Nowy rodzaj kosmicznej eksplozji: superkilonowa
Wszystko zaczęło się od detekcji fal grawitacyjnych, delikatnych zmarszczek czasoprzestrzeni. Zarejestrowane w sierpniu ubiegłego roku przez detektory LIGO i Virgo, szybko zwróciły uwagę badaczy. Tego typu sygnał zwykle wskazuje na zderzenie ekstremalnie gęstych obiektów, takich jak gwiazdy neutronowe. Kilka chwil później teleskopy na całym świecie uchwyciły słabe, szybko zanikające czerwone światło. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak klasyczna kilonowa: rzadkie zjawisko powstające podczas zderzenia dwóch gwiazd neutronowych, odpowiedzialne za tworzenie najcięższych pierwiastków, takich jak złoto czy uran.
Jednak w kolejnych dniach wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Obiekt nie tylko nie zgasł zgodnie z przewidywaniami, ale wręcz zaczął ponownie jaśnieć i zmieniać kolor. Z czerwonego przeszedł w niebieski, a jego widmo zaczęło wykazywać obecność wodoru – charakterystyczną dla supernowych, czyli eksplozji kończących życie masywnych gwiazd. To zachowanie kompletnie nie pasowało do znanych modeli.
Ten nieoczekiwany drugi akt eksplozji doprowadził naukowców do postawienia odważnej hipotezy. Być może nie obserwujemy jednego zjawiska, lecz dwa nałożone na siebie procesy. W proponowanym scenariuszu najpierw dochodzi do wybuchu supernowej, który tworzy dwie nowo narodzone gwiazdy neutronowe. Następnie, niemal natychmiast, te obiekty zaczynają spiralnie zbliżać się do siebie i zderzają, generując kilonową ukrytą wewnątrz rozprzestrzeniającej się materii po pierwszej eksplozji.
Nowe instrumenty powinny odsłonić jeszcze więcej tajemnic
To właśnie taka sekwencja zdarzeń miałaby tworzyć superkilonową, a więc kosmiczną eksplozję podwójną, w której jedna katastrofa inicjuje drugą. Co więcej, dane sugerują coś jeszcze bardziej zaskakującego: powstałe gwiazdy neutronowe mogły mieć masy mniejsze niż masa Słońca, co do tej pory pozostawało jedynie teoretyczną możliwością.
Jeśli interpretacja jest poprawna, konsekwencje będą poważne. Do tej pory naukowcy sugerowali dość wyraźny podział między różnymi typami eksplozji gwiazd. Supernowe i kilonowe były traktowane jako odrębne zjawiska o różnych mechanizmach i sygnaturach obserwacyjnych. Tymczasem nowe dane pozwalają sądzić, iż granica między nimi może być znacznie bardziej rozmyta, a niektóre zdarzenia mogły być błędnie klasyfikowane przez lata.
Czytaj też: Kosmiczna szansa czy kosztowna iluzja? Co polski oddział ESA naprawdę oznaczałby dla Polski
Nie oznacza to jednak, że sprawa jest już rozstrzygnięta. Badacze podkreślają, że dowody są intrygujące, ale wciąż niejednoznaczne. Potrzebne będą kolejne obserwacje podobnych zdarzeń, aby potwierdzić istnienie nowej klasy eksplozji. W przyszłości pomóc mają w tym nowe instrumenty, takie jak Obserwatorium Very Rubin czy Kosmiczny Teleskop Nancy Roman, które będą w stanie wychwytywać tego typu zjawiska z dużo większą precyzją.
