Wsadzili mocniejszy silnik do taniej maszyny wojskowej. Efekt zaskoczył Armię USA

Pół miliona dolarów za odrzutowego drona? USA właśnie testują pomysł, który może zmienić lotnictwo wojskowe, w którym coraz mniej chodzi o pojedyncze maszyny, które mają imponować samą specyfikacją.
Zdjęcie poglądowe – Pilot samolotu wojskowego Mirage 2000D RMV

Zdjęcie poglądowe – Pilot samolotu wojskowego Mirage 2000D RMV

Jeszcze kilka lat temu rozmowa o przyszłości powietrznego pola walki sprowadzała się głównie do coraz droższych myśliwców i bombowców stealth oraz kolejnych wersji uzbrojenia dalekiego zasięgu. Dziś ten obraz zaczyna się zmieniać, bo obok samolotów załogowych coraz wyraźniej rośnie cała kategoria bezzałogowców, które nie mają być ani jednorazową ciekawostką, ani luksusowym demonstratorem technologii. Właśnie dlatego warto zatrzymać się przy najnowszym teście Kratosa i amerykańskiej armii, bo za Mk1 Firejetem z silnikiem J85 stoi nie tylko pytanie o osiągi, ale też o coś dużo ważniejszego, bo odpowiedź na pytanie czy USA rzeczywiście zbliżają się do punktu, w którym szybkie, odrzutowe bezzałogowce przestaną być drogim dodatkiem do lotnictwa.

Mk1 Firejet to sygnał większej zmiany, choć ze starym silnikiem

Kratos poinformował, że wspólnie z U.S. Army Target Systems Management Office zakończył pierwszą serię lotów wariantu Firejeta z silnikiem J85. Nowa wersja, nazwana Mk1 Firejet, ma być drugim dużym wcieleniem tej platformy. Zastosowany w niej nowy napęd poprawia zasięg, długotrwałość lotu, prędkość i tempo wznoszenia, a jednocześnie ma nie pogarszać przeżywalności. Problem w tym, że firma nie zdradziła przy tej okazji żadnych dokładnych liczb, które pozwoliłyby spokojnie ocenić skalę tego skoku. Nie wiemy więc, jak bardzo wzrosły osiągi, gdzie dokładnie leży granica kompromisów i jak nowa konfiguracja wypada poza językiem firmowego komunikatu.

Czytaj też: USA pokazały nowego łowcę okrętów podwodnych. Nie musi atakować, żeby paraliżować

To jednak nie znaczy, że test jest mało istotny. Wręcz przeciwnie. Już sam fakt, że Kratos nie opisuje tej maszyny wyłącznie jako celu powietrznego do treningu, ale od razu ustawia ją również w roli taktycznego odrzutowego bezzałogowca typu CCA, mówi bardzo dużo o kierunku myślenia. Nowa konfiguracja ma być bowiem pierwszą rynkową propozycją w segmencie szybkiego taktycznego bezzałogowca odrzutowego w cenie poniżej 500000 dolarów. Po przeliczeniu daje to około 1,82 mln zł, czyli w świecie lotnictwa wojskowego kwotę wręcz zaskakująco niską, jeśli rzeczywiście mówimy o platformie zdolnej do lotu z wysoką prędkością poddźwiękową i wykonywania bardziej złożonych zadań niż tylko udawanie celu.

Czytaj też: Największa kompromitacja wojskowa XXI wieku? Tajemnice nuklearne USA wyciekły

Kratos nie buduje tego produktu wokół futurystycznego napędu nowej generacji, lecz wokół silnika z bardzo długim rodowodem. J85 nie jest bowiem żadnym świeżym eksperymentem. Wręcz przeciwnie – został zaprojektowany jeszcze w 1954 roku i według GE Aerospace ma pozostać w amerykańskiej służbie przynajmniej do 2040 roku. Do końca głównego okresu produkcji dostarczono ponad 12000 egzemplarzy J85, a sam silnik zyskał opinię wyjątkowo małego, lekkiego i odpornego. Nie ma więc w nim nic ekstrawaganckiego czy nowego, ale jest dokładnie to, co wojsko lubi najbardziej: znana logistyka, oswojona obsługa i przewidywalność. Jeśli więc Kratos rzeczywiście próbuje połączyć swoją platformę z silnikiem, który nie wymaga budowania całego zaplecza od zera, to nie chodzi tylko o osiągi. Chodzi o skrócenie drogi od demonstratora do produktu, który można zamawiać na skalę masową.

Programy CCA w USA nie są już odległą wizją “lojalnych skrzydłowych”, o których mówiło się jak o technologicznym dodatku do myśliwców szóstej generacji. Siły Powietrzne USA w ostatnich miesiącach wyraźnie przyspieszyły cały wysiłek i mówią o dostarczaniu bojowo użytecznej zdolności w rekordowym tempie. Jednocześnie F-22 mają zostać przystosowane do współpracy z autonomicznymi dronami, a skala przyszłych zakupów liczona jest nawet w setkach i z czasem może dojść do tysiąca maszyn. To zmienia sens takich projektów jak Firejet. Wcześniej łatwo było traktować podobne konstrukcje jako specjalistyczne narzędzia do ćwiczeń albo sprzęt dla węższych nisz. Dziś coraz wyraźniej widać, że granica między “celem do treningu”, “wabikiem”, “platformą testową” i “tanio wycenionym bojowym bezzałogowcem” zaczyna się zacierać. Zresztą sam Kratos mówi o dwóch modelach Firejeta, które mają odpowiadać różnym poziomom relacji koszt-osiągi.

Czytaj też: Chińska maszyna-gigant urosła do nowej roli. Jiutian rysuje wizję rodem ze sci-fi

Nie wszystko jest jednak takie kolorowe. Wystarczy spojrzeć na niedawny wypadek YFQ-42A w programie CCA, który pokazał, że droga od efektownej koncepcji do dojrzałej, przewidywalnej platformy wcale nie jest krótka. W przypadku Mk1 Firejet pytania są podobne. Nie wiemy jeszcze, jak wygląda realna integracja sensorów, uzbrojenia i łączności w konfiguracji bojowej. Nie wiemy, ile z obietnicy “poniżej 500 tys. dolarów” dotyczy kompletnej platformy gotowej do działań, a ile bazowej konfiguracji przy większej skali zamówień. Nie wiemy też, jak bardzo wzrost osiągów odbije się na eksploatacji, kosztach serwisu i trwałości samej maszyny.

Źródła: Kratos Defense, GE Aerospace

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.