Test SteelSeries Arctis Nova Elite. Co potrafią słuchawki za 2699 złotych?

Co muszą mieć do zaoferowania bezprzewodowe słuchawki nauszne, aby producent mógł wycenić je na 2699 złotych? Odpowiedzi na to pytanie udziela firma SteelSeries, która po stworzeniu wyjątkowego modelu Arctis Nova Pro dostępnego aktualnie w cenie 920 złotych, wprowadziła na rynek następcę w postaci Arctis Nova Elite.
Test SteelSeries Arctis Nova Elite. Co potrafią słuchawki za 2699 złotych?

Ile Arctis Nova Elite mają z Arctis Nova Pro?

Nazwa najdroższych słuchawek w ofercie firmy SteelSeries jednoznacznie wskazuje, że mamy do czynienia nie z czymś zupełnie nowym, a ulepszoną wersją “oryginału”. Rzeczywiście Arctis Nova Elite trudno na pierwszy rzut oka odróżnić od Arctis Nova Pro, bo projekt ich bryły jest identyczny, a różnice tkwią głównie w doborze materiałów. Widać to w skórzanym obiciu pałąka zamiast surowego aluminium oraz w widełkach, które są nadal produkowane z plastiku, ale teraz już nie matowego, a wypolerowanego, a tym samym łatwiej łapiącego wszelkie zabrudzenia. 

Czytaj też: Test Steelseries Arctis GameBuds. Dokanałowe słuchawki specjalne dla graczy

Podobnie wypadają same muszle, bo ich matowe wykończenie, zamiast charakterystycznej faktury znanej z poprzednika, jest bardziej podatne na zabrudzenia. Jak dla mnie, są to zmiany na minus i choć ogólnie słuchawki na pewno wyglądają bardziej elitarnie od oryginału, to nie idzie za tym praktyczność czy wzmocnienie strukturalne, a szkoda.

Jeśli chcecie się doszukać różnic w obudowie między Arctis Nova Elite a Arctis Nova Pro, to poza wspomnianym pałąkiem znajdziecie je w rolce odpowiadającej za regulację poziomu głośności, która może i działa w identyczny sposób, ale za to jest teraz metalowa, a jej faktura nie przypomina rolki z myszki. Kluczowa i łatwa do pominięcia zmiana drzemie zaś w widełkach pod nausznikiem, bo większy zakres ruchu muszli oraz przeprojektowane wnętrze muszli ukryte pod nausznikiem pozytywnie wpływają na ergonomię.

Poza tym Arctis Nova Elite to po prostu ulepszone Arctis Nova Pro, ale w zakresie tego, czego nie widać. Czy to problem? Wcale nie, bo oryginałowi niczego nie brakowało, a tego typu recykling pomaga SteelSeries w oszczędzaniu, bo firma wykorzystuje w obu modelach te same rodzaje wymiennych nauszników i elastycznych opasek pod pałąkiem świetnej jakości oraz ozdobnych nakładek na muszle, pod którymi kryje się albo akumulator, albo port USB-C do ładowania. Można by pomyśleć, że taka oszczędność pozwoli obniżyć cenę finalnego produktu, a tu proszę – zaskoczenie.

W kwestii stacji bazowej również niewiele uległo zmianie. Nadal jest to praktycznie ten sam plastikowy “klocek na biurko” z metalowym pokrętłem, otworem na akumulator oraz monochromatycznym wyświetlaczem OLED na przedzie. Różnice w wykonaniu? Podobne do wspomnianej rolki “elitarne”, czyli wypolerowane wykończenie samego pokrętła. Ciekawiej robi się na tyle, bo nowszy model doczekał się dodatkowego portu USB-C, a więc opcji jednoczesnego wpięcia nie dwóch, a trzech sprzętów pokroju konsol, laptopa czy komputerów. Naturalnie SteelSeries zachowało wejście i wyjście jack 3,5 mm (wejściowe i wyjściowe), a ja ubolewam tylko na tym, że firma nie postarała się, aby uatrakcyjnić nieco wygląd tej stacji, która przez nijaką górną obudowę wygląda… no cóż, nie tak elitarnie, jak przystało na sprzęt za 2699 złotych.

Co naprawdę odróżnia Arctis Nova Elite od prawie trzykrotnie tańszych Arctis Nova Pro?

Nie będę ukrywał, że Arctis Nova Elite rozczarowały mnie tym, jak wyglądają. Widzę w nich po prostu sprzęt, który testowałem przed kilkoma laty i nie dostrzegam wystarczająco dużo elitarnego sznytu w wykończeniu. Nawet mimo tego, że firma rozwiązała problem irytującej diody sygnalizującej wyciszenie mikrofonu, która w nowym modelu gaśnie automatycznie po wsunięciu wysięgnika do muszli. Nie przekonuje mnie jednak dodatek skórzanej torby transportowej w pudełku, bo ze względu na brak jakichkolwiek usztywnień, bardziej niż w transporcie przydaje się ona do przechowywania popfiltra na mikrofon, łącznie trzech 1,5-metrowych przewodów USB-C do USB-A i jednego przewodu jack 3,5 mm do pracy przewodowej. 

Czytaj też: Po co komu myszka z klawiaturą, czyli test SteelSeries Aerox 9 Wireless

Firma SteelSeries wypadłaby znacznie lepiej, gdyby w zestawie znalazły się materiałowe nauszniki, wymienna opaska, dodatkowy akumulator, a nawet dobrej jakości uchwyt na słuchawki, bo na przestrzeni lat byłyby to znacznie bardziej przydatne akcesoria. Tyczy się to zwłaszcza nauszników, bo obecna w zestawie skórzana para może i jest fenomenalna w kwestii jakości, ale zaczyna męczyć uszy przy dłuższych sesjach ze względu na brak cyrkulacji powietrza. Pamiętajmy, że mówimy tutaj o sprzęcie za 2699 złotych, więc SteelSeries zarobi na nabywcach tego modelu wystarczająco dużo, żeby nie musieć dorabiać sobie “na boku” w swoim sklepie z akcesoriami, a w tym właśnie na materiałowych lub welurowych nausznikach, które w tej cenie powinny być oczywistym dodatkiem.

A jednak na skórzanym pałąku, wypolerowanych tworzywach i dodatkowym porcie USB-C różnice się nie kończą. Prawdziwy skok zaszedł tam, gdzie go nie widać, a więc w samym torze audio. Arctis Nova Pro Wireless był już wcześniej bardzo ciekawym headsetem premium z systemem akustycznym Nova Pro i przetwornikami zdolnymi do obsługi dźwięku wysokiej rozdzielczości, ale Arctis Nova Elite idzie znacznie dalej. Tutaj w grę wchodzi już bezprzewodowe odtwarzanie dźwięków w jakości 96 kHz/24 bity przez LC3+, certyfikowany tor Hi-Res Wireless, nowe przetworniki z włókna węglowego z mosiężnym pierścieniem oraz przebudowana struktura pod nausznikiem.

Świadczy to o tym, że Arctis Nova Elite nie chce być tylko “lepszym headsetem do grania”, ale sprzętem, który chce być traktowany poważniej także przy muzyce i filmach. To już nie jest zwykły flagowiec dla gracza, ale model próbujący wejść na teren znacznie droższych słuchawek bezprzewodowych.

Nie znaczy to oczywiście, że starszy model nagle robi się przy nim przestarzały. Wręcz przeciwnie i właśnie dlatego Arctis Nova Elite może na początku rozczarować kogoś, kto patrzy głównie na wygląd. Z zewnątrz to wciąż ten sam język projektu, podobna bryła i bardzo znajomy feeling na głowie. Problem nie leży więc w tym, że Arctis Nova Pro Wireless miał braki, tylko w tym, że nowy model ma zachwycać tym, co drzemie pod obudową. Właśnie tam zaczyna się tłumaczenie ceny – nie w kosmetycznym liftingu, ale w próbie przesunięcia całej serii o półkę wyżej, co do łatwych zadań w tym sektorze kompletnie nie należy.

Druga duża różnica dotyczy ANC wykorzystującego cztery mikrofony. W Arctis Nova Pro Wireless aktywna redukcja szumów była już bardzo przydatnym dodatkiem, który odróżniał ten model od dużej części gamingowej konkurencji. W Arctis Nova Elite temat został jednak wypchnięty dużo wyżej. Tutaj ANC przestaje być jedną z funkcji premium, a staje się jednym z filarów całego zestawu. To akurat od razu słychać, bo nowy model wyraźnie lepiej radzi sobie z tłem, szumem otoczenia i odcinaniem użytkownika od pomieszczenia, w którym gra. Jedno kliknięcie w przycisk na muszli  aktywuje lub dezaktywuje ten tryb, a dwa kliknięcia przełączają tryb z “wygłuszania na przepuszczanie”. Jednocześnie nie jest to jeszcze poziom absolutnej dominacji nad najlepszymi konsumenckimi słuchawkami ANC, ale to nie zmienia faktu, że właśnie tu Arctis Nova Elite najmocniej pokazuje, że nie powstał po to, żeby tylko lekko poprawić poprzednika.

Jeszcze większa zmiana kryje się w stacji bazowej. Arctis Nova Pro Wireless działał jak bardzo wygodne centrum przełączania między dwoma głównymi urządzeniami i łączył to z jednoczesnym połączeniem 2,4 GHz oraz Bluetooth. Arctis Nova Elite rozwija ten pomysł w stronę czegoś znacznie bardziej rozbudowanego. Trzeci port USB-C i OmniPlay sprawiają, że zamiast zwykłego ‘przełącznika źródeł’ dostajemy już coś na kształt małego centrum dowodzenia dźwiękiem. W praktyce nie chodzi już tylko o granie na jednym sprzęcie i słuchanie telefonu w tle, ale o możliwość miksowania nawet czterech źródeł audio jednocześnie – przykładowo dwóch po USB, jednego przez Bluetooth i jednego przez line-in.

Różnice zaszły też po stronie mikrofonów. Nadal mamy tu klasyczny, wysuwany boom mic (teraz ClearCast Gen 2.X a nie ClearCast Gen 2), ale Arctis Nova Elite dokłada do niego jeszcze dodatkowy, wbudowany mikrofon w słuchawkach, idealny do trybu Bluetooth. To oznacza, że nowy model jest też sprzętem zorientowanym jeszcze bardziej na trudy codziennego życia między grą, rozmową, muzyką i pracą przy biurku, a to wszystko bez konieczności ciągłego wystawiania wysięgnika mikrofonu. 

SteelSeries na szczęście zachowało również wyjątkowy system zasilania, który opiera się na dwóch wymiennych akumulatorach. Jeden ląduje w stacji ładującej, drugi w słuchawkach, a żonglerka nimi robi swoje. Względem poprzedniego modelu te akumulatory mają wytrzymywać dłużej, a tutaj akurat zostałem pozytywnie zaskoczony, bo jeden z nich wystarczał mi nie na jeden, a na całe dwa dni pracy przy regularnym korzystaniu z ANC, a co najważniejsze, nieustannym podtrzymywaniu połączenia radiowego na najwyższej jakości (PC) oraz Bluetooth (Steam Deck i smartfon). Dla ciekawych – w takim scenariuszu akumulator traci około 7-8% co dwie godziny, a to przekłada się na od około 25 do 30 godzin odsłuchu na jednym tylko akumulatorze, którego ładowanie od 0 do 80% trwa około 90 minut. 

Czytaj też: SteelSeries Apex Pro TKL Gen 3 – hallotronowy terminator

Oprogramowanie SteelSeries GG dostępne na komputery (działa tylko po wpięciu stacji w USB-1) jest bardzo rozbudowane, ma w sobie możliwość dostosowywania wielu szczegółów co do tego, jak Arctis Nova Elite zachowują się na co dzień. Ubóstwiam opcję dzielenia źródeł dźwięku na “grę i chat”, wyłączania ekranu stacji przy bezczynności w celu ochrony panelu OLED, a przede wszystkim specjalny mikser Sonar. Ten służy za centrum do dostosowywania charakteru brzmienia tego modelu za sprawą szeregu predefiniowanych profili z opcją tworzenia swoich niestandardowych i rozdzielenia charakteru na połączenie radiowe i Bluetooth. 

Czego z kolei mi zabrakło? Prostej funkcji, która ograniczałaby ładowanie akumulatorów ze 100% do 80% w celu przedłużenia ich żywotności. Zwłaszcza że świetnie komponowałoby się to z ostrzeganiem przed rozładowaniem, które występuje po raz pierwszy przy 15%.

SteelSeries trzeba jednocześnie pochwalić za rzeczywiste uczynienie z Arctis Nova Elite sprzętu gotowego na podbijanie komputerów, jak i smartfonów, bo swego rodzaju “odpowiednik” SteelSeries GG pobierzemy też na smartfony w postaci aplikacji Arctis. Ta nie jest jedynie byle “dostawką” do apki na komputery, bo skupia się na tym, co rzeczywiście warto ustawić z poziomu smartfona, a w tym poziom jasności diody w mikrofonie na wysięgniku oraz to, czy ten w ogóle działa w tym trybie, bo przecież wtedy powinniśmy korzystać z mikrofonu wbudowanego w słuchawki.

SteelSeries Arctis Nova Elite na co dzień

Czym więc SteelSeries Arctis Nova Elite zaskoczyły mnie w czasie testu? Przede wszystkim tym, że ich największa siła nie leży w jednej konkretnej funkcji, ale w tym, jak ciekawie wypadają podczas zwykłego używania. Nie jest to w praktyce sprzęt, który robi piorunujące pierwsze wrażenie tylko po to, żeby po kilku dniach okazać się kolejnym drogim headsetem z kilkoma efektownymi dodatkami. Im dłużej z nich korzystałem, tym mocniej czułem, że to model zaprojektowany tak, aby stać się czymś więcej niż tylko słuchawkami, po które sięgamy podczas grania.

Najważniejsze jest oczywiście brzmienie, bo to ono od samego początku buduje poczucie obcowania ze sprzętem z bardzo wysokiej półki. Arctis Nova Elite grają dojrzale, czysto i z bardzo dobrą separacją, ale jednocześnie nie próbują robić wrażenia przesadą. Innymi słowy, nie ma tu męczącej góry pasma, nie ma też basu, który zalewa wszystko tylko po to, żeby dźwięk wydawał się bardziej efektowny. Zamiast tego dostajemy brzmienie, które bardzo dobrze sprawdza się nie tylko w dynamicznych strzelankach, ale też wszędzie tam, gdzie trzeba wsłuchać się w atmosferę, tło i drobne sygnały z otoczenia. W praktyce właśnie dlatego tak dobrze wypadają w horrorach, grach przygodowych i tytułach opartych na napięciu, bo potrafią oddać nie tylko kierunek dźwięku, ale też jego charakter.

Co ważne, ten zestaw nie kończy się na graniu. W muzyce i filmach Arctis Nova Elite też wypadają bardzo dobrze, bo nie zachowują się jak typowy headset gamingowy, który poza grami od razu zdradza swoje ograniczenia. Wokale nie toną w basie, dźwięk nie robi się ciężki i zamulony, a całość zachowuje więcej ogłady niż w większości konstrukcji projektowanych głównie pod granie. Jeśli więc patrzeć na nie jako na bezprzewodowy headset premium do grania, oglądania i słuchania muzyki przy biurku, to naprawdę trudno się przyczepić do czegokolwiek.

Nieco ostrożniej podchodzę za to do samego 96 kHz/24 bity. To jest ważny atut tego modelu i wyraźny sygnał, że Arctis Nova Elite celują wyżej niż poprzednik, ale w codziennym użytkowaniu nie działa to jak magiczny przełącznik. Ten tryb ma sens głównie na komputerze i przy odpowiednim materiale źródłowym, bo jeśli ktoś liczy, że zwykły streaming czy byle materiał z sieci nagle zabrzmi jak audio premium, to będzie rozczarowany. W praktyce łatwiej docenia się ogólną kulturę grania tego modelu, szybkość przetworników i lepsze uporządkowanie sceny niż samą obecność trybu hi-res. Oczywiście to plus, ale bardziej subtelny, bo po prostu nie wykorzystamy go w każdym przypadku. Czy z kolei w ogóle da się go usłyszeć? Tak – wsłuchując się w te same utwory odtwarzane w trybie 96 kHz/24 bit oraz 48000 Hz/16 bit da się wyłapać nieco więcej szczegółów, ale nie jest to poziom odkrywania znanych utworów na nowo. 

Na co dzień bardzo dobrze wypada też ANC, bo jest to funkcja realnie poprawiająca komfort używania. Szum komputera, wentylatora, tło mieszkania czy ogólny hałas pomieszczenia są tłumione na tyle skutecznie, że dużo łatwiej skupić się na utworze. Kiedy zaś znaczenia nabierze otoczenie, to dwa kliknięcia w przycisk on/off aktywują tryb przepuszczania tychże dźwięków. Jednocześnie nie powiedziałbym, że jest to poziom bezwzględnej dominacji nad najlepszymi słuchawkami konsumenckimi z ANC, ale bez wątpliwości można określić go mianem bardzo dobrego.

Z kolei po stronie mikrofonów najbardziej podoba mi się sama wygoda całego systemu. Wysuwany mikrofon pozostaje tym podstawowym do grania i rozmów, ale obecność drugiego, wbudowanego mikrofonu sprawia, że Arctis Nova Elite dużo lepiej odnajdują się poza typowo gamingowym scenariuszem. Sama jakość głosu jest więcej niż wystarczająca do grania i codziennej komunikacji, co możecie usłyszeć poniżej:

Arctis Nova Elite – mikrofon na pałąku
Arctis Nova Elite – mikrofony wbudowane

Czy same funkcje charakterystyczne dla miksera są zarezerwowane wyłącznie dla specjalistów? Wcale nie i tutaj akurat mam świetny przykład, bo ostatnimi czasy ogrywam grę Resident Evil Requiem, która wręcz wymaga dobrych słuchawek. Nie ma w tym nic dziwnego, bo jak każda produkcja grozy, tak również ten tytuł zapewnia lepsze doświadczenie, kiedy możemy wsłuchać się dokładniej w otoczenie pełne niebezpieczeństw. “Problem” w tym, że w tej przygodzie towarzyszy mi partnerka, więc tak jak przy okazji polskiego Cronosa, tak i tym razem zapowiadało się, że będę skazany na głośniki. Tutaj właśnie wchodzi stacja dokująca SteelSeries Arctis Nova Elite, która pozwala na wpięcie drugiej pary słuchawek do portu jack 3,5 mm i przekierowania dźwięku prosto do nich bez żadnych opóźnień. Efekt? Można grać z dwoma parami słuchawek, siedząc “ramię w ramię” i zyskując nieocenione doświadczenie.

Samo łączenie wielu źródeł audio wypada z kolei świetnie, jeśli na co dzień korzystacie z kilku sprzętów jednocześnie. Arctis Nova Elite spisują się wtedy fenomenalnie. Niedawno testowałem w tle zewnętrzną kartę graficzną na jednym laptopie, gdzie ciągły nasłuch pozwalał zorientować się, czy proces kompilowania shaderów już się zakończył, pracowałem na głównym komputerze wsłuchując się w podcasty, a w chwilach przerwy odpalałem Steam Decka i wtedy wszystkie trzy platformy ciągle rozbrzmiewały w słuchawkach. 

Test SteelSeries Arctis Nova Elite – podsumowanie

SteelSeries Arctis Nova Elite to słuchawki, które bardzo łatwo ocenić skrajnie. Z jednej strony trudno nie kręcić nosem, kiedy za aż 2699 złotych dostajemy konstrukcję aż tak mocno opartą na wcześniejszym modelu, do tego bez szczególnie imponującego zestawu dodatków w pudełku i z wykończeniem, które momentami bardziej podbija “elitarny” charakter niż praktyczność. Z drugiej strony wystarczy spędzić z tym zestawem trochę czasu, żeby zrozumieć, że jego największa wartość nie leży w wyglądzie, tylko w tym, jak działa na co dzień. To nie jest sprzęt, który sprzedaje się pierwszym kontaktem z obudową. On broni się dopiero wtedy, gdy zaczynamy z niego korzystać tak, jak został zaprojektowany – na kilku urządzeniach jednocześnie i w różnych scenariuszach, a nie tylko w połączeniu z komputerem stacjonarnym. 

Najmocniejszym argumentem za Arctis Nova Elite pozostaje samo audio. Te słuchawki grają dojrzale, czysto i z bardzo dobrą separacją, a przy tym nie próbują robić wrażenia przesadą. Świetnie wypadają w grach budujących klimat, bardzo dobrze radzą sobie w muzyce i filmach, a do tego pokazują wyraźny krok naprzód względem Arctis Nova Pro Wireless tam, gdzie liczy się ogólna kultura grania i uporządkowanie sceny. Tryb 96 kHz/24 bity też ma sens i da się usłyszeć jego przewagę, ale nie jest to funkcja, która sama z siebie zmienia wszystko. 

Równie mocno broni się stacja bazowa i cała otoczka funkcjonalna. ANC jest bardzo dobre, system dwóch mikrofonów zwiększa wygodę codziennego używania, a możliwość miksowania kilku źródeł audio naraz sprawia, że Arctis Nova Elite przestają być zwykłym headsetem do grania, a zaczynają pełnić rolę centrum audio dla całego stanowiska. Właśnie tutaj ten model najmocniej uzasadnia swoją cenę. Nie przy prostym scenariuszu “gram na jednym komputerze”, ale wtedy, gdy między sobą spotykają się PC, konsola, smartfon i jeszcze jedno źródło dźwięku. Do tego dochodzi bardzo udany system zasilania z dwoma wymiennymi akumulatorami, choć nawet tutaj nie obyło się bez drobnych wpadek (tak, wiem, czepiam się), bo sama wymiana wymaga pośpiechu, a w oprogramowaniu nadal brakuje prostego ograniczenia ładowania do 80% dla wydłużenia żywotności ogniw.

Właśnie dlatego Arctis Nova Elite są słuchawkami dla bardzo konkretnego odbiorcy. Jeśli ktoś szuka po prostu świetnego headsetu do grania, to Arctis Nova Pro Wireless w obecnej cenie pozostają propozycją znacznie rozsądniejszą. Jeśli jednak ktoś chce jednego, bardzo rozbudowanego zestawu premium, który ma dobrze grać, skutecznie odcinać od otoczenia, sprawnie działać na kilku platformach i stać się ważnym elementem codziennego stanowiska, to wtedy Arctis Nova Elite zaczynają mieć sens. Zwłaszcza jeśli wiecie, jak wykorzystać na co dzień stację bazową. Zwłaszcza w swojej pracy, gdzie wydatek rzędu 2699 złotych można uzasadnić czymś więcej niż byle kaprysem.

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.