Jest jednak pewna kwestia, która zwłaszcza w przypadku wspomnianego Kindle’a, mocno spędza sen z powiek niektórym użytkownikom. Chodzi o wparcie. Amazon już zapowiedział, że 10 maja przestanie wspierać sporą grupę urządzeń, odcinając je od usług sieciowych, chmury i części funkcji powiązanych z kontem Amazon. Co na to użytkownicy?
Kindle nie umrą, ale staną się cyfrowymi wyspami
W przypadku, gdy smartfon traci wsparcie, wciąż możemy korzystać z niego bez problemów przez dłuższy czas. Jasne, nie jest to już takie bezpieczne, ale nie zostajemy nagle odcięci od aplikacji czy w ogóle internetu. W przypadku Kindle’a sprawa wygląda zgoła inaczej. Od 20 maja Amazon odetnie od swoich usług praktycznie wszystkie modele wydane w 2012 roku i wcześniej:
- Amazon Kindle 1 i Amazon Kindle 2
- Amazon Kindle DX oraz Amazon Kindle DX Graphite
- Amazon Kindle Keyboard
- Amazon Kindle 4 i Amazon Kindle 5
- Amazon Kindle Touch
- Amazon Kindle Paperwhite 1
- tablety Amazon Kindle Fire z lat 2011–2012
Smartfon z ponad dziesięcioletnim stażem to nienadający się do niczego zabytek, jednak Kindle? W większości te urządzenia nadal spisują się dobrze, bo ekrany e-ink praktycznie się nie starzeją, a baterie nadal trzymają długo, nawet jeśli już nie tak, jak na początku.
I tak, Amazon nie zamienia tych urządzeń w cegły — przynajmniej nie od razu. Wszystkie książki pobrane wcześniej na pamięć urządzenia nadal będą działały normalnie. Problem pojawia się przy funkcjach sieciowych. Niestety, po wyznaczonym terminie użytkownicy stracą możliwość pobierania nowych książek bezpośrednio z Kindle Store, korzystania z wypożyczeń, używania funkcji Send to Kindle i synchronizacji przez chmurę Amazonu. Innymi słowy, czytnik stanie się więc urządzeniem całkowicie online.
Czytaj też: Samsung może powoli żegnać Galaxy Z Flip. Modele z klapką mają poważny problem
Tutaj pojawia się chyba najbardziej kontrowersyjna część całej historii. Gigant ostrzega, żeby po tej dacie absolutnie nie wykonywać resetu do ustawień fabrycznych ani nie wyrejestrowywać urządzenia z konta. Po ponownym uruchomieniu konfiguracji logowanie do usług Amazonu może okazać się niemożliwe. Jeśli do tego dojdzie, użytkownik zostanie permanentnie odcięty od legalnie kupionych książek. Czy kogokolwiek dziwi, że posiadacze tych sprzętów są wściekli?
Użytkownicy masowo uciekają z więzienia
W przypadku elektroniki, zwłaszcza smartfonów, pojawia się takie określenie, jak „jailbreak”, czyli dosłownie „ucieczka z więzienia”. Jest to proces omijania zabezpieczeń i ograniczeń, które nałożył producent. W ten sposób użytkownik może uzyskać dostęp do konta administratora i sprawować pełną kontrolę nad systemem operacyjnym. Właśnie w tym kierunku poszli właściciele Kindle’ów, które wkrótce stracą wsparcie, instalując na swoich urządzeniach alternatywne systemy pokroju KOReader.
KOReader od lat ma status niemal legendarnego projektu wśród fanów czytników. Oferuje znacznie lepsze wsparcie PDF-ów, bardziej zaawansowane opcje formatowania, własne czcionki, rozbudowane statystyki czytania i dużo większą kontrolę nad urządzeniem niż oficjalny software Amazonu. Dla wielu użytkowników to nie jest już nawet kwestia „geekowskiej zabawy”. To zwyczajna próba odzyskania kontroli nad własnym sprzętem. Bo cała sytuacja bardzo brutalnie przypomina o jednej rzeczy: kupując ebooka, często nie kupujemy książki w tradycyjnym sensie. Kupujemy dostęp do usługi. Ta usługa z kolei może zostać zmieniona albo ograniczona, co widać na załączonym obrazku.
Czytaj też: https://www.chip.pl/2026/05/xiaomi-ostrzega-przed-drastycznymi-podwyzkami-smartfonow
Jeśli wasz czytnik też znalazł się w opałach, jailbreak może być dobrą opcją, ale nie idealną, o czym musicie pamiętać. Nieoficjalne oprogramowanie zawsze wiąże się z ryzykiem, może powodować błędy, problemy ze stabilnością, skrócić czas pracy baterii, a w najgorszym razie całkowicie zepsuć urządzenie. Nawet gdy na Reddicie mówią, że to proste, zawsze może coś pójść nie tak. Czy jednak jest inne wyjście? Cóż, tak naprawdę pozostaje trwanie w trybie offline i przesyłanie książek przez USB. Oczywiście, to też będzie działać do czasu, gdy konieczne będzie przywrócenie ustawień fabrycznych.
Ta sytuacja to kolejny dowód na to, że coraz rzadziej naprawdę posiadamy urządzenia i treści, za które płacimy. Wszystko jest usługą, licencją, dostępem zależnym od serwerów i decyzji korporacji. To smutna prawda, z którą trzeba się pogodzić.
Źródło: Reddit
