USA mają wielkie ambicje. Broń nowej epoki dla wyjątkowego myśliwca

Zamiast na doskonale nam znanych gigantów w branży zbrojeniowej, Amerykanie tym razem postawili na startup. Nie chodzi tu wyłącznie o prędkość, bo w rzeczywistości broń Blackbeard pokazuje zupełnie nowy kierunek wyścigu hipersonicznego.
USA mają wielkie ambicje. Broń nowej epoki dla wyjątkowego myśliwca

Nowoczesna wojna coraz rzadziej premiuje wyłącznie tego, kto jest w stanie zbudować najbardziej widowiskową broń. Znacznie częściej wygrywa ten, kto potrafi połączyć trzy rzeczy naraz – zasięg, tempo wdrożenia i skalę produkcji. Wcale się temu nie dziwię, bo przecież wystarczy przypomnieć sobie o czołgu T-14 Armata czy powracających problemach z utrzymaniem zapasów co bardziej zaawansowanych systemów uzbrojenia, których cena wręcz powala. Na tle tych kwestii najnowsze komunikaty o broni hipersonicznej wyglądają sensownie, bo przestają sprowadzać się do pustego zachwytu nad Mach 5, a coraz częściej zaczynają dotyczyć tego, kto, gdzie i za ile będzie w stanie dostarczyć taką broń w liczbach mających operacyjne znaczenie.

Marynarka USA postawiła duży kontrakt na amerykański startup

24 kwietnia 2026 roku firma Castelion z Kalifornii otrzymała od amerykańskiej marynarki modyfikację kontraktu o wartości około 379 mln złotych. Chodzi w nim o wsparcie programu SBIR Phase III pod hasłem “Low Cost Highly Manufacturable Long Range Strike Weapon Production. Sama nazwa (niskokosztowa produkcja masowa broni dalekiego zasięgu) zdradza zresztą wszystko, co w tej historii najważniejsze. Nie chodzi wyłącznie o opracowanie pocisku hipersonicznego, ale o doprowadzenie do sytuacji, w której taki system da się wytwarzać w większej skali i przy koszcie, który nie zabija sensu jego bojowego użycia. Prace mają być prowadzone w Torrance w Kalifornii i potrwać do stycznia 2028 roku.

Czytaj też: Chiny mają nowy myśliwiec. Błękitny Rekin już podbija przestworza

Naturalnie jednak nie był też start od zera. W lutym 2026 roku Castelion dostał już od marynarki około 180,6 mln zł na przyspieszenie przejścia Blackbearda z etapu prototypowego do wczesnej gotowości operacyjnej. Najnowsza umowa nie jest więc pojedynczym zastrzykiem gotówki, ale kolejnym krokiem, który ma doprowadzić pocisk do służby. Dodatkowo oficjalny komunikat podkreśla, że obecne zlecenie było konkurencyjne, co przy tej klasie programu jest elementem szerszej polityki otwierania najciekawszych wojskowych projektów na mniejsze spółki.

Dziś w broni hipersonicznej najważniejsze nie jest samo “Mach 5”

Broń hipersoniczna przyciąga uwagę głównie dlatego, że porusza się z prędkością przekraczającą Mach 5. W uproszczeniu można mówić o pułapie ponad 6100 km/h, a przy Mach 8 już o okolicach 9800 km/h. W ciągu ostatnich lat zachwycaliśmy się tymi liczbami wielokrotnie, podkreślając wyzwanie, jakie jest związane z obroną przed takimi systemami uzbrojenia. Znacznie ważniejsze okazuje się dziś to, że Blackbeard ma zostać zintegrowany z pokładowymi F/A-18E/F Super Hornetami i osiągnąć wstępną gotowość operacyjną już w 2027 roku, a to całkowicie zmienia perspektywę.

Czytaj też: Amerykański kolos na łopatkach? Chiny szykują Y-30 jako konkurencję dla Super Herkulesa

Pocisk odpalany z samolotu startującego z lotniskowca daje marynarce coś, czego nie zapewnia typowa broń – mobilność i możliwość przeniesienia środka rażenia bliżej celu bez uzależniania się od stałych wyrzutni. Dla Amerykanów to szczególnie ważne w scenariuszu zachodniego Oceanu Spokojnego, gdzie lotniskowce i samoloty pokładowe mają pozostać jednym z głównych narzędzi odstraszania wobec Chin. Dlatego najnowszy kontrakt finansuje nie tylko loty testowe, ale też integrację sprzętową i programową, certyfikację bezpieczeństwa oraz pełny proces dopuszczenia uzbrojenia do przechowywania, ładowania i przenoszenia na lotniskowcu. Innymi słowy – to już nie jest zabawa w demonstrator technologii, ale mozolne domykanie drogi od warsztatu do pokładu.

Dopiero kolejne lata zapewnią odpowiedzi

Najważniejsze w programie Blackbeard nie jest sama prędkość lotu, ale próba stworzenia broni hipersonicznej, która nie będzie absurdalnie droga. Według dokumentów budżetowych, marynarka chce kupić 4500 takich pocisków dla F/A-18E/F w ciągu pięciu lat, a średni koszt jednego ma wynosić około 384 tys. dolarów, czyli około 1,39 mln zł. Tego typu liczba zmienia całkowicie perspektywę, bo hipersonika od lat imponowała osiągami, ale przegrywała kosztami. Jednocześnie trzeba zachować ostrożność, bo planowana cena i skala nie oznaczają jeszcze gotowego sukcesu. Zwłaszcza że przed programem nadal są integracja z samolotem, testy w locie, certyfikacja i dopuszczenie do działania z lotniskowca.

Czytaj też: Chiny rozwiązały jeden z największych problemów nowoczesnej broni

FA-18

Równie istotne jest to, że za projektem stoi startup, a nie klasyczny gigant pokroju Lockheeda czy Raytheona. Castelion chce obniżać koszty i przyspieszać prace między innymi przez sięganie po szerzej dostępne komponenty, ale właśnie tu zaczyna się prawdziwy test tej koncepcji. Firma musi teraz udowodnić, że taki model wytrzyma wymagania lotnictwa pokładowego i rygor wojskowych procedur. Do tego dochodzi budowa własnego zaplecza produkcyjnego Project Ranger za 250 mln dolarów, czyli około 903 mln zł, co pokazuje, że Amerykanie chcą dziś nie tylko szybkiej broni, ale też możliwości jej masowego wytwarzania.

Źródła: Castelion, Departament Wojny USA, Reuters

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.