Flagowce Samsunga stają się coraz bardziej premium
Od razu muszę tu zaznaczyć, że nie jest to do końca „widzimisię” firmy. Jasne, to nadal Samsung dokonuje wyboru, kto ma zapłacić więcej, ale czy ktokolwiek spodziewał się czegoś innego? Oczywiście sytuacja, o której piszę, dotyczy rosnących kosztów produkcji podzespołów, w szczególności kości pamięci RAM. Do niedawna najwięksi gracze na rynku – w tym Apple oraz Samsung – byli w stanie brać na siebie finansowe skutki drożejących półprzewodników poprzez wewnętrzną optymalizację łańcuchów dostaw oraz cięcie kosztów w innych obszarach. Ta poduszka bezpieczeństwa właśnie się jednak wyczerpała.
Jeśli śledzicie na bieżąco informacje z rynku, to zapewne wiecie, że analitycy od miesięcy ostrzegali przed globalnym deficytem pamięci przeznaczonych do urządzeń konsumenckich. Wiem, że na pierwszy rzut oka nie brzmi to jak coś, co mogłoby dotyczyć „szarego Kowalskiego”, ale niestety jest inaczej – im droższe komponenty, tym więcej płacimy za sprzęt, bo producenci nie są w stanie (a przede wszystkim nie chcą) w nieskończoność ponosić wyższych kosztów. Stąd właśnie podwyżki smartfonów, które już wkrótce wprowadzi Samsung. Zresztą, nie tylko on, bo jeszcze w marcu pisałam wam o planowanych przez Oppo i OnePlus podwyżkach.
Warto tu również wspomnieć, że nawet Samsung ma już na swoim koncie podobne działanie. W kwietniu gigant zdecydował się na pierwszą, testową korektę cenników swoich składanych modeli: Galaxy Z Fold 7, Galaxy Z Flip 7 oraz budżetowego Galaxy Z Flip 7 FE. Choć część z tamtych cen ostatecznie wróciła do pierwotnego poziomu, to nadchodząca fala podwyżek ma mieć znacznie większy, globalny zasięg. Jak donosi grecki serwis technologiczny TechManiacs, powołując się na wewnętrzne źródła w łańcuchu dystrybucji, nowy cennik ma wejść w życie już w pierwszym tygodniu czerwca i nie będą to małe różnice.
To może zaboleć
Do tej pory, gdy już jakieś ceny smartfonów szły w górę, różnica nie była duża, ale tym razem jest inaczej. Przeciek wskazuje bowiem na podwyżkę w zakresie 100-200 euro, co w przeliczeniu daje nam wzrost cen o około 425 – 850 zł. Patrząc na dzisiejszy cennik oznacza to, że Fold 7 w wersji 256 GB może kosztować już grubo ponad 9 tys. złotych. Natomiast podstawowy S26 w najniższej konfiguracji może przekroczyć cenę 5000 zł.
Czytaj też: Twój iPhone znów będzie lepszy od amerykańskiego. Wszystko dzięki UE
Greckie źródło podaje co prawda, że Samsung zamierza więcej policzyć głównie za modele w bazowej konfiguracji, jednak szczerze mówiąc, nie spodziewam się, by droższe wersje pozostały w znanych nam cenach. I tak, na razie przeciek dotyczy greckiego rynku, ale biorąc pod uwagę ujednoliconą politykę dystrybucyjną wewnątrz Unii Europejskiej, podwyżki te z dużym prawdopodobieństwem uderzą rykoszetem także w polskich klientów. Jeśli więc planowaliście w najbliższym czasie zakup flagowca (nie tylko Samsunga), być może lepiej wcielić te plany w życie znacznie szybciej, bo później może to was kosztować znacznie więcej.
Czytaj też: Dodatkowy ekran w smartfonie? Nie musisz kupować flagowca Xiaomi, wystarczy ten gadżet Oppo
Problem drastycznym niedoborem i galopującymi cenami pamięci RAM na rynkach światowych trwa już od jakiegoś czasu i na razie ciężko ocenić, kiedy to się skończy. Boom na AI jest tego głównym powodem, a jak wiemy, nic nie wskazuje, by firmy chciały się z tym uspokoić. W ten sposób producenci układów przekierowują moce przerobowe na najbardziej opłacalne i nowoczesne moduły serwerowe, a kości pamięci dla zwykłych konsumentów schodzą na dalszy plan. Niektórzy eksperci przewidują, że być może w przyszłym roku rynek się ustabilizuje, ale są to tylko prognozy. W najbliższej przyszłości poprawy raczej nie będzie, dlatego możliwe, że teraz mamy najlepszy moment na wymianę telefonu, jeśli wasz stary już niedomaga.
Źródło: TechManiacs
