Na samym początku musimy zrozumieć jedno – zewnętrzna karta graficzna to sprzęt bardzo specyficzny. Nie ma naturalnie sensu kupować jej do stacjonarki, bo wtedy lepiej po prostu kupić typową kartę do montażu w slocie PCIe. Nie tylko przez wygodę i trzymanie wszystkiego w jednej “skrzynce”, ale przede wszystkim ze względu na wydajność. Thunderbolt 5 może imponować dwukierunkowym transferem rzędu 80 Gb/s, ale w przypadku eGPU nie oznacza to i tak połączenia porównywalnego z pełnym slotem dla karty graficznej w komputerze stacjonarnym.

Dla GPU liczy się bowiem nie tylko transfer całego interfejsu, lecz tunelowane PCIe, a tutaj Thunderbolt 5 oferuje przepustowość zbliżoną do PCIe 4.0 x4. Problem w tym, że nadal nie jest to natywne PCIe 4.0 x4 z peceta, tylko sygnał przesyłany przez dodatkową warstwę kontrolera i protokołu, co oznacza większy narzut oraz wyższe opóźnienia. W praktyce taka sama karta podłączona zewnętrznie niemal zawsze będzie więc wolniejsza od wersji zamontowanej bezpośrednio na płycie głównej.
Są jednak sytuacje, w których taka zewnętrzna karta graficzna jest jedynym wyjściem. Przykłady? Handheldy z Windowsem lub cienkie ultrabooki ograniczone do iGPU, których procesory centralne aż czekają na “godnego towarzysza” w postaci karty graficznej, aby rozwinąć skrzydła w grach czy aplikacjach wymagających wydajnego GPU. Ba, osoby potrzebujące dodatkowego “graficznego kopa” mogą sięgnąć po taki sprzęt tylko po to, aby po prostu mieć drugą wydajną kartę graficzną do realizowania konkretnych zadań.
Pudełko i dołączone wyposażenie
Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX na początku może przerazić. Dociera bowiem do nas w tak wielkim pudełku, że gdybym miał zgadywać wielkość tej zewnętrzne karty graficznej tylko na podstawie kartonu, to przestrzeliłbym się praktycznie dwukrotnie. Większość przestrzeni to jednak wyłącznie piankowe wypełnienie.
Czytaj też: Jak włączyć profil XMP lub EXPO w BIOS? Pokazujemy na przykładzie płyty ASRock, Asus, Gigabyte i MSI



W pudełku czeka samo eGPU z osadzoną już kartą GeForce RTX 5060 Ti 16G, magnetyczna podstawka do ustawienia obudowy w pozycji pionowej, przewód Thunderbolt 5 o długości 80 cm, zasilacz o mocy 330 watów, kabel zasilający oraz instrukcja instalacji. Jest to więc zestaw kompletny, pozwalający od razu przejść do konfiguracji bez dokupowania czegokolwiek na start… i dobrze, bo w takim sprzęcie np. brak przewodu Thunderbolt 5 były co najwyżej zabawny.




Jest to o tyle ważne, że w przypadku eGPU sam przewód ma znaczenie większe niż przy zwykłym doku USB-C. Tutaj cały sens urządzenia opiera się na jednym połączeniu, które ma jednocześnie obsługiwać przesył danych, obraz i zasilanie laptopa. Dobrze więc, że producent nie traktuje kabla jako dodatku, który użytkownik ma sobie zorganizować sam, tylko od razu daje przewód zgodny z klasą sprzętu. Do tego dochodzi zasilacz o mocy 330 W, więc od początku widać, że mamy do czynienia nie z lekkim hubem biurkowym, ale z pełnoprawnym zewnętrznym układem graficznym z własnym zapleczem energetycznym. Naturalnie wiąże się to z tym, że do torby powędruje nie tylko laptop, ale też karta graficzna i… kloc w postaci jej zasilacza.
Nie tylko graficzna potęga, ale też ładowarka i HUB w jednym
Sama obudowa jest wyraźnie kompaktowa jak na kategorię eGPU. Ma 243,7 x 117,4 x 48,2 mm i waży około 955 gramów, a do tego dochodzi jeszcze opcjonalna podstawka w kształcie kwadratu o masie około 60 gramów. To wciąż więc sprzęt stricte biurkowy, ale nie taki, który z automatu musi zostać przyspawany do jednego stanowiska na stałe. Rozmiar i masa są na tyle sensowne (przenoszenie jedną ręką, to drobnostka), że Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX można traktować jako dodatek do mobilnego komputera, a nie wyłącznie jako zamiennik małego desktopa.

Konstrukcja tej zewnętrznej karty graficznej została pomyślana tak, by nie ograniczać się do jednej pozycji pracy. Obudowę można postawić poziomo na dwóch gumowych podkładkach lub pionowo, wykorzystując do tego wspomnianą magnetyczną podstawkę. Niestety jednak w tej pozycji przewód zasilający idzie aż na samą górę sprzętu, bo producent z niewiadomych przyczyn nie umieścił portu zasilania na drugiej stronie krawędzi. Innymi słowy, projektowa wpadka numer jeden, ale spokojnie – więcej takich drobnostek nie uświadczymy.


Tego typu sprzęt łatwo zepsuć nie samą wydajnością, lecz codzienną niewygodą, a tutaj widać próbę pogodzenia małych rozmiarów z normalną ergonomią użytkowania. Całość uzupełnia podświetlenie RGB, więc obudowa nie udaje jakiegoś ascetycznego akcesorium do biura, który będzie odstraszał wszystkich trypofobów, tylko dość wyraźnie wpisuje się w stylistykę AORUS-a.






Dużo ciekawsze od samej solidnej bryły wykonanej z metalu są jednak porty. Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX ma bowiem być czymś więcej niż tylko “graficznym wspomaganiem”, ale też ma pracować jako centralny punkt całego stanowiska. Do komputera prowadzi wprawdzie jeden port Thunderbolt 5, ale oprócz niego sprzęt oferuje też drugi port Thunderbolt 5 i Ethernet 1 Gb/s z tyłu oraz zestaw USB-C 3.2 Gen 2 i dwóch USB-A 3.2 Gen 2 z przodu, którym towarzyszy przycisk restartu.


Na tym oczywiście nie koniec, bo z tyłu znalazły się jeszcze wyjścia obrazu w postaci trzech DisplayPort 2.1b i jednego HDMI 2.1b. W efekcie nie jest to tylko “zewnętrzna karta”, ale również pełnoprawny dock, który po jednym podłączeniu może przejąć obsługę monitora, sieci i dodatkowych akcesoriów. Z pozoru może się to wydawać przesadą, ale dziś laptopy tylko z jednym portem USB-C do ładowania i obsługi monitorów nie są rzadkością, więc Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX zapewnia nie tylko graficzne, ale też peryferyjne wspomaganie. Ba, ratuje też nas przed plątaniną kabli, bo przecież port Thunderbolt 5 współpracuje z Power Delivery 3.0 i tym samym może dostarczyć do 100 watów mocy laptopowi. W wielu scenariuszach oznacza to, że po podpięciu AI BOX-a ultrabook nie potrzebuje już własnego zasilacza, bo cały zestaw działa przez jeden przewód.


Na poziomie konstrukcyjnym istotne jest również chłodzenie, które w teorii powinno radzić sobie z temperaturą procesora i układów pamięci lepiej, a to za sprawą stałego dopływu do zimnego powietrza z zewnątrz, a nie “kiszenia się” w cieple emitowanym przez resztę komputera. Firma Gigabyte zastosowała tutaj system WINDFORCE z wentylatorami Hawk Fan, naprzemiennym kierunkiem obrotu, kompozytowymi ciepłowodami, miedzianą płytką stykającą się bezpośrednio z GPU, półpasywnym trybem 3D Active Fan oraz serwerowym materiałem termoprzewodzącym dla elementów takich jak VRAM i MOSFET-y. Można się z tego tylko cieszyć, bo taka zewnętrzna karta graficzna znajduje się znacznie bliżej naszych uszu i nie jest tłumiona blatem czy nawet metalem samej obudowy.
GeForce RTX 5060 Ti 16 GB, a nie jakiś podrabianiec
W środku nie siedzi “oszukany moduł graficzny w stylu RTX 5060 Ti”, tylko konkretnie GeForce RTX 5060 Ti 16 GB wykorzystujący rdzeń NVIDIA Blackwell. Ten GPU pracuje z taktowaniem na poziomie 2572 MHz i współpracuje z 16 GB pamięci GDDR7 o szybkości 28 Gb/s. Te 16 GB VRAM ma znaczenie nie tylko w grach. W przypadku zewnętrznej karty graficznej taki zapas pamięci szczególnie dobrze współgra z laptopami i mini-PC, które same z siebie często nie mają mocnego zaplecza graficznego, ale potrafią być bardzo sensowną bazą do pracy kreatywnej.
Większa pamięć pozwala swobodniej podchodzić do cięższych tekstur, większych scen 3D czy lokalnych zadań wykorzystujących GPU, a to wszystko bez poczucia, że cały projekt opiera się na wąskim gardle po stronie pamięci. Sama idea tego urządzenia nie sprowadza się więc wyłącznie do zapewniania “więcej FPS-ów”, ale do dołożenia mobilnemu komputerowi drugiego, znacznie mocniejszego trybu pracy po powrocie do biurka.
Od strony wyjść obrazu karta obsługuje do czterech ekranów jednocześnie, a maksymalna deklarowana rozdzielczość cyfrowa wynosi 7680 x 4320. Pokazuje to, że AORUS RTX 5060 Ti AI BOX nie został pomyślany jako akcesorium do jednego monitora i jednej gry. Sprzęt od początku był projektowany z myślą o scenariuszu, w którym notebook po podpięciu zamienia się w pełne stanowisko robocze lub gamingowe, z kilkoma ekranami i zestawem urządzeń na blacie. W tym kontekście sama karta graficzna jest rdzeniem całej konstrukcji, ale jej znaczenie rośnie właśnie dlatego, że została osadzona w platformie zaprojektowanej szerzej niż zwykła “obudowa na GPU”.
Konfiguracja Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX w teorii
Niestety sprzęt pokroju Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX nie jest niczym pendrive, więc nie myślcie o tym, że zacznie działać poprawnie od razu, jak tylko wepniecie przewód do USB-C do byle laptopa. Podstawa to oczywiście sprzęt docelowy obsługujący eGPU, bo sama obecność Thunderbolta czy USB4 nie daje jeszcze pewności, że komputer potrafi sensownie współpracować z zewnętrzną kartą graficzną. Do tego dochodzi jeszcze kwestia systemu, bo całość jest przygotowana z myślą o Windows 11 w wersji 25H2 lub nowszej.
Czytaj też: Test GIGABYTE GAMING A16 Pro DYH, czyli rozsądny laptop z RTX 5080 bez ceny z kosmosu
Najwięcej uwagi trzeba poświęcić sterownikom. W przypadku maszyn z własnym układem GeForce nie powinno się mieszać sterowników mobilnych i desktopowych, bo właśnie tutaj najłatwiej o konflikty. Cała logika działania sprowadza się do tego, że zarówno wewnętrzny układ NVIDII w laptopie, jak i sam AI BOX mają pracować na sterowniku desktopowym (wbrew temu, co Gigabyte podaje do pobrania na swojej oficjalnej stronie). Trzeba więc sięgnąć po pakiet dla GeForce RTX 5060 Ti, a nie po wariant z sekcji “Notebooks”, a podczas instalacji najlepiej od razu wybrać tryb czystej instalacji.


Sama kolejność pierwszego uruchomienia też ma znaczenie. Najpierw warto pozamykać otwarte programy, następnie podłączyć AI BOX do portu Thunderbolt, a jeśli macie zewnętrzny monitor, to od razu wpiąć go do obudowy eGPU, choć nie jest to konieczne. System powinien wykryć nowe urządzenie, początkowo jeszcze jako podstawowy adapter obrazu, a dopiero potem przychodzi moment na instalację właściwego sterownika.


To jednak dopiero połowa układanki, bo po samym uruchomieniu trzeba jeszcze dopilnować, by aplikacje rzeczywiście korzystały z właściwego GPU. Właśnie po to producent przygotował AI BOX GPU Selector, czyli narzędzie pozwalające ręcznie przypisać program do konkretnego układu graficznego. Ma to znaczenie szczególnie wtedy, gdy laptop ma już własne GPU i system zaczyna decydować, gdzie oddelegować daną aplikację. W praktyce oznacza to, że konfiguracja AI BOX-a nie kończy się na samym “czy działa”, ale przechodzi w pytanie “który układ ma obsługiwać które zadanie”. Pokazuje to zresztą, że ten sprzęt nie jest zwykłym dodatkiem do laptopa, tylko znacznie bardziej złożonym rozszerzeniem całej platformy.
Konfiguracja Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX w praktyce
Test tego zewnętrznego dGPU przeprowadziłem z wykorzystaniem laptopa Gigabyte AERO X16 EG61H wyposażonego w Thunderbolt 4 (dwukrotnie wolniejszy odpowiednik Thunderbolta 5), który oprócz odpowiedniego portu Thunderbolt, ma też własną kartę graficzną GeForce RTX 5070 Ti. Innymi słowy, jest idealnym poligonem testowym dla AORUS RTX 5060 Ti AI BOX. Mogłem tym samym sprawdzić, jak wypadnie w praktyce konfiguracja z dwoma działającymi GeForce RTX jednocześnie, jak i wyłącznie zewnętrznym dGPU, po prostu wyłączając wewnętrzne dGPU z poziomu BIOS-u.

Przy pierwszej konfiguracji laptop został zresetowany, a następnie zaktualizowany i “pozbawiony” wewnętrznego RTX-a z poziomu BIOS-u. Wtedy też wpiąłem do niego AORUS RTX 5060 Ti AI BOX, pobrałem najnowszy sterownik desktopowy dla RTX 5060 Ti od NVIDIA (wersja powyżej 590) i zainstalowałem. Efekt? Taki sobie bym powiedział. Instalator wprawdzie nie “wyrzucił” żadnego błędu i doinstalował aplikację NVIDIA Experience, ale sterownik “zablokował się” na bardzo starej wersji 573.01. Z pozoru wszystko działało, ale część gier działała w nieoptymalny sposób, a nawet w ogóle się nie włączała. Nadszedł tym samym czas, aby wytoczyć cięższe działa – Display Driver Uninstaller i wtedy wszystko “ruszyło”, co sugeruje, że system ot “dociągnął” sobie wcześniej automatycznie sterowniki, powodując tym samym problemy.

Wtedy przypomniałem sobie, że producent w instrukcji jednoznacznie zaznacza, że laptopy z własną kartą graficzną nie powinny być jej pozbawione z poziomu aplikacji. Czy więc postąpiłem niegodnie, nie ze sztuką eGPU? Sam nie wiem, bo sterownik i karta graficzna zaczęły wtedy działać w pełni poprawnie (odpowiednia wersja, brak ostrzeżeń w menedżerze urządzeń) i sugerowały, jakoby nie była to żadna zewnętrzna karta graficzna, a wszystkie gry działały w pełni stabilnie.
Czytaj też: Test monitora Gigabyte M27Q2 QD, czyli jak odkryć matrycę IPS na nowo

Dostałem tym samym zielone światło, żeby przetestować Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX w ewidentnie najbardziej problematycznym scenariuszu, a więc konfiguracji z dwoma aktywnymi dGPU – jednym wewnętrznym RTX 5050 i drugim zewnętrznym GeForce RTX 5060 Ti, aby przy okazji sprawdzić oprogramowanie producenta do dyrygowania tym, która karta graficzna ma obsługiwać które programy. Tutaj jednak nie mam za wiele do powiedzenia, bo wszystko działało bezproblemowo.
Wydajność Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX
W prostym myśleniu Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX powinien oferować taką samą wydajność, jak karta graficzna GeForce RTX 5060 Ti w komputerze. Mnie interesowało jednak najbardziej coś innego – jak to będzie ze stabilnością ogrywanych tytułów, czy trzeba nastawić się na regularne błędy, czy jest jakaś różnica w wydajności między wyświetlaniem gry na ekranie laptopa i monitorze zewnętrznym w tej samej rozdzielczości, a do tego, jak ta karta graficzna wypada pod kątem poboru energii, temperatur oraz hałasu.


Zacznijmy jednak od odpowiedzi na najważniejsze – czy istnieje jakaś różnica w wydajności zależnie od wyboru ekranu? Jak widać w powyższym teście syntetycznym, rzeczywiście tak i wynosi w takim scenariuszu “tylko” 10 procent. Z kolei idealną weryfikacją tego w praktycznym środowisku jest sięgnięcie po wbudowany test graficzny w Cyberpunku 2077, gdzie nie brakuje stabilnego środowiska i graficznych wodotrysków. Proste podsumowanie testu na koniec robi swoje, zapewniając wgląd na średnią wydajność.


Z tych pomiarów przeprowadzonych w rozdzielczości Full HD, na ustawieniu Ray-Tracing Ultra, z automatycznym skalowaniem rozdzielczości DLSS i generowaniem klatek X4 wynika, że mimo identycznych ustawień graficznych, przesyłanie obrazu z powrotem do laptopa (i jego ekranu) wypada znacznie gorzej względem wyświetlania go na zewnętrznym monitorze za pośrednictwem przewodu HDMI. Mowa o spadku średniej ze 191 do 142 FPS, więc różnica jest ogromna (spadek o około 25%) i dotyka nawet minimalnej liczby klatek na sekundę. Łatwo to jednak wytłumaczyć, bo przy zewnętrznym ekranie sprzęt nie musi wysyłać sygnału z powrotem do komputera. Zamiast tego przekazuje go innym, niezależnym przewodem bezpośrednio do wyświetlacza, co potwierdza, że to interfejs Thunderbolt 4 jest znacznym ograniczeniem dla zewnętrznych kart graficznych w tego typu scenariuszach.
W porównaniu z wewnętrzną kartą graficzną GeForce RTX 5050 wynik ten mówi sam za siebie:

Mając już tę wiedzę, można przejść do kolejnych testów, które potwierdzają różnicę między ekranami, choć im gorsze są wyniki, tym ta różnica jest mniejsza i Borderlands 4 oraz Kingdom Come: Deliverance 2 jest tego świetnym przykładem.



Zapytacie pewnie “dlaczego nie korzystałem ze skalowania rozdzielczości i generowania klatek we wszystkich tytułach”, ale odpowiedź Was rozczaruje. W praktyce nie wszystkie gry wspierają eGPU tak dobrze, jak pozornie może się wydawać. Przykładowo STALKER 2 czy Borderlands 4 w ogóle nie wyświetla ustawień charakterystycznych dla NVIDIA, Kingdom Come: Deliverance 2 nie pozwala zapisać wyboru DLSS (ustawienia ulegają resetowi), a jeśli spróbujemy obejść ten problem np. z poziomu sterowników, to dostaniemy soczystą awarię gry i konieczność zrestartowania ustawień do ostatnich “bezpiecznych”. Innymi słowy, coś tu jest ostro nie tak, ale z drugiej strony gry pokroju Resident Evil Requiem, Cyberpunk 2077 czy Battlefield 6 radzą sobie z eGPU bez takich niespodzianek.
Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX w codziennej pracy
Tego typu eGPU wypada bardzo pozytywnie w kwestii hałasu, bo np. benchmark Cyberpunka 2077 doprowadza sam laptop do stanu, w którym jego system chłodzenia generuje hałas na poziomie około 48-50 dBa, ale jeśli przerzucimy odpowiedzialność z wewnętrznego GPU na zewnętrzne, to laptop zrównuje się hałasem z AORUS RTX 5060 Ti AI BOX, które generuje około 41-42 dBa szum pod obciążeniem (wentylator rozkręcony do poziomu 60%). Podczas grania temperatura dobija w okolice 70 stopni Celsjusza, a zegar GPU do 2775 MHz.

Podczas grania w Battlefielda VI przy 2-godzinnym graniu doszło do kilku momentów, w których obraz po prostu znikał na kilka sekund i powracał do normy. Znacznie częściej zdarzają się jednak takie momenty, w których gry ot zacinają co jakiś czas, a wtedy pomaga wyłącznie reset komputera, bo odpinanie przewodu Thunderbolt lub resetowanie karty graficznej nic nie naprawia. Wygląda to z kolei tak i jest niezależne od trybu wyświetlania gry oraz ekranu.
Przechodząc do kwestii energetycznych, pod obciążeniem sama karta graficzna jest w stanie pobrać od 140 do 150 watów przy domyślnym ustawieniu. W spoczynku zaś (po zamknięciu laptopa) Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX pobiera 22 watów bez żadnej przyczyny i okazjonalnie rozkręca swoje wentylatory. Nie jest to spowodowane kwestią zasilania samego laptopa, bo odpięcie dGPU od laptopa nie powoduje, że pobór mocy gniazdka laptopa skacze. Innymi słowy, zewnętrzna karta graficzna w ciągu całej doby nawet totalnej bezczynności pożre Wam jakieś pół kilowata. Najprostsze rozwiązanie? Wystarczy odpiąć przewód Thunderbolt od laptopa albo po prostu odciąć zasilanie, co sugeruje, że producent w kolejnej generacji powinien koniecznie dodać prosty przełącznik on/off na obudowie tego sprzętu.
Test Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX – podsumowanie
Zewnętrzna karta graficzna nie jest idealna w tym znaczeniu, że jeśli oczekujecie po niej pełni możliwości znanej z typowej “wbudowanej karty graficznej”, to po prostu się zawiedziecie. Niektóre gry mają z nią problem natury technologicznej, bo zwyczajnie nie pozwalają aktywować techniki DLSS, co jest o tyle dziwne, że trudno znaleźć jakiś schemat tego typu działania. Zwłaszcza że np. Kingdom Deliverance 2 oraz STALKER 2 to gry stworzone na zupełnie innych silnikach, a dręczy je ten sam problem. Unreal Engine 5 może mieć jednak tutaj wiele do powiedzenia, bo łączy on STALKER 2 z Borderlandsem 4.

Najgorsze jest jednak to, że sprzęt ten totalnie losowo odmawia poprawnego działania, powodując trudne do przeanalizowania spadki wydajności, a nawet całkowite blackouty sygnału wideo. O ile ten drugi problem zauważyłem tylko trzy razy na setki włączeń różnych gier wideo, tak ten pierwszy występował już znacznie częściej. W teorii to nie aż tak duży problem, bo zresetowanie systemu jest kwestią minuty, ale kiedy doliczymy do tego np. wczytywanie całego projektu lub włączanie Steama, gry i wczytywanie zapisu, to ta niewygoda robi się już znacznie większa.
Do niedociągnięć należy też zaliczyć z jednej strony drobnostkę pokroju złącza zasilania umieszczonego w górnej części tylnego panelu (przy ustawieniu wertykalnym), jak i coś znacznie gorszego, bo niewytłumaczalny pobór energii w spoczynku. Da się go wprawdzie uniknąć, po prostu odpinając przewód Thunderbolt, ale jak na moje oko, znacznie lepiej wypadłby w tej roli ot prosty przełącznik na obudowie. W kwestii wydajności trzeba też pamiętać, że najlepiej spisuje się konfiguracja, w której wykorzystujecie zewnętrzny monitor, bo w przeciwnym razie (korzystając tylko z laptopowego wyświetlacza) koszt transferu wpłynie znacznie na ogólną wydajność Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX.
Zalety? Ta najważniejsza sprowadza się do tego, że Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX może być jedyną sensowną opcją “graficznego wzmocnienia” swojego sprzętu (ultrabooka, handhelda, mini-PC nastawionego na multimedia). Producentowi należą się brawa za zrobienie z tego sprzętu rozbudowanego HUB-a pod peryferia i wiele dodatkowych wyświetlaczy, jak również za to, że taki sprzęt nie jest ot nabiurkowym odkurzaczem, bo nie hałasuje tak, jak można było się tego spodziewać. Wprawdzie sama obudowa nagrzewa się pod obciążeniem, ale nie jest to poziom, który może budzić jakiekolwiek zastrzeżenia.

Innymi więc słowy, Gigabyte AORUS RTX 5060 Ti AI BOX to sprzęt nie dla wszystkich, ale jednocześnie dla konkretnych klientów może być wręcz ratunkiem, aby tchnąć w jakiś sprzęt graficzną potęgę nowej generacji. Takie rozwiązanie nie jest idealnym ekwiwalentem wbudowanej karty graficznej. Jest jednak alternatywą, której po prostu możecie potrzebować. Do tanich jednak nie należy, bo podczas gdy typowego RTX 5060 Ti kupimy za niespełna 2000 złotych, AORUS RTX 5060 Ti AI BOX to już wydatek praktycznie 2,5-krotnie większy (w chwili pisania oferty w sieci oscylują wokół 4700 zł).

