Tym razem to Apple podkrada funkcję z Androida. iPhone’y będą lepiej zabezpieczone przed złodziejami

Przez lata Apple i Google regularnie podkradali sobie najlepsze pomysły. Raz inspiracja płynęła z Cupertino do świata Androida, innym razem było dokładnie odwrotnie. Wszystko wskazuje na to, że tym razem to Apple postanowił sięgnąć po rozwiązanie, które ja i inni użytkownicy Androida znamy już od pewnego czasu.
Tym razem to Apple podkrada funkcję z Androida. iPhone’y będą lepiej zabezpieczone przed złodziejami

Problem, którego obecne zabezpieczenia nie rozwiązują

Znów chodzi o kwestie bezpieczeństwa, ale nie po stronie oprogramowania, o których najczęściej wam piszę. Jakoś tak przywykliśmy, że jeśli coś grozi naszemu smartfonowi, to na pewno jest to haker. Tymczasem w zatłoczonej komunikacji miejskiej albo na gwarnym rynku również czyhają osoby, które chcą położyć ręce na naszym sprzęcie. Właśnie tutaj uderzyć chce Apple.

Nowoczesne smartfony są oczywiście o wiele bardziej chronione niż jeszcze kilka lat temu. Funkcje takie jak Find My czy Ochrona skradzionego urządzenia skutecznie utrudniają dostęp do danych po zgubieniu telefonu lub kradzieży zablokowanego sprzętu. Tylko że to rozwiązania już „po fakcie”, w dodatku są jeszcze bardziej problematyczny scenariusz – moment, w którym trzymamy odblokowany telefon, a ktoś wyrywa nam go z rąk. W ten sposób przestępca dostaje dostęp do naszych wiadomości, aplikacji czy ustawień systemowych, zanim mamy szansę realnie zareagować. Właśnie tę lukę ma załatać nowe rozwiązanie rozwijane przez Apple.

Czytaj też: Twój iPhone znów będzie lepszy od amerykańskiego. Wszystko dzięki UE

Nowa funkcja ma wykorzystywać dane z akcelerometru i innych czujników ruchu dostępnych w smartfonie. System będzie analizował charakterystyczne wzorce zachowania urządzenia i próbował odróżnić zwykłe ruchy użytkownika od sytuacji wskazujących na kradzież. Według doniesień algorytm będzie zwracał uwagę między innymi na:

  • gwałtowne szarpnięcie wskazujące na wyrwanie telefonu z dłoni,
  • nagłą zmianę kierunku i prędkości przemieszczania się urządzenia,
  • szybkie oddalenie się od właściciela po wykryciu takiego zdarzenia.

Jeśli system uzna, że doszło do próby kradzieży, ekran zostanie natychmiast zablokowany i ponownie będzie wymagane uwierzytelnienie za pomocą Face ID lub kodu PIN.

Użytkownicy Androida już taką funkcję u siebie mają i działa ona w podobny sposób. Rozwiązanie wykorzystuje czujniki ruchu i algorytmy uczenia maszynowego do wykrywania sytuacji charakterystycznych dla kradzieży telefonu. Google rozbudował ten mechanizm również o dodatkowe zabezpieczenia i teraz system może automatycznie blokować urządzenie po wykryciu wielu nieudanych prób odblokowania lub długotrwałym odłączeniu od sieci. Apple nie byłby jednak sobą, gdyby ograniczył się wyłącznie do kopiowania swojego rywala.

Apple Watch może tu odegrać kluczową rolę

Gigant z Cupertino dobrze wie, że spore grono użytkowników iPhone’ów nosi też na zegarkach Apple Watch i dlatego zegarek będzie bardzo istotnym elementem nowej funkcji. Telefon ma bowiem analizować również połączenie z zegarkiem noszonym przez właściciela. Jeżeli system wykryje gwałtowne szarpnięcie, a jednocześnie odnotuje nagłe zerwanie lub znaczące osłabienie sygnału Bluetooth między oboma urządzeniami, prawdopodobieństwo kradzieży zostanie uznane za znacznie wyższe.

Czytaj też: Chcesz nowego Samsunga? Lepiej przygotuj większy budżet

To akurat bardzo dobry pomysł, bo może realnie ograniczyć liczbę fałszywych alarmów. Samo gwałtowne poruszenie telefonem nie musi przecież oznaczać kradzieży. W końcu czasem się zdarza, że pokazujemy komuś coś na ekranie, a ta osoba w emocjach szarpnie za naszego smartfona, by lepiej się przyjrzeć. Takie sytuacje się zdarzają i dobrze, że Apple chce jakoś temu przeciwdziałać, bo fałszywe alarmy mogą szybko skończyć się wyłączeniem funkcji i obniżeniem ochrony.

Równie duże znaczenie ma mieć sama lokalizacja. System już dziś rozpoznaje miejsca uznawane za bezpieczne, takie jak dom czy miejsce pracy użytkownika, traktując je jako bezpieczne. Kiedy funkcja już do nas trafi, również ma się na tym opierać. Jeśli potencjalna próba kradzieży zostanie wykryta w nieznanej lokalizacji, urządzenie może uruchomić dodatkowe zabezpieczenia obejmujące dostęp do ustawień systemowych, konta Apple ID oraz funkcji związanych z usługą Find My. Tymczasem w domu podobne incydenty będą traktowane inaczej, choć w sumie… czasem coś takiego przydałoby się też w domu. Jeśli macie rodzeństwo, to wiecie, o czym piszę.

Czytaj też: Xiaomi nie chce kolejnego chatbota. AI w HyperOS 4 ma sam wykonywać zadania za nas

Tak czy inaczej, bardzo mnie cieszy, że Apple postanowił zainspirować się tu Androidem, bo w dzisiejszych czasach często zdarza nam się zapomnieć, że naszemu smartfonowi grożą również bardziej fizyczne ataki. Oczywiście ta nowość – o ile się pojawi, bo to nadal tylko przecieki – należy raczej do grupy tych, które lepiej mieć i nigdy nie potrzebować. Mimo wszystko warto ją mieć, by w razie kradzieży mieć choć jeden problem z głowy.

Źródło: Android Authority

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.