To „za bardzo” w tym wypadku oznacza oszustwo, które doprowadziło do tego, że smartfony zostały oficjalnie usunięta z globalnych rankingów wydajności 3DMark. Ale co tak naprawdę zrobiła firma? Cóż, poszła na całość.
Wydajność bez cenzury, czyli jak RedMagic igra z ogniem
Oczywiście, to nie jest pierwszy raz, kiedy słyszymy o takich przypadkach. Wśród firm przyłapanych na oszukiwaniu w testach (w tym wypadku w AnTuTu i Geekbench) znalazło się m.in. OnePlus. Działania marki były jednak specyficzne, bo obejmowało wykorzystanie specjalnie zmodyfikowanego oprogramowania, które podczas testu kazało po prostu procesorowi wylewać z siebie „siódme poty”. Innymi słowy – omijane były wszelkie zabezpieczenia, które w normalnych warunkach są włączone, by dbać o żywotność podzespołów.
I właśnie tak samo zrobiła Nubia. To dość interesujące podejście, bo przecież RedMagic 11 Pro, napędzane przez Snapdragona 8 Elite Gen 5, naprawdę nie mają się czego wstydzić pod kątem wydajności. Jednak najwyraźniej to było za mało i firma chciała zawstydzić konkurencję, szkoda tylko, że kosztem bezpieczeństwa. Firma UL Solutions, stojąca za benchmarkiem 3DMark, zauważyła, że urządzenia te wykrywają uruchomienie testu i automatycznie przechodzą w tryb, w którym mechanizmy ochrony termicznej po prostu przestają działać.

W normalnych warunkach każdy smartfon po osiągnięciu określonej temperatury obniża taktowanie procesora, by zapobiec trwałemu uszkodzeniu elektroniki lub – w skrajnych przypadkach – wybuchowi baterii. RedMagic 11 Pro idzie jednak „na całość”. Jak donoszą użytkownicy na Reddicie, telefon potrafi pobierać ponad 40 watów mocy podczas emulacji wymagających gier z PC, co jest wartością wręcz szokującą jak na urządzenie mobilne. Efekt? Urządzenia stają się parzące w dotyku, a niektórzy gracze raportują nagłe wyłączenia telefonu podczas próby uruchomienia Tomb Raider 2013 w 144 klatkach na sekundę.
Czytaj też: Mała aktualizacja, duże zmiany. Apple wydał iOS 26.4.1
Warto tu wspomnieć, że RedMagic 11 Pro posiada zaawansowany system chłodzenia z aktywnym wentylatorem i komorą parową, co teoretycznie powinno wystarczyć. Jednak przy poborze mocy rzędu 40W nawet najbardziej rozbudowany układ chłodzenia w telefonie osiąga barierę fizyczną. Dodatkowo pojawiły się podejrzenia, że egzemplarze wysyłane do recenzentów mogą być skonfigurowane jeszcze agresywniej niż te, które ostatecznie trafiają na półki sklepowe.
I cóż, dobrze wiemy, że to nie pierwszy i nie ostatni taki przypadek. Oprócz wspomnianego OnePlus, w 2020 roku mieliśmy też aferę z MediaTek, bo firma wyłączała zabezpieczenia termiczne w swoich procesorach, aby w testach wypadać lepiej niż w codziennym użytkowaniu. Z kolei nieco wcześniej Huawei ignorował limity poboru mocy (TDP), by uzyskać wyższe noty w benchmarkach graficznych. Wszystko po to, by na papierze możliwości były większe.
Czytaj też: Amazon kończy wsparcie dla starszych modeli Kindle’a. Pora na wymianę sprzętu
Dla osób, które śledzą tego typu testy przed wyborem nowego smartfona to przypomnienie, że trzeba podchodzić do nich z dystansem. Producenci zrobią wszystko, by sprzedać swój produkt, a takie oszustwa są tylko jedną ze stosowanych przez nich metod.
Źródło: UL Benchmarks
