Tym razem wszystko kręci się wokół chińskiego lotniskowca, bo jak na okręt tej klasy przystało, lotniskowiec sam w sobie nie jest jeszcze narzędziem dominacji. Może wyglądać imponująco na zdjęciach satelitarnych, może robić wrażenie wypornością, długością pokładu i liczbą ludzi na pokładzie, ale jego znaczenie militarne zaczyna się dopiero wtedy, gdy z tego pokładu regularnie startują samoloty zdolne walczyć daleko od własnego wybrzeża. Dlatego w przypadku rozwoju chińskiej potęgi militarnej od lat nie chodzi wyłącznie o kolejne okręty, lecz o pytanie znacznie trudniejsze: czy Chiny potrafią zbudować cały system, w którym okręt, katapulta, samoloty, piloci, zaplecze logistyczne i dowodzenie działają skutecznie razem?

Właśnie w tym miejscu pojawia się właśnie Shenyang J-35, czyli samolot, który przez ostatnie lata regularnie powracał w światło medialnych reflektorów. Był jednak dla nas czymś między prototypem, demonstracją ambicji a zapowiedzią przyszłej zmiany w chińskiej marynarce. Teraz jednak dostał oficjalny przydomek “Blue Shark”, czyli po polsku “Błękitny Rekin”, a w wojsku takie gesty rzadko są przypadkowe. Nadanie nazwy zwykle oznacza bowiem, że konstrukcja przestaje być tylko obiektem testów, a zaczyna wchodzić w etap porządkowania tożsamości, szkolenia, komunikacji i powolnego włączania do struktur sił zbrojnych.
“Blue Shark” nie jest przypadkową nazwą dla J-35
Shenyang Aircraft Corporation potwierdziło przydomek “Blue Shark” dla pokładowego J-35 w dniu 23 kwietnia 2026 roku. Ta nazwa miała krążyć wcześniej w mniej oficjalnym obiegu, między innymi przy okazji Airshow China w Zhuhai. Nie jest to samotny wybryk językowy pokroju naszego Husarza, bo chińska marynarka lubi rekinie skojarzenia przy samolotach pokładowych. J-15 funkcjonuje przecież jako “Flying Shark”, a J-15D jako “Electric Shark”, więc J-35 jako “Blue Shark” wpisuje się w konsekwentnie budowaną linię nazw dla chińskiego lotnictwa morskiego.
Czytaj też: Amerykański kolos na łopatkach? Chiny szykują Y-30 jako konkurencję dla Super Herkulesa

Taka nazwa sygnalizuje, że chiński program wyszedł z etapu czystych pogłosek. Przez lata J-35 był analizowany głównie przez zdjęcia z prób, zdjęcia z lotnisk, kadry z pokazów i porównania sylwetki. Teraz mówimy o samolocie, który ma konkretną rolę w marynarce i konkretną pozycję w chińskim porządku lotniskowcowym, a dla szerszego kontekstu warto przypomnieć wcześniejsze tematy związane z tym samolotem, a w tym J-35 i elektromagnetyczne katapulty Fujiana oraz lądowy wariant J-35. Nie patrzymy więc na pojedynczy samolot, ale na większą próbę zbudowania chińskiego ekosystemu maszyn stealth.
J-35 ma być dla Chin tym, czym F-35C jest dla amerykańskiej floty
Najbliższym funkcjonalnym punktem odniesienia dla J-35 jest amerykański F-35C Lightning II, czyli pokładowa wersja F-35 przygotowana do operowania z lotniskowców z katapultami i systemem lin hamujących. Nie oznacza to, że chiński samolot jest kopią F-35C albo że jego możliwości są już tak dobrze poznane. Oznacza raczej, że oba samoloty mają podobny cel – dać lotniskowcowi maszynę stealth zdolną do walki powietrznej, uderzeń na cele nawodne i lądowe oraz realizacji misji w środowisku nasyconym środkami przeciwlotniczymi.

W przypadku amerykańskiego F-35C ma większe skrzydła od wersji F-35A, składane końcówki skrzydeł, wzmocnione podwozie, hak do lądowania na pokładzie i konstrukcję przystosowaną do katapult. Zasięg tego myśliwca na paliwie wewnętrznym przekracza 2200 km, promień bojowy przekracza 1100 km, a maksymalny udźwig uzbrojenia wynosi około 8160 kg. W przypadku J-35 zestaw tych danych jest mniej pewny, bo Chiny nie publikują pełnej i łatwej do weryfikacji dokumentacji technicznej. Wiadomo jednak, że J-35 ma składane skrzydła, wzmocnione podwozie, hak do lądowania oraz belkę do startu z katapulty. Raportowane wartości mówią o promieniu bojowym około 1200 km i maksymalnej masie startowej około 30000 kg, ale te liczby pochodzą z analiz i doniesień, a nie z pełnych, jawnych kart katalogowych.
Dlaczego pokładowy myśliwiec stealth jest tak ważny?
Chińskie lotniskowce przez lata miały jeden zasadniczy problem – brak rozbudowanych możliwości lotniczego skrzydła. Starsze lotniskowce Liaoning i Shandong korzystały ze skoczni startowej, co ograniczało masę startową samolotów. Mogły one wprawdzie wystartować, ale nie zawsze z takim zapasem paliwa i uzbrojenia, jaki byłby optymalny w pełnowymiarowym scenariuszu bojowym. Najnowszy Fujian zmienia tę logikę, ponieważ jest pierwszym chińskim lotniskowcem z elektromagnetycznym systemem katapult, które zostały już sprawdzone w akcji. We wrześniu 2025 roku chińska marynarka poinformowała o startach i lądowaniach J-15T, J-35 oraz samolotu wczesnego ostrzegania KJ-600 z wykorzystaniem systemów katapult i lin hamujących na Fujianie.
Czytaj też: Wsadzili mocniejszy silnik do taniej maszyny wojskowej. Efekt zaskoczył Armię USA

Oczywiście samo hasło “stealth” w przypadku J-35 nie powinno być rozumiane jako magiczna niewidzialność. Chodzi o ograniczenie skutecznej powierzchni odbicia radarowego, utrudnienie wykrycia i skrócenie czasu reakcji przeciwnika. Konstrukcja J-35 wykorzystuje wewnętrzne komory uzbrojenia, ostre przejścia krawędzi, pochylone stateczniki pionowe, wloty typu DSI oraz zakrzywione kanały dolotowe, które zasłaniają łopatki silników przed radarem. Na morzu ma to szczególne znaczenie, bo przecież lotniskowiec nie walczy sam. Działa w grupie okrętów, samolotów, dronów, radarów, systemów walki elektronicznej i pocisków dalekiego zasięgu. Myśliwiec stealth może z kolei wysunąć się dalej, podejść trudniej wykrywalnym profilem lotu, przenosić uzbrojenie wewnętrznie i wymuszać na przeciwniku ostrożniejsze użycie radarów. W teorii daje też szansę na polowanie na samoloty wsparcia, tankowce i maszyny wczesnego ostrzegania, czyli cele, bez których nowoczesne lotnictwo szybko traci zasięg i świadomość sytuacyjną.


Właśnie dlatego informacja o J-35 jest ważniejsza niż zwykła premiera kolejnego myśliwca. Chiny mają już bowiem J-20, czyli cięższą maszynę stealth dla sił powietrznych, ale to J-35 będzie w rękach chińskiej marynarki pierwszą maszyną tego typu przeznaczoną do działań z lotniskowca. Zbliża to Chiny do pozycji, którą do tej pory w pełni zajmowały tylko Stany Zjednoczone z duetem F-22/F-35 i pokładowym F-35C.
Uzbrojenie J-35 pokazuje, do czego może służyć ten samolot
J-35 ma przenosić uzbrojenie w wewnętrznych komorach, aby zachować obniżoną wykrywalność, ale w mniej ryzykownych warunkach może korzystać również z zewnętrznych węzłów podwieszeń. Wśród wiązanych z nim pocisków pojawiają się PL-10 do walki na krótkim dystansie, PL-15 do zwalczania celów poza zasięgiem wzroku oraz rozwijany PL-21, który ma być kojarzony z walką na jeszcze większym dystansie.

Taki zestaw dobrze tłumaczy rolę “Błękitnego Rekina”, bo ewidentnie nie jest to maszyna tylko do efektownych przelotów nad pokładem. Jej zadaniem ma być wypchnięcie chińskiej obrony i ofensywy lotniczej dalej od macierzystych wybrzeży. J-35 może osłaniać grupę lotniskowcową, przechwytywać samoloty przeciwnika, wspierać uderzenia na okręty i cele lądowe, a po utracie wymogu pełnego profilu stealth przenosić większy zapas uzbrojenia na zewnętrznych punktach.
Najsłabszy punkt myśliwca J-35? Napęd i gotowość
Aktualnie Stany Zjednoczone są bezsprzecznym zwycięzcą, jeśli idzie o połączenie lotniskowców z myśliwcami stealth i to wcale nie dlatego, że taki F-35C jest lepszy od J-35. Chodzi o to, że aktualnie Chiny realizują coś w rodzaju małoseryjnej produkcji oraz integracji J-35 w swoich skrzydłach lotniczych, a brak wiedzy o pełnych możliwościach J-35 nie sprawia zbyt dobrego wrażenia. Widziane do tej pory samoloty miały być widoczne w testach, na liniach montażowych i z oznaczeniami marynarki, ale bez standardowych numerów taktycznych typowych dla przydziału do gotowych jednostek bojowych. W praktyce oznacza to fazę wdrażania, w której buduje się pewną liczbę egzemplarzy do szkolenia, dopracowywania systemów, testowania obsługi pokładowej i usuwania problemów wieku dziecięcego.
Czytaj też: Chiny rozwiązały jeden z największych problemów nowoczesnej broni
Dla nowego samolotu pokładowego jest to absolutnie normalne. Start z lotniskowca, lądowanie z użyciem haka, praca w zasolonym środowisku morskim, ciasne hangary, składane skrzydła i obsługa na pokładzie są znacznie bardziej wymagające niż operowanie z klasycznego lotniska. Do tego dochodzi kwestia silników. Chińskie programy lotnicze od lat robią duże postępy, ale napęd pozostaje jednym z najbardziej wrażliwych obszarów. Myśliwce J-35 miały bowiem korzystać z różnych jednostek w kolejnych etapach swojego rozwoju, a docelowy silnik produkcyjny nadal jest jednym z najważniejszych elementów decydujących o osiągach, zasięgu, niezawodności i kosztach eksploatacji. Bez dojrzałego napędu trudno mówić o masowej produkcji bez zastrzeżeń.
Źródła: Global Times, Army Recognition, Interesting Engineering

