Netflix z reklamami zawita do Polski
Już jakiś czas temu Netflix wprowadził na niektórych rynkach nowy plan subskrypcyjny – z reklamami. Podobnie, jak w przypadku walki ze współdzieleniem kont, tak i tutaj od razu pojawiły się głosy krytyki. Problem w tym, że nie odbiły się one na wynikach. Ba! Nowość okazała się gigantycznym sukcesem. Netflix podał, że obecnie korzysta z niego już ponad 250 milionów użytkowników, a na części rynków wybiera go nawet 60% nowych subskrybentów. Trudno więc się dziwić, że konkurencja szybko zaczęła iść w tym samym kierunku, a efekty były podobne.
Z jednej strony to ironiczne – streaming miał być ucieczką od klasycznej telewizji i przez długi czas faktycznie tym był. Teraz z kolei wrócił do korzeni. Jednocześnie jednak nie da się ukryć, że to mimo wszystko dobra opcja. Przy rosnących cenach rozrywki jest to sposób na oszczędność. Wkrótce taką okazję będą mieli również klienci w Polsce.

Netflix oficjalnie potwierdził, że wprowadzi do Polski trafi tańszy plan z reklamami. Informacja pojawiła się podczas konferencji Upfront 2026, a nasz kraj znalazł się w grupie 15 nowych rynków, które dostaną tę opcję w najbliższych latach. Nowy plan ma zadebiutować u nas w 2027 roku.
Jak to będzie wyglądać?
Przede wszystkim, za niższą cenę będziemy musieli oglądać reklamy. Na szczęście nie będzie to format jak w telewizji, bo spoty mają być wyświetlane przed seansem i w trakcie oglądania. Jak twierdzi Netflix, mają one zajmować mniej niż 5 minut na każdą godzinę oglądania. Nie ma więc tragedii. Jednak tu pojawia się jedno, bardzo duże ALE. Ze względu na kwestie licencyjne, niektóre produkcje nie mogą mieć reklam, co oznacza, że w tym planie po prostu będą one niedostępne. Według firmy ograniczenia obejmą mniej niż 10% biblioteki. Niby nic, ale może się zdarzyć, że to właśnie nasze ulubione tytuły znajdą się poza zasięgiem.
Czytaj też: Asystent AI na Allegro już dla każdego. W końcu zakupy przestały mnie męczyć
Na pewno nie brzmi to aż tak źle. W USA plan z reklamami kosztuje niecałe 9 dolarów, czyli mniej niż połowę tego, ile trzeba zapłacić za najtańszy dostęp bez reklam. Tak, to dobra opcja na oszczędność, jednak trzeba mieć na uwadze jeszcze jedną kwestię – tam, gdzie Netflix wprowadził nową subskrypcję, zwykły plan Podstawowy zniknął ostatecznie z oferty. Pozostał więc Standard z reklamami, Standard i Premium. Spodziewam się, że tak samo będzie i u nas. Rozumiem takie uproszczenie, ale dla osób, które teraz korzystają z planu Podstawowego, to może być problem. Dostaną bowiem wybór – zapłacić więcej albo przejść na wariant z reklamami.
To koniec ery streamingu, jaki znaliśmy
Trudno nie zauważyć, że cały rynek VOD powoli zatacza koło. Najpierw uciekaliśmy od telewizji pełnej reklam do streamingu. Potem streaming podzielił się na kilkanaście platform. Teraz coraz więcej z nich wprowadza reklamy, droższe pakiety premium i ograniczenia współdzielenia kont.
Moim zdaniem najbardziej ironiczne jest to, że platformy streamingowe przez lata budowały swoją przewagę właśnie na wygodzie i braku reklam. A dziś same dochodzą do wniosku, że użytkownik albo obejrzy reklamy, albo zapłaci jeszcze więcej. I patrząc na popularność takich planów, wygląda na to, że większość ludzi po prostu zaakceptowała nową rzeczywistość. Szczerze mówiąc, sama jeszcze nie jestem pewna, czy przejdę na ten nowy plan, gdy już się pojawi. Chyba najpierw będę chciała sprawdzić, jak mocno inwazyjne są te reklamy. Jeśli nie będą męczące, może skuszę się na zmianę, bo przy ilości platform, jakie już subskrybuję (i których nie chcę się pozbywać), każda oszczędność jest mile widziana.
Źródło: Netflix
