrze w swoim arsenale. Meteor powstał we współpracy sześciu państw (Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii i Szwecji), a jego najmocniejszą cechą pozostaje napęd strumieniowy, który utrzymuje ciąg aż do przechwycenia celu. Ta właśnie architektura stoi za bardzo dużą “strefą bez ucieczki”, czyli obszarem, w którym przeciwnik ma już wyraźnie mniejsze szanse na skuteczne zerwanie ataku.
Czytaj też: Japonia przekroczyła właśnie granicę. Do tej pory wydawało się to niemożliwe

Meteor pozostaje dziś uzbrojeniem pierwszej linii na platformach takich jak Eurofighter Typhoon, Dassault Rafale i Saab Gripen, a jego integracja z rodziną F-35 nadal postępuje. Pod koniec 2025 roku MBDA informowało o testach przybliżających wariant F-35A do zdolności operacyjnej, a w styczniu 2026 roku firma ogłosiła kolejne zamówienie z Niemiec, co dobitnie pokazuje, że nikt nie traktuje Meteoru jak systemu schodzącego już ze sceny. Wręcz przeciwnie – następca jest dopiero projektowany, a obecny pocisk wciąż jest rozwijany i kupowany.
Oznacza to jedno – następca Meteora nie bierze się z założenia, że obecny pocisk zawiódł. Bierze się raczej z tego, że wysokiej klasy uzbrojenie lotnicze projektuje się z ogromnym wyprzedzeniem. Jeśli Europa chce mieć w latach 30. pocisk dopasowany do nowych myśliwców, nowych warunków walki elektronicznej i nowych celów, to nie może zacząć myśleć o nim dopiero wtedy, gdy Meteor rzeczywiście zacznie odstawać.
W następcy pocisku Meteor nie chodzi tylko o większy zasięg
Współczesna broń powietrze-powietrze nie jest już oceniana wyłącznie przez maksymalny zasięg, ale też przez to, ile energii zachowuje pod koniec lotu, jak skutecznie może dostać aktualizację celu w locie, jak zachowuje się pod presją zakłóceń i jak radzi sobie z celami, które są mniejsze, zwrotniejsze albo gorzej widoczne niż klasyczny myśliwiec. Sam Meteor już dziś jest opisywany jako pocisk zdolny do działania w gęstym środowisku walki elektronicznej, z aktywnym radarem końcowego naprowadzania i dwukierunkowym łączem danych wspierającym aktualizację celu, więc nawet na tym poletku jego następca ma bardzo trudne zadanie, aby go przewyższyć.

Czytaj też Polacy z Rzeszowa rozłożyli konkurencję na łopatki. Tej technologii potrzebuje dziś każde wojsko
Musimy jednak pamiętać, że ten nowy pocisk ma być nie tylko odpowiedzią wojskową, ale też polityczno-przemysłowym sygnałem. Europa chce nadal umieć robić broń najwyższej klasy we własnym ekosystemie, a nie ograniczać się do roli klienta kupującego końcowy produkt. Dla NATO nie musi to oznaczać żadnej sprzeczności, bo silniejsza europejska baza przemysłowa może jednocześnie wzmacniać cały sojusz. Na tę chwilę plan jest więc dobry. Nawet bardzo dobry, ale jeszcze dużo czasu upłynie, nim poznamy pierwsze szczegóły na temat pocisku nowej generacji, który nie tylko dorówna, ale też przewyższy możliwości Meteoru.

