Kosmiczna szansa czy kosztowna iluzja? Co polski oddział ESA naprawdę oznaczałby dla Polski

„Warto marzyć” – to słowa wypowiedziane przez Donalda Tuska, które czytamy w opublikowanej komunikacji KPRM dotyczącej spotkania Premiera z astronautą Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim po jego powrocie z misji kosmicznej ESA. Polska w ostatnich latach coraz śmielej mówi językiem sektora kosmicznego. Nie tylko ze względu na fakt, że po raz drugi w historii nasz rodak poleciał w kosmos. Jesteśmy bowiem państwem, które chce uczestniczyć w europejskich programach kosmicznych. Już to robimy, o czym paradoksalnie wiele Polaków pewnie nie zdaje sobie sprawy. Szukamy jednak sposobów, żeby działać szerzej. Polska to kraj, który z pewnością chciałby stać się jednym z ważniejszych partnerów w misjach. Ambicji i zawziętości Polakom bowiem nie brakuje.
Kosmiczna szansa czy kosztowna iluzja? Co polski oddział ESA naprawdę oznaczałby dla Polski

Wszystko wskazuje na to, że czeka nas historyczny moment, ponieważ w ubiegłym roku ogłoszono, że na terenie naszego państwa miałoby powstać nowe centrum ESA. Co to oznacza dla polskich marzeń o uczestniczeniu w eksplorowaniu kosmosu? 

W polityce technologicznej bardzo łatwo pomylić ambicję z rezultatem. Zwłaszcza biorąc pod uwagę niespotykany dotąd postęp w tym zakresie. A idąc tym samym tokiem rozumowania, jeszcze łatwiej można pomylić obecność tak silnej na arenie międzynarodowej instytucji z realnym rozwojem gospodarczym.  

Dlatego właśnie pytanie o to, co obecność ESA naprawdę oznaczałaby dla Polski, jest zasadne. Warto je zadać – bez zbędnego entuzjazmu, a także bez sceptycyzmu. Bo z jednej strony mówimy o dostępie do zapewne większych budżetów, kompetencji, projektów, kadr i prestiżu. Z drugiej – o sektorze, który nadal potrzebuje “ścisłych umysłów”, proaktywnego podejścia do realizacji projektów, a co więcej sprawnych regulacji w państwie.

Czytaj też: Zamiast łazika – humanoid? Chińczycy szykują robota, który ma polecieć w kosmos

Nowy ośrodek to wciąż dużo pytań

Trzeba podkreślić jeden fakt – Polska jest już członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej i to od 2012 roku. Na naszym rynku działają już mechanizmy i instytucje powiązane z ESA, w tym ESA BIC Poland, czyli sieć inkubatorów kosmicznych, która wspiera małe biznesy rozwijające technologie kosmiczne i ich zastosowania naziemne. Ale przede wszystkim funkcjonują firmy, które realizują projekty dla Europejskiej Agencji Kosmicznej. 

Nowy element zapowiedziany podczas Rady Ministerialnej dotyczy planowanego ośrodka ESA w Polsce skoncentrowanego na bezpieczeństwie i odporności infrastruktury kosmicznej. Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej komunikowała także o ambicji ulokowania w Polsce ośrodka poświęconego technologiom podwójnego zastosowania. To ważne, żeby to podkreślić: dziś mówimy o politycznym kierunku i formalnie ogłoszonych planach, a nie o zamkniętej inwestycji. Obecnie nie znamy jeszcze chociażby miejsca, gdzie inwestycja miałaby się znajdować. Natomiast sam plan napawa optymizmem i dumą. 

Dlaczego to może być dla Polski ważne?

Polski sektor kosmiczny dawno przestał być marginalnym dodatkiem do nauki. “Postrzegamy sektor kosmiczny jako wysoko technologiczną branżę, która może przyczynić się do stworzenia nowego modelu rozwoju polskiej gospodarki. “Chcemy, aby nasza gospodarka oparta była jeszcze w większym stopniu na wiedzy, innowacjach i postępie technologicznym.“ – tak wypowiadał się minister rozwoju i technologii Waldemar Buda w 2023 roku.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii wskazywało także, że technologie rozwijane w ramach sektora kosmicznego mają codzienne zastosowania – od nawigacji i ratownictwa po monitorowanie pożarów, powodzi czy rolnictwa.

W oficjalnym raporcie POLSA za 2024 rok czytamy, że polski sektor kosmiczny liczy ponad 500 podmiotów, z czego około 300 w znaczący sposób współpracuje z ESA, a ponad 150 bierze bezpośredni udział w zaawansowanych projektach. Ta sama publikacja wskazuje również, że w Polsce działa około 500 podmiotów związanych z sektorem kosmicznym, zatrudniających blisko 12 tys. pracowników. To już nie mały element gospodarki, tylko segment, który buduje specjalistyczne kompetencje i zaczyna być miejscem pracy dla wielu Polaków. 

Jeżeli więc Polska faktycznie może przyciągać kolejne struktury ESA, zyskuje nie tylko symboliczny adres na mapie Europy. Tworzy się możliwość przybliżenia do procesów decyzyjnych, lepszej widoczności dla firm i uczelni oraz mocniejszy argument w walce o projekty, partnerstwa i specjalistów. W gospodarce technologicznej geografia wciąż ma znaczenie – mimo że coraz więcej procesów funkcjonuje dziś transgranicznie.

Bliskość instytucji, partnerów i zaplecza badawczego w praktyce ułatwia wejście do najważniejszych obiegów współpracy. Sama logistyka współpracy najpewniej stałaby się także dużo prostsza, bo zwyczajnie często może skrócić drogę. To w konsekwencji może zoptymalizować proces realizacji niektórych celów. Możliwe, że ułatwi również współpracę, bo jeden kraj to często będzie oznaczał jeden styl pracy i jednakowe podejście do niej. 

Czytaj też: Wywrócili założenia na temat narodzin życia w kosmosie. Peptydy powstają zadziwiających okolicznościach

Sama obecność ESA nie tworzy jeszcze sukcesu

I tu zaczyna się mniej romantyczna część tej historii. POLSA wprost wskazuje, że jednym z głównych problemów sektora pozostaje bardzo niski poziom inwestycji prywatnych. To niezwykle istotne, bo bez prywatnego kapitału branża będzie rozwijała się głównie dzięki środkom publicznym i europejskim, a więc wolniej, ostrożniej i z większą zależnością od decyzji administracyjnych.  

Nawet pieniądze zadeklarowane do ESA nie przekładają się automatycznie i natychmiast na równie duży strumień kontraktów dla polskich firm.  

To właśnie dlatego obecność ESA może być dla Polski wielką szansą, a zarazem kosztowną iluzją – jeśli uznamy, że samo ulokowanie instytucji jest samo w sobie sukcesem. Nie będzie, jeśli polskie instytucje nie skorzystają z potencjału jaki z tego płynie. Bez zdolności firm do skalowania produkcji, bez stabilnego finansowania, bez kompetencji kadrowych i bez dojrzałego rynku zamówień nawet najlepsza polityczna opowieść zostanie tylko opowieścią. Jednak trzeba podkreślić, że polscy inżynierowie i ich technologiczne rozwiązania stanowią silną stronę polskiej gospodarki.

Stawka wcale nie dotyczy wyłącznie prestiżu

W oficjalnych komunikatach rządowych bardzo wyraźnie wraca dziś motyw bezpieczeństwa i technologii podwójnego zastosowania. To nie przypadek. Kosmos przestał być wyłącznie domeną nauki i stał się elementem infrastruktury krytycznej państw. Łączność satelitarna, obserwacja Ziemi, monitoring sytuacji kryzysowych, systemy nawigacyjne czy odporność na zakłócenia mają dziś znaczenie jednocześnie cywilne i strategiczne.  

W tym kontekście planowany ośrodek ESA w Polsce nie byłby wyłącznie odpowiedzią na rosnące ambicje. Mógłby stać się narzędziem budowania przewagi w obszarze, który Europa traktuje coraz poważniej. Polska próbuje budować nie tylko pojedyncze projekty, ale cały ekosystem kompetencji wokół bezpieczeństwa i operacyjnego wykorzystania przestrzeni kosmicznej.

Czytaj też: Gwiazdy bozonowe mogą zostawiać ślady w kosmosie. Nowy sposób na badanie ciemnej materii

Co więc obecność ESA naprawdę oznacza dla Polski?

Najuczciwiej byłoby stwierdzić, że przed polskimi organizacjami może otworzyć się wiele możliwości, ale nie stanowi to samo w sobie gwarancji sukcesu. Oznacza to jednak z pewnością większą widoczność polskiego sektora, łatwiejszy dostęp do sieci współpracy, szansę na kontrakty, rozwój startupów, napływ kompetencji i budowę pozycji w strategicznym obszarze bezpieczeństwa. Ale oznacza też konieczność ponoszenia kosztów, cierpliwego inwestowania i akceptacji faktu, że korzyści nie pojawią się z dnia na dzień.  

Jeżeli Polska potraktuje ESA jako partnera do długofalowej budowy przemysłu, kadr i państwowych zdolności operacyjnych, ta obecność może okazać się jedną z ważniejszych technologicznych inwestycji dekady. Jeśli jednak zostanie sprowadzona do komunikatów, bardzo łatwo zamieni się w coś znacznie mniej imponującego, bo w kosztowną opowieść o ambicji, której nie udało się przekuć w trwały rezultat.  

Wciąż jednak uważam, że na ponowne podkreślenie zasługuje fakt, iż tak mocne plany utworzenia nowego centrum w Polsce są już pierwszym sukcesem i na pewno dają nadzieję na spełnienie kosmicznych marzeń polskich astronomów i inżynierów. 

Czytaj też: Brytyjczycy mają swój pomysł na eksplorację kosmosu. Ich pojazd pozwoli ludzkości dotrzeć tam, gdzie jeszcze nas nie było

Napisane przez

Matylda Kondej

Redaktor