Nie każda próba rakietowa ma przekonać świat, że dane państwo potrafi uderzyć jeszcze dalej, mocniej i szybciej. Czasem ważniejsze od samego wybuchu jest to, co dzieje się chwilę wcześniej, a więc kiedy gasną światła, przestają działać radary, a bazy wojskowe i placówki nagle tracą część łączności. Właśnie dlatego najnowsze północnokoreańskie testy z początku kwietnia 2026 roku wywołały takie poruszenie. Seria prób przeprowadzonych między 6 a 8 kwietnia, a następnie ujawnionych przez samo państwo 9 kwietnia, sugeruje bowiem coś znacznie ciekawszego i zarazem groźniejszego niż pojedynczy pokaz siły w formie pocisku o ogromnej sile wybuchu.
Tym razem nie chodzi tylko o kolejny pocisk, a jego głowicę
W kwietniowym teście Korea Północna zaprezentowała pośrednio światu pakiet zdolności, który w teorii ma nie tyle zniszczyć jeden wybrany obiekt, ile rozstroić całe zaplecze wojny, a więc lotniska, logistykę, sieć elektroenergetyczną i elektronikę odpowiadającą za dowodzenie. Z oficjalnych komunikatów i informacji podawanych przez południowokoreańskie wojsko wynika, że 8 kwietnia z rejonu Wonsan odnotowano starty pocisków, które przeleciały około 240 km oraz ponad 700 km. Dzień później KCNA, a więc północnokoreańskie media, doprecyzowały, że jednym z testowanych systemów był Hwasong-11 z głowicą kasetową, która ma razić nie jeden cel, a obszar aż 6,5-7 hektarów.
Czytaj też: Bez huku, bez łusek i bez dymu. Chiny ścisnęły broń przyszłości do rozmiaru pistoletu

W praktyce taka deklaracja mówi więcej o północnokoreańskiej doktrynie niż o samym ładunku. Głowica kasetowa nie musi trafić idealnie w punkt, jeśli jej zadaniem jest rozrzucenie podpocisków nad pasem startowym, stanowiskami postojowymi samolotów, rejonem koncentracji wojsk albo baterią radarową. To podejście brutalne, ale wojskowo zrozumiałe: zamiast precyzyjnie niszczyć jeden element, lepiej unieruchomić cały obszar i zmusić przeciwnika do gaszenia kilku pożarów naraz. Jednocześnie jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych kategorii uzbrojenia, bo amunicja kasetowa rozrzuca podpociski na dużym obszarze, a część z nich może nie eksplodować od razu, pozostawiając po sobie śmiertelne niewybuchy.
Pocisk, który ma ominąć obronę, a nie tylko dolecieć do celu
Sam Hwasong-11 nie jest nowością w rodzinie pocisków, ale jego znaczenie ciągle rośnie. Ta broń jest od dawna łączona z oznaczeniem KN-23, a więc konstrukcją inspirowaną rosyjskim Iskanderem i rozwijaną pod kątem manewrowania na quasi-balistycznej trajektorii. Ten typ pocisku potrafi lecieć nieregularnie, wykonywać manewry typu pull-up i korzystać z profili lotu utrudniających przechwycenie. W przypadku Hwasong-11 w grę ma wchodzić pocisk o konstrukcji odznaczającej się mniej więcej 7,4-8,8 metra długości, o średnicy około 0,9-1,1 metra i zasięgu dochodzącym zależnie od wariantu oraz profilu lotu do kilkuset kilometrów.
Czytaj też: Zauważyli gigantycznego robota Rosji przy linii frontu. Niczym zwiastun przyszłości wojny

Przy takim nośniku głowica kasetowa zyskuje zupełnie inną wartość operacyjną. Problemem obrońcy staje się nie tylko sam moment uderzenia, ale również krótki czas reakcji i niepewność co do toru lotu. Innymi słowy, jeśli pocisk nie leci podręcznikowo po balistycznej trajektorii, a na dodatek rozsiewa podpociski nad szerokim obszarem, to nie trzeba trafić w środek pasa startowego, by lotnisko i tak przestało działać tak, jak powinno. Jednak sama głowica kasetowa to tylko jedna część arsenału Korei Północnej, która ma za zadanie ograniczyć możliwości działania państwa.
Blackout zamiast gruzu i ruin
Jeszcze ciekawsza od samej rakiety jest druga warstwa tego pokazu, czyli broń mająca wywoływać totalny blackout. Wprawdzie nie jesteśmy w stu procentach pewni, jak Korea Północna opracowała swoją broń do ataku w formie impulsu elektromagnetycznego (EMP), bo jedne źródła wspominają o ładunkach z włóknem węglowym, a drugie o grafitowych bombach, ale sam sens takiego uzbrojenia jest identyczny. W takiej broni chodzi o rozrzucenie przewodzących włókien nad odsłoniętą infrastrukturą wysokiego napięcia tak, by doprowadzić do zwarć i wyłączenia zasilania bez klasycznego burzenia całego obiektu.

Uderzenie w stację elektroenergetyczną, rozdzielnię albo zaplecze przesyłowe może wyłączyć port, kolej, bazę wojskową, systemy naprawcze i część łączności szybciej niż klasyczny nalot na betonowe budynki. Co więcej, podobna logika nie jest wymysłem Korei Północnej. Grafitowe bomby były już opisywane jako broń do obezwładniania sieci energetycznej, a podobne środki stosowano wcześniej przeciw infrastrukturze Iraku i Serbii. Różnica polega na tym, że w realiach Półwyspu Koreańskiego taki atak nie musiałby służyć wyłącznie pogrążeniu cywilnych miast w ciemności. Znacznie groźniejszy jest wariant wojskowy, w którym nawet krótkie awarie prądu uderzają w pracę baz lotniczych, systemów tankowania, składów paliw, zaplecza naprawczego, centrów danych czy węzłów kolejowych dowożących sprzęt na południe kraju.
Czytaj też: Miał chronić myśliwce, a rozbił się przed pierwszą misją. Co mówi to o marzeniu USA?
Nowe informacje wspominają też o broni elektromagnetycznej, ale nie oznacza to automatycznie strategicznego EMP w nuklearnym rozumieniu. Znacznie bardziej prawdopodobny jest scenariusz taktycznej broni mikrofalowej albo innego systemu przeznaczonego do zakłócania i uszkadzania elektroniki na krótszym dystansie. To właśnie ten rodzaj uzbrojenia najlepiej pasuje do logiki równoczesnego uderzania w radary, łącza, sensory, systemy kierowania ogniem i zaplecze cyfrowe.
Po co Korei Północnej taki zestaw uzbrojenia?
Korea Północna nie wygra z USA i Koreą Południową w symetrycznej wojnie opartej na przewadze w lotnictwie, satelitach, rozpoznaniu i sieciocentrycznym dowodzeniu. Znacznie rozsądniej z perspektywy tego państwajest więc próbować uderzyć właśnie w ten “układ nerwowy” przeciwnika. Jeśli lotnisko zostanie zanieczyszczone podpociskami, pobliska infrastruktura straci zasilanie, a część radarów i łączy zacznie działać niestabilnie, to nawet bardzo nowoczesna armia na kilka krytycznych godzin zwalnia. Ten stan rzeczy może z kolei wystarczyć z nawiązką do tego, aby kolejne uderzenia były już łatwiejsze do przeprowadzenia.
Źródła: Reuters #1/#2, AP News, 38 North, NK News

